piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 13

-Sto lat.-Usłyszałam za sobą smutny znany mi głos. Nigdy w sumie w takim tonie. Odwróciłam się i ujżałam Slash'a. Smutnego. Z półdopitym Danielsam.
-Dzięki-mruknęłam i ruszyłam ulicą przed siebie. Just a little patience..yeah! Oj kurwa chciałabym. Trzeba w ogóle ten tekst zapisać Izzy'emu. A chuj. Nie ważne.
-Cześć mała.-Kolejny znajomy głos.
-David? Siema.-Znów niechętnie i skrzywiłam się.
-A co ty taka..
-Nie pytaj.
-No okej.-Poszedł. Taka tam, lekka zlewka. A chuj. Nawet lepiej. Wyjęłam z kieszeni pare banknotów i przeliczyłam. No to zrobie sobie prezent sama kurwa. Od chuj tu sklepów. Kierowałam się w stronę centrum obserwując ludzi gapiących się na mnie. Pierwszy sklep jaki dopadłam to obuwniczy. Z półki zciągnięte glany rozmiar 38, taki sam kowbojki. Oba idealne. Kierunek kasa. Szał zakupów Nataliee. No ale chuj. Ja czasem też muszę. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam do kolejnych sklepów. Skórzany. Tego było mi trzeba. Zaraz wpadłam pomiędzy wieszaki oglądając najpierw spodnie. Piękne. Czarne. Dopasowane. Idealne. Pobiegłam z nimi do przymierzalni. Kiedy już je włożyłam wiedziałam, że muszą być moje. W życiu nie miałam w niczym tak zajebistego tyłka. Kolejny cel-kurtki. Pierwsza w ręce wpadła mi ramoneska. Typowo motocyklowa. Z frędzlami przy rękawach. Przejrzałam się w lustrze i zaraz na twarzy miałam szeroki uśmiech. Cudowna. Kocham ten sklep. Do koszyka obok trafiła jeszcze katana, i torba. Ze wszystkim podeszłam do kasy. Kiedy miałam już zamiar płacić nagle zobaczyłam męską rękę wyciągniętą zza mnie i usłyszałam znajomy głos.
-Ja zapłace za tą panią.-Męzczyzna podał banknoty. Kasjerka wydała resztę i szybko odwróciłam się.
-Axl?!
-Masz urodziny. Najlepszego.-Pocałował mnie w policzek,a ja złapałam torbę z zakupami i wyciągnęłam go ze sklepu. Axl?! To ten sam Axl?! Na prawde?! No chyba nie ! - Wiesz. Chciałem przeprosić. Jestem skurwielem ale nad 90% rzeczy które robię nie panuję. Nie chciałem zranić Ciebie, ani Rosie..Steva tez nie.-wzruszył ramionami i uśmiechnął się. -Dobrze zrobiłaś obijając mi ryj.
-Wiem. Ale dziękuję, rozumiem i wybaczam. -Uśmiechnelam sie krzywo, a on tylko pokiwał głową w geście podzięlowania.
-Może..Hmm..Zapraszam Cię dzisiaj wieczorem do Rainbow..Opijemy troszkę te urodzinki, co? -Posłał mi skromny uśmiecha. No.i gdzie się podział Axl skurwiel? Nie wiem. Ale chyba wole tego.
-No..No okej. To..do zobaczenia.-Kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę centrum. W pewnym momencie zobaczylam na kamienicy ogłoszenie. 'Do wynajecia. M-3. Informacja pod numerem 12.'. Na twarzy znow pojawil mi się uśmiech. Zostawiłam torby pod drzwiami i zapukałam pod wskazany numer. Otowrzyła mi niewysoka, starsza kobieta. Wyglądała na miłą.
-Dzień dobry. Ja w sprawie mieszkania. Kobieta uśmiechnęła się do mnie i gestem zaprosiła do mieszkania. Zrobiłam jak prosiło.
-Siadaj dziecino.-Wskazała na kanapę a ja zajęłam miejsce.-Nazywam się Marie Jones. A..A ty?
-Jestem Nataliee Adler.-Uśmiechnęłam się serdecznie.
-W takim razie Natalee. Zasady są takie. Żadnych imprez po 22:00. Do tej godziny możesz robić co Ci się żywnie podoba. Jak będziesz wracać w nocy też proszę o zachowanie ciszy. I chyba tyle.-Podała mi jeszcze tylko miesięczną cenę za wynajem. Nie powiem, chyba taniej nie znajdę. Natychmiast się zgodziłam. Pani Jones wyciągnęła umowę. Bez wachania ją podpisałam.
-To..Kiedy moge się wprowadzić?-Zapytałam nieśmiało. W odpowiedzi otrzymałam do ręki klucze.
-Nawet teraz. Mieszkanie numer 7.-Kiwnęłam głową dziękując i opuściłam jej mieszkanie zaraz udając się do swojego. Otworzyłam je i ujrzałam, cudne , skromne, przytulne mieszkanko. Z jasnymi ścianami, dwoma pokoikami. W pełni wyposazone. Meble, telewizor, łóżko. Nawet mikrofalówka w kuchni była. Obejrzałam je jeszcze raz, zostawilam tam torby z zakupami, prócz nowej kurtki ktorą włożyłam na siebie i opuściłam swój nowy domek. Nie miałam co tak właściwie robic. Łaziłam w te i we w te tak bez celu, oglądając ulice, parki, ludzi. Właśnie, ludzi. Czy te kobiety naprawde nie mogą zakładać stanika pod ramoneski? No choćby stanika no. Nie ważne. I tak tego nie słyszą. Paru Rockman'ów. Paru nawet czasem kojarzyłam.
-Cześć.-uśłyszałam znajomy głos za sobą i odwróciłam się.
-Cześć. -Przytuliłam na powitania pana Van Halena. Złoże delikatnego buziaka na moim policzku.
-Czy to nie dzisiaj ten wielki dzień?-pokiwałam głową i tym razem otrzymałam niewielki całus w usta.-wszystkiegi najlepszego. A tu..-wyciągnął z kieszenu dwa kartoniki. - bilet i wejściówka za kulisy na nasz koncert za tydzień. -posłał mi ten swój uroczy uśmiech, a ja ponownie go przytuliłam.
-Dziękuje. Cholernie was lubię..przyjde z chęcią. Masz może ochotę się ze mną przejść? -bez słowa objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę parku.
-I jak, nowy etap życia?-Zapytał zerkając na mnie.
-Conajmniej chujowo.
-A to czemu?
-Bo już zaćpałam się do nieprzytomności. Chyba jestem mistrzynią. Izzy podał mi coś, bo chciałam, znaczy..nie chciałam, ale byłam ciekawa.-mruknęłam pod nosem wtulając głowę w jego ramię.
-Tak to bywa..Ciekawisz się, a potem popadasz w nałóg. Wiesz, ciekawość pierwszym stopniem do piekła.-westchnęłam i dalej bez słowa dawałam mu się prowadzić. Lubiłam go, ale nie tak, że dałabym radę z nim być, był przyjacielem. Miło chadzało się z nim tak bez jakiego kolwiek celu.
-O czym tak myślisz? -przerwał mi rozmyślanie.
-Od tym, że lubie z tobą spędzać czas. -Uśmiechnął się i pogładził mi ramię unosząc głowę w górę.
-Masz jakieś plany na wieczór?
-Wiesz, Axl chce opić ze mną urodziny. Chodź ze mną. -zaczęłam bawić jego ciemnymi lokami z chichotem. Odpowiedział mi przytaknięciem i oboje zasiadliśmy na ławce. Rozmawialiśmy chwile o nim, o Davidzie, o zespole, jakie to głupie propozycje od fanek mają i tak dalej.
-Ej! Patrz ! Wiewiórka! -wskazał na rude stworzonko po drugiej stronie chodnika a ja zaśmiałam się.
-Urocza. Też chce taki ogonek.-wybuchnęliśmy śmiechem a zainteresowane stworzonko przyglądało się nam. Spojrzałam na Eddiego, a on w tym czasie podniósł niwielkiego żołędzia z ziemii. Wyciągnął z nim rękę w stronę wiewiórki. Zareagowała odrazu, podczłapała się i wyrwała mu małymi łapkami orzeszka. Odskoczyła na pobliskie drzewo i zaczęła słodko chrupać przekąskę. Spojrzałam na Edka ze słodkim uśmiechem, a on pokręcił głową.
-Przypominała mi Ciebie..
-Tak? Czemu?
-Bo jest ruda, nie ufna, ciekawska i ruda!- Uśmiechnęłam się, a on zaśmiał się. -nie chcę cię poderwać. Jesteś fajną przyjaciółką mała. - Moje policzki sie zaruminily, a on poslal mi tylko swoj uroczy usmiech. Wspanialy facet. Moze to jemu powinnam poswiecic reszte zycia. Choc tak naprawe byl tylko przyjacielem. Uroczym, kochanym,pomocnum, ale przyjacielem, a tak naorawde potrzebowalam tego wlasnie, w tym momencie. Dziwne co nie? A wlasie to bylo mi upotrzebne. Chora rozkoszna pelna milosci przyjazn  ktorej nigdy nie mialam. Kurwa, kochalm Eddiego, hyhyhy szybko sie przywiazuje, prawda? A znajac zycie i tak zaraz o sobie zapomnimy. Jak gdyby nigdy nic, od tak, po prostu. Co ja na to poradze?  Na tym polegaja moje znajomosci w L.A. Chwila czasu, a potem nagle jebs. Chcialam to utrzymać jak najdłużej, ale to jest Eddie Van Halen. Nigdy nie wiesz, kiedy pojedzie w trase..Itp itd. A mimo tego, robiłam sobie nadzieję. Chciałam, by nasze relecje przetrwały, i to jak najdłóżej. Poczułam jego sprawne palce na swoim ramieniu, gdy usiłował mnie delikatnie objąć. Moja reakcja była szybkim wyrwaniem się i wtuleniem w jego szyję. Pocałował mnie uroczo w czubek głowy i razem z sobą podniósł. Przeniósł dłoń na moje biodro, i tak razem ruszyliśmy do baru, w umówione miejsce z Axl'em. Szliśmy powoli, bez słowa, czasem nucąc coś bez celu pod nosem. Kiedy staliśmy już na przeciw baru, Halen zaśmiał się cicho, złapał mnie za dłoń i wprowadził. Zaraz po przekroczeniu progu moje uszy dopadł jeden wielki okrzyk 'NIESPODZOANKA!' , a na głowe posypała mi się tona confetti. Rozejrzałam się-Axl, Slash, Duff, Izzy, Kinga, Rosaliee, David, Michael, Alex...Nawet Tyler, Perry i reszta Aerosmith,  Sebastian, i jeszcze pare nie znanych mi osób. Otworzyłam buzie z wrażenia i zaraz ludzie wciągali mnie w tłum wylewajac ze swoich ust mnóstwo życzeń.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 12

Otrząsnęłam głowę usiłując sobie yy przypomnieć cokolwiek. Nadal gapiłam się na ciemno brązowe włosy Eddiego.
-No co się tak patrzysz? Podobasz mi się i tyle. -Wzruszył ramionami. A gdzie ten szarmancki Edward sprzed paru minut? Co prawda łososiowe alladynki słabo pasowały do jego zachowania.
-Ja..Ja poprostu..Nie wierzę, że moge się podobać..-Nie byłam brzydka. Ale bądź co bądź ładna też nie. Nazwałabym się przeciętną, nieczego nieróżniącą się od innych. A może faceci z L.A lubią przeciętne laski, głupie i naiwne świerzaki takie jak ja?! Może to właśnie ich kręci? Dlaczego ulegam? Dlaczego zadaję tyle pytań? Czy jestem normalna? - Ja pierdole te pytania zaraz rozjebą mi łeb!-krzyknęłam nie zwracając na mojego towarzysza najmniejszej uwagi. Za jakieś dwa dni miałam skończyć 18 lat. Dojść do pełni dojrzałości, a jak narazie...Czuje się tak jakby ta 18-stka miała mnie przeprowadzić w poziom dojrzałej suki, bo przecież narazie jestem tylko pisklaczkiem.
   Złapałam Edka za rękę i odkluczyłam drzwi. Wyprowadziłam go szybko z pokoju i podadziłam pod barem. Wgramoliłam się na scenę i złapałam mikrofon. Zacisnęłam powieki i stuknęłam w niego parę razy upewniając się, że na pewno działa. Złapałam oddech i słowa zaraz wypłynęły z moich ust.
-Uwaga kurwa. Drodzy skurwiele, suki i normalni ludzie. Pargnę w tym momencie poinformować, że to, co łączyło mnie z KIMKOLWIEK , nie ważne czy to był całus czy wyznałam poważną miłość jest automatycznie skończone. Za dwa dni skończe 18 lat. Stane się dojrzała. Wiem, jestem w L.A mieście Seksu, dragów i Rock n Rolla, ale nie chce skończyć jak ta urocza dziwka zajmująca właśnie miejsce na kolanach Slasha.Chce być normalną dziewczyną, znaczy zależy czy tu uchodzi za norme być dziewczyną-Rockersem. Do póki nie dojrzeje również umysłem, zapomnijmy o wszystkim co było przed tem. Pragnę by mój Pudelek, mimo wszystko nie załamywał się. Dam radę. I jeżeli to co do Ciebie czuję to miłość. Wrócę..-Bąknęłam szeptem patrząc na Saula zrzucającego kobietę z kolan i patrzącego w moją stronę z otwartymi ustami. Czasem je oblizywał. Spojrzałam na mikrofon i rzuciłam.-Dziękuje, kurwa.Zeszłam ze sceny i zaraz ruszyłam w stronę wyjścia. Nie zwracałam uwagi na dziwne spojrzenia ludzi. Czy napalonych Rockersów czy mokrych od samego patrzenia na Slash'a dziwek. Tak tak. Właśnie zerwałam z Saulem zajebistym Hudsonem. Facetem o którym marzą..praktycznie wszystkie. Którego mogłam mieć. Ale co to za miłość, kiedy ja nie jestem pewna swoich uczuć? Kiedy nie czuje się dojrzała na tyle, by prowadzić poważny związek. Jednak sama nie wiem, czy nawet Slash jest na to gotowy. Takie nagłe przejście. Najperw od chuj dziwek, a teraz nagle jedna dziewczyna. Zobowiązanie. A z resztą co mnie to obchodzi. Poczekamy,zobaczymy.
    Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i ujrzałam przymulone brązowe oczy gdzie niegdzie zakryte kosmykiem czarnych włosów. Nieprzytomne oczy patrzyły się na mnie i w pewnym momencie zostałam mocno przytulona. Wtuliłam się w ramiona rytmicznego, a mój nos zatopił się w jego włosach wdychając mocny zapach petów którym były przesiąknięte. Momentalnie szepnęłam mu do ucha.
-Masz fajkę?
-Mam coś lepszego. -Odpowiedział podobnym tonem muskając wargami moje ucho. Spojrzałam na niego pytająco. Złapał mnie delikatnie za przedramię i prowadził do domu. Nie miałam pojęcia co mógł mieć na myśli. W sumie, to średnio mnie to zastanawiało.
    Kiedy staneliśmy pod domem, Izzy natychmiast wprowadził mnie do swojego pokoju. Zostawił tam i sam wyszedł. Czekałam na niego cierpliwie oglądając kolekcje zużytych strzykawek, igieł i pustych woreczków. Nagle jego słowa zaczęły krążyć mi po głowie. Czy on chciał mi coś dać?
     Wszedł do pokoju. W jednym ręku trzymał wypełnioną już strzykawkę a w drugiej cienką linę. Podszedł do mnie i odwrócił moją rękę wnętrzem w górę. Na przed ramieniu ciasno związał mi sznurek i zaczął przyglądać się mojemu ręku. Zasiedliśmy wygodnie na podłodze, a on podniósł strzykawekę i uśmiechną się.
-Chcesz tego?-Zapytał przykładając igłę do mojego nadgarstka.
-Tak. Chcę. -Nie chciałam. Nie wiem, czemu się na to godzę. Ten jednak bez wachania wbił igłę w moją żyłe powodując lekkie uszczypnięcie. Pisknęłam cichutko a potem nagle ból minął. Ogarnęła mnie błogość. Niesamowite uczucie. Patrzyłam teraz na świat oczami osoby wolnej. Tak jakby mogła robić teraz wszystko co chcę. Bez konsekwencji. Bo jestem tu tylko ja. I nikt więcej. Jestem sama wśród własnego wyimaginowanego świata. Cieszyłam się jak idiotka. Uśmiech widniał na mojej twarzy. Słyszałam tylko znajomy śmiech Izzy'ego. Ale go nie widziałam..

***

Obudziłam się na podłodze z odrętwiałą ręką. Spojrzałam na nią. Mój nadgarstek był siny. Spojrzałam na kalendarz. COOOO?!
-Sto lat mała.-Usłyszałam głos rytmicznego który kucał obok mnie zaciągając się fajką.-Chyba podałem Ci trochę za dużo. Przespałaś dwa dni.
-O cholera. Reszta wie?!-Usiadłam i spojrzałam na niego lekko karcącym spojrzeniem.
-Nie. Teraz śpią a myślą, że byłaś gdzie indziej. Spoko. -Kiwnęłam głową i spojrzałam na swój nadgarstek. Izzy znów posłał mi swój śliczny uśmiech i ujął moją dłoń. Złapał bandamę która leżała obok i obwiązał nią siną część.
-Już nie widać. Nie domyślą się. Przyniosłem Ci świerze ubrania. Ostatnio coś wiele przesypiasz.-Śmiejąc się podał mi koszulkę z AC/DC i skórzane spodnie. Zaraz wszystko zmieniłam a on zadowolony pokiwał głową.
-Masz gust czarnulku.-Mruknęłam. Gestem podziękował i zaraz opuściłam pokój, tak, by przemknąć przez mieszkanie by nikogo nie obudzić. Udało się.

___________
Narazie tyle. Dziękuje czytającym. Tak że dziewczynie która komentuje pod podpisem "Patryk Criss" serio. Wasze komentarze bardzo pomagają i mobilizują.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 11

*dwa dni później*
Powoli otworzyłam oczy. Kurczowo złapałam się koca pod sobą i rozejrzałam po pokoju. Dwa elektryki...piecyk, jakiś akustyk. O. Nawet dwa akustyki. Szafa. Okno. Czarna kupa loków. Lampa. Wait wait...Czarna kupa loków?
-Dzień dobry śpiąca królewno ty moja.-Usłyszałam jego uroczy głos. Otworzyłam usta usiłując coś powiedzieć jednak nie potrafiłam wydukać słowa. - Ciii kochanie..Już dobrze..dostałaś od Rosaliee. I właśnie ona chciałaby Ci coś powiedzieć. -Ogromny ból skroni. Ból którego nie mogłam powstrzymać. Nawet krzyknąć nie mogłam jednak zobaczyłam jak mój Saulie odchodzi i otwiera drzwi. Do pokoju weszła Rosie. Spojrzałam na nią z lekka z ukosa i po chwili poczułam jej dłoń na swojej. A drugą ręką głaskała moje włosy.
-Kochana. Wybacz mi to błagam. Axl..Podał mi coś. Kompletnie nad sobą nie panowałam..Wczoraj odzyskałam świadomość. Kiedy powiedzieli mi co się stało zaraz tu przybiegłam. Wybacz mi proszę.-Zdawała być się taka skruszona. Wiedziałam do czego zdolny jest Axl. Wiedziałam, że każde słowa przeprosin to prawda. Szybko oparłam się łokciami i usiadłam. Przyciągnęłam ją do siebie i mocno przytuliłam. Zaraz po tym do pokoju weszła Kinga i natychmiast dołączyła się do uścisku.
-Jak ja się cieszę, że wszystko już w porządku.-Mruknęłam.
-My też promyczku.-Odpowiedziały równocześnie i w trójke się zaśmiałyśmy. Slash szybko opuścił pokój a my zwolniłyśmy uścisk.
-Chyba urządziłaś mnie aż tak źle?-Skrzywiłam się.
-Nie. Tylko mały siniaczek przy skroni..ale patrz..-złapała z gumkę moich włosów i rozpuściła je.-I na wardze masz niewielkiego strupka, ale to da rade zakryć szminką.-aw tym momencie Kinga wyjęła ze swojej torebki krwisto czerwoną szminkę i musnęła nią pare razy moje usta.
-No i zajebiście.-Uśmiechnęła się.
-Kinguś...Powiedz szefowi, że ja jednak rezygnuje z pracy.
-Jasne. Skoro tak chcesz.
-Oj chce. W ogóle, która godzina?
-Siedemnasta..Jakoś tak..
-To ojebmy mojego siniaka chodźmy o baru ! - wydarłam się szczęśliwa. Zaraz poczulam na sobie ich wrogie spojrzenia.
-No pojebało?! Obudziłaś się 15 minut temu !
-I chuj ! Nic mnie nie boli ! -Procz skroni która nadal napierdalała jak skurwy syn.
-Skoro tak..To czemu nie..-Złapały mnie za dłonie i podniosły. Po chwili jednak dało rade zobaczyć ich skrzywione miny.
-No ale chyba nie pójdziesz tak ubrana!-Rozaliww z miną jebanego żółwia.
-Nie pójdzie!-Tym razem Kinga która szybko złapała moją koszulkę i zciągneła ją ze mnie.-No nawet nie sądziłam, że będziesz mieć już na sobie czerwony stanik. Ale skoro tak. -Pozostawiając mnie bez koszulki zarzuciła mi na ramiona ramoneske i z szafy wyjęła cholernie krótkie czarne shorty które zaraz na siebie wciągnęłam. Na nogi rozwalające się tramki. Dziewczyny tylko pare razy potargały mi włosy i uśmiechnęły się do siebie.
-No i kto by pomyślał, że  naszej Nate taka laska!-odezwała się rozbawiona Rosie a Kinga tylko parę razy poprawiła mi kurtkę.
-Ej. Kurwa. Mam iść w samym staniku?! Bez koszulki?!
-No pewnie! Tak jest najlepiej. W dodatku Slash oszaaaleje jak Cię zobaczy!
-Ty się lepiej swoim Duffem zajmij a nie tu mnie szykujesz!
-On to sam się ubrać potrafi. Chuj że nigdy nic do niczego nie pasuje ! - i znów całą trójką zaniosłyśmy się śmiechem. Ruszyłyśmy do drzwi pokoju, a na korytarzy czekali już wszyscy prócz Axl'a.
-Trochę podsłuchałem. Powiedziałem chłopaką i jesteśmy gotowi!-Mrukną spod loków mój pudelek i zaraz objął mnie ramieniem. Duff zrobił to samo z Kingą i po chwili ujrzałam jak Rosie idzie objęta przez Stevena. Podobało mi się to, że nareszcie między nimi wszystko było okej. Wszyscy opuściliśmy hellhause i ruszyliśmy do Roxy. W sumie nikt się nie odzywał. Tylko Steven czasem szczęśliwy chichotał. Po ok. 15 minutach zasiadliśmy już w barze przy stoliku. Rosie na kolanach Stevena, Kinga obok Duff'a. Izzy gdzieś w kącie a ja obok Slasha. Kelnerki natychmiast doniosły 4 butelki JD i 4 czystej. Złapałam whisky i natychmiast je otworzyłam. Wygodnie usadowiłam się na moim pudelku i upiłam łyka. Ten szybko wyrwał mi butelke i sam sporo siorbnął. Zaczęłam bez powodu rozglądać się po tłumie i nagle szeroko otworzyłam oczy. Szybko pokelpałam Slasha.
-Ty ! Patrz kto tam stoi! -Upił porządnego łyka i zaraz sam zaczął przeszukiwać tłum.
-Nikogo nie widze.-Nadal wodził wzrokiem po ludziach.
-Przy barze kurwa ! Przy barze !-jego wzrok posłusznie przeniósł się na bar. Spod loków było widać jak otwiera buzie ze zdziwienia.
-O kurwa ! Co robimy?!-Spojrzał na mnie odgarniając sobie kuaki z twarzy a ja czule go cmoknęłam.
-Na scenie jest gibson i mikrofon. Chodź ! -pociągnęłam go za rękę na scene i podałam gitarę. Po chwili z jegi gitary zaczął wybrzmiewać dźwięk znanej wszystkim Runnin' whith the devil. A już napewno paną spod baru. Gdy nadszedł odpowiedni moment weszłam z wokalem. Kiedy dziewczyny zobaczyły o co chodzi szybko wbiegły do nas na scene i ślicznie robiły za chórki. Tak jak się spodziewałam. Cudowni panowie David, Edward, Michael i Alex zaraz zwrócili na nas uwagę i podeszli pod scenę. Kiedy piosenka się skończyła ujrzałam jak Eddie wyciąga do mnie rękę, a David, Michael i Alex zaraz podbiegają do Slasha wypytywac o pare rzeczy.
-Jak Ci na imię?-Uśmiechnął się i usadził obok siebie na brzegu sceny.
-Nataliee. Kurwa nie wierze, że siedze obok Edwarda zajebistego Van Halena.-Wzniosłam ręce w góre a on objął mnie ramieniem.
-No patrz nawet da Ci buziaka.-poczułam jak muska ustami mój policzek i lekko się wzdrygnęłam.
-Moja siostra właśnie by oszalała.-Zaśmiałam się.
-Mój brat już tu szaleje z zazdrości, że to ja podrywam tę rudą piękność.-Wskazał na Alexa który właśnie promieniował go wściekłym spojrzeniem. Posłałam perkusiscie oczko i wróciłam do rozmowy z Eddiem.
-Masz wspaniały głos.
-A ty wspaniale grasz.-Wyszczerzyłam się i spojrzałam mu w oczy.
-Wiem. Słysze to od paru lat non stop, że ludzią sie to nie znudziło.
-Pewnie znudziło. Ale chuj ich tam wie.-Posłałam mu najładniejszy uśmiech na jaki było mnie aktualnie stać. Zaczął delikatnie wodzić dłonią po moim ramieniu i czasem zachaczał o kołnież skóry, tak, jakby usiłował go zsunąć. Ignorowałam to. Byłam tak cholernie szczęśliwa, że robi to właśnie on. Odwróciłam delikatnie głowę i pierwsze co wpadło mi w oczy to jak David bajeruje Rosaliee, Alex Kingę, a Michael zafascynowany pobiera lekcje u Slasha.
-On to sie raczej powinien u Ciebie uczyć.-mruknęłam zerkając nie mam pojęcia czemu na jego spodnie.
-Chciał. Ale jak ja mam go uczyć jak ja nawet nut nie znam!-zaśmiał się i splótł swoją lewą dłoń z moją. Nie powiem. Dobry był w tych sprawach. Mam chłopaka, i ten jeszcze stoi dwa metry dalej, a ja tu sobie wymieniam zalotne spojrzenia z panem Edwardem.
-Jak to nie znasz nut?
-No tak. Szarpe sobie za struny jak popadnie i zapamiętuje.-Uśmiechnął się ukazują cudowne białe zęby i zaczął bawić się moimi palcami. Spojrzałam na niego i przygryzłam dolną wargę.
-Towoja zajebistość wzrosła u mnie z 100% na 280%. -parsknęłam śmiechem, a jego dłoń powoli przeniosła się na moje udo. Nie wiem czemu, ale nie miałam ochoty przerywać. Choć w sumie..chyba wiem..no przecież to kurwa Eddie zajebisty Van Halen. Dobra. Nate. Już się tak nie jaraj. Poczułam jak gładzi moje udo coraz szybciej i czasem zachodząc coraz wyżej. W pewnym momencie wstał. Podał mi dłoń za którą odrazu złapałam i wstałam za nim. Bez jakiego kolwiek słowa zaprowadził mnie do niewielkiego pokoju. Zdaje się podobnego do tego co zajmowali kiedyś Smith'ci i zamknął drzwi zakluczając je tak aby inny koleś z baru(Alex) nie miał zamiary(Alex) się wprosić(Alex.). Na stole stała butelka szampana zanurzona w kostkach lodu. Zaraz ją wyciągnął, zgrabnie otworzył(obeszło się bez wybuchu) i nalał do kieliszków. Jeden z uśmiechem podał mi i delikatnie mnie w niego stuknął.
-No to za ten wieczór. Bo zapowiada się świetnie.-Mruknął i zaraz razem upiliśmy po łyku.
  Siorbaliśmy tak szampana aż do wykończenia zapasu rozmawiając praktycznie cały czas o jego umiejętnościach, kiedy on nagle przesiadł się znów obok mnie i ujął palcami delikatnie mój podbrudek. Przysunął swoją twarz do mojej i złożył na moich ustach najsłodszy pocałunek jaki w życiu otrzymałam. Odsunełam się delikatnie i spojrzałam mu w oczy kiedy on odwrócił głowę i upił kolejnego łyka.
-Nie chce Cię przelecieć. Podobasz mi się. -Zaczął a ja tylko osupiała wgapiałam się w jego ciemne włosy.

***
Takie troszkę dramatyczne zakończenie. Znaczy. Zostawiłam je tak, żebyście mogli obstawiać co będzie dalej. Post znów z dedykacją dla Rosie(jak ty mnie męczysz no xD). Ale tak w sumie to chyba cały ten blog jest jedną wielką dedykacją. Kocham Cię i dziękuję.
Nie mogę zapomnieć również o moim King Kongu, którego też kocham nad życie i który nie potrafi skutecznie rozpisać się co do oceny rozdziału (Też Cię kocham ;* ).
No.
To dziękuje tym, którzy czytają.

środa, 10 lipca 2013

Rozdział 10

-Kotek, kochanie, marchewko!-wyrwał mnie z zamyślenia Saul i cmoknął w policzek. Na ten dotyk uśmiechnęłam się i zatrzepotałam rzęsami. Jakoś po naszej prawej, stali Duff z Kingą. Razem wyglądali wręcz idealnie. Nawet podejście so życia mieli chyba podobne-ćpanie, chlanie i ruchanie. Choć, jestem ciekawa, czy ktoś tu w ogóle tego nie wyznaje. Ja na przykład, i chyba na tym kończy się lista. W każdym razie nie ważne. Po próbie wszyscy,  dosłownie wszyscy, nawet zjarana pani Rosaliee. A Steven wesoło jak nigdy sięgnął po pustą butelkę wina. -Gramy w butelkę.?- Wszyscy przytaknęli i po chwili powiedział:-No dobra. Ale od teraz żaden związek się nie liczy jasne? Nie ma zdrad. To tylko gra.-Znów twierdzące kiwania głową. Położył butelkę na środku czy zakręcił. Wypadło na mnie i Duff'a.
-No to jak Duffy. Prawda czy wyzwanie?-wyszczerzyłam się.
-Prawda.
-No dobra..To...Całowałeś się kiedyś z facetem?
-Eeeeeee...No...Ja...Steven..-Steve w tym momencie zaczął się śmiać. Ja wytrzeszczyłam oczy.
-O kurwa!-Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Duff złapał butelkę i zakręcił. Rosaliee i Steven.
-Co chcesz..-mruknął Popcorn.
-Prawda.
-Pieprzyłaś się z Axl'em?!-Ona tylko przygryzła wargę.
-Trzy orgazmy, półtorej godziny. Najlepszy seks w moim życiu.
-Aha. Fajnie.-Jego twarz wyraźnie posmutniała. Ja tylko w głębi miałam nadzieję, że biedny Steve nie zabije Axl'a na miejscu. Jednak ten dobrze się trzymał. Rosaliee pokreciła butelką i wypadło na mnie i Axl'a. Cudownie.
-No to mała, co bierzemy?
-Chuj. Wyzwanie.
-No to łazienka jest na prawo, 7 minut w niebie z Izzy'm. Tylko chcemy słyszeć!-Westchnęłam i po chwili wstałam, Izzy za mną i oboje poszliśmy do łazienki. Tam jak zwykle bród, kiła i mogiła, ale. Spojrzałam zażenowana na Izzy'ego, on równie na mnie. Po chwili coś mnie oświeciło. Przyciągnęłam go do drzwi łazienki i obydwoje usiedliśmy opierając się o nie bokiem. Ja zaczęłam wydawać z siebie udawane jęki. Rytmiczny zaraz załapał o co chodzi i zaczął uderzać rękoma o uda wydając znaczące dźwięki. Po chwili ja zaczęłam delikatnie drzeć sobie koszulkę i rozpięłam rozporek spodenek. Izzy również i zaraz rozpiął sobie koszulę. Gdy na zegarku ukazało się 7 minut obydwoje na zmianę potargaliśmy sobie włosy i zaraz wyszliśmy do reszty.
-O kurwa! Ostro było!-Z zadowoleniem na twarzy wróciłam na swoje miejsce. Zakręciłam butelką i wypadło na Kingę i Slasha.
-Wyzwanie.-mruknął pudel zerkając na mnie.
-No to..Pokaż nam jak kochasz Nataliee. Zaśpiewaj dla niej!-Westchnął i zaraz odwrócił się w moją stronę. Złapał mnie za obie dłonie i zaczął odśpiewywać mnie jakąś znaną tylko jemu ballade. Patrzył mi w oczy nie przerywając, a moje oczy coraz bardziej się szkliły. Po chwili niewielka łezka spłynęła mi po policzku i cmoknęłam go w usta a potem przytuliłam się.
-Jesteś wspaniały..-kolejny pocałunek złożyłam na jego policzku. Poczułam jego dłoń na swoich pośladkach jednak nie przeszkadzało mi to. Patrzyłam mu w oczy i nie mogłam się od nich oderwać. Czułam, że z każdą sekundą uczucie do niego coraz bardziej wypełnia moje serce. Kurwa. Jestem za słodka. Zdecydowanie za słodka. No ale jak tu nie być przy nim słodką? Po chwili szepnęłam mu do ucha.
-Dzisiaj śpisz ze mną!-przytaknął i zabrał mnie szybko do mojego pokoju. Posadził mnie na łóżku i sam usiadł obok.
-Sebastian tu był. Przyniósł Ci rzeczy.-Pokiwałam głową i przytuliłam go. Twarz zatopiłam w jego włosach i oddychałam miarowo wdychając jego zapach. Po chwili odsunęłam się zrezygnowana i spojrzałam mu w oczy.
-Widziałeś Stevena? Biedny..nie cierpię go, no ale..Rosaliee wbiła mu nóż w plecy. Był taki smutny, przygnębiony, nie mogę na niego patrzeć.-Westchnęłam i ciągnęłam ten dialog właściwie bez celowo, spojrzał na mnie i westchnął. Dotknął czule mojego policzka i przyciągnął moją twarz do swojej, tak, że czułam jego oddech na swoich ustach. Jego druga dłoń wędrowała palcami gdzieś po moim karku wzbudzając we mnie delikatne dreszcze pożądania. Nagle usłyszałam.
-Powiem Ci coś, ale musisz obiecać, że nie wybuchniesz.-Nadal był niezwykle spokojny, a ja posyłałam mu spojrzenia przesiąknięte miłością, pokiwałam głową i zatopiłam dłoń w jego loczkach mierzwiąc je delikatnie i zgarniając z jego twarzy.-Axl jej coś podał. Na pewno.-Po tych słowach wstałam i spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Wyprułam z pokoju i szybko złapałam Axla za koszulkę przygniatając go do ściany.
-Ty skurwielu jebany ty, chuje pedale, pojebusie skurwysynie, tak Ci kurwa ryj przetrące, że żadna dziwka już Ci dupy nie da skurwielu pierdolony !-Zaczęłam napieprzać go pięściami po twarzy, potem po brzuchu. Nikogo prócz nas tu nie było, dlatego nie miałam zamiaru się powstrzymywać, kolejne ciosy zadawałam w policzki, skroń i usta. On zachowywał się jak bezsilny, krew ciekła z jego twarzy i po chwili upadł na zmienię. Spojrzałam na niego i tylko wydarłam się.-Zdychaj kurwo!
    Furia przeze mnie przemawiała, miałam ochotę wbić mu nóż w serce, tak by więcej już nie wstał, wkurwiał mnie, wkurwiał całym sobą. Najpierw ja byłam ofiarą, potem biedna Erin, i teraz Rosaliee. Jakby dobrał się jeszcze do Kingi, nie ręczyła bym za siebie, chociaż już i tak nieźle oberwał.
-Skurwiel jebany...-zadałam kolejny cios w krocze. -Obyś żadnej nie zapłodnił jebańcu!- Odsunęłam się i nagle poczułam jak ktoś łapie moje nadgarstki zaciąga ręce w tył. Axl leżał nie przytomny w kałuży krwi, a ja tylko śmiałam się niczym spełniona psychopatka którą pewnie tak na pawdę byłam. Gdy odwróciłam głowę ujrzałam twarz Rosaliee, a zaraz po tym poczułam ból i ogarnęła mnie ciemność.

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 9

Kolejny krótki..ale no..Myślę, że zadowalający..Obiecuje sie poprawić..ale nie wiem czy w 10'tym..
-------------------------------
Wtulałam się delikatnie powoli w jego klatkę piersiową. Zaczęłam rozumieć, co to jest miłość. Że to co poniekąd czułam do Axl'a to było głupie zauroczenie. Saul on..On zawsze był moim Pudelkiem. Moim i tylko moim. Kiedy poczułam jego słodkie usta na swojej szyi, zamruczałam z zadowolenia i przytuliłam się mocniej.
-Ej..Kochanie..nie duś!-Powiedział cichutko przez śmiech, a ja rozluźniłam uścisk. Uniosłam swoją głowę i spojrzałam mu w oczy.
-Wybacz. -wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się smętnie. Wplótł palce w moje włosy i zaczął nucić coś pod nosem. Zdawało mi się, że właśnie on był facetem idealnym, z którym chce dalej iść, przez życie w tym Mieście Aniołów. Axl to skurwiel, Sebastian męska dziwka, żaden z nich nie dla mnie. Ale Slash..On jest taki delikatny, czuły, zawsze był. Kochany Saulie,  który był w stanie zrobić dla Mnie wszystko, a jeśli można to nawet więcej. Pomagał mi gdy tego potrzebowałam..Bronił. To on był moim bratem. Steven..Steven nigdy taki nie był..nie mówie, że mnie bił, ale najlepszym bratem nie był. Ja..Boże..Po policzku popłynęły mi łezki.:
Patrzyłam na Stevena który bez skrupułów trzymał moją małą Cocerspanielke Suzie za ogon. Szarpał nią na wszystkie strony, aż w końcu wrzucił ją do jeziora. Suz nigdy nie umiała pływać dlatego szybko padłam po tym na ziemię i zaczęłam płakać.
-Nareszcie ten głupi kundel zniknie z naszego domu! -Krzyczał głośno wskazując na rudawego psiaka topiącego się w wodzie.
-Ja..to była moja przyjaciółka!-mówiłam łkając i jąkając się płaczliwie.
-Zamknij się. Masz 11 lat! Znajdź sobie prawdziwą przyjaciółke! Suzie to tylko głupi kundel-Po tych słowch wstałam i szybko pobiegłam do domu Saula. Weszłam tam bez uprzedzenia i w jego pokoju zobaczyłam jak brzdąka coś na gitarze. Szybko poleciałam do niego i wtuliłam się w jego masywną klatkę piersiową. Kiedy zapytał co się dzieje opowiedziałam historię dokładnie, a on znów zaczął mnie pocieszać.
Następnego dnia w prezencie otrzymałam, szczeniaczka o imieniu Saulie, a Steven miał obity ryj. Wspomnienia związane z Pudlem są naprawde wyjątkowe. Łączyła nas jakaś dziwna więź, która nie była tylko więzią rodzeństwa. Nas naprawdę łaczyło coś dużo większego, silniejszego, mocniejszego. Był taki uroczy i pewnie to sprawiało, że to z nim chciałam spędzić resztę życia.
-To jak mała, idziesz ze mną na próbę?-Spojrzał na mnie uroczo i cmoknął w skroń.
-Ale..Ale Steven...i...i Axl..
-Nie bój się. Poradzę sobię z nimi. Nic trudego. Poza tym, Steven to zwykły ćpun, i tak..
-Steven ćpa?!-Spojrzałam na niego jak na pojebanego.
-Zawsze ćpał, nie pamiętasz?-Zaczął głaskać mnie po głowie i kontynuował.-Przecież, wszystkie te sytuacje, w Cleveland, kiedy byłaś mała, to jak krzyczał, robił Ci krzywdę, fizycnie i psychicznie, to wszystko wina, natkotyków. To co się dzije teraz, też.-I w tym momencie moje myśli zaczęły dziki taniec w mojej głowie, wprawiając mnie w migrenę. Poczułam jego rękę na swoim ramieniu i po chwili usłyszałam jego cichy szept.
-Malutka..To jak..Idziemy? Bo się spóźnimy..
-No..No okej..-Wstał pierwszy i podał mi rękę. Ja zaraz za nim i ruszyliśmy trzymając się za dłonie. Praktycznie nie rozmawialiśmy. Slash mnie wesoło prowadził, a ja poddawałam się mu bez wahania. Rozmyślałam o nim..o nas..o przyszłości. Nagle poczułam jak się zatrzymujemy. Zobaczylam sporej wielkości garaż. Szybko z uśmiechem weszłiśmy do środka i zaraz usłyszałam obelgi ze strony wszystkich:
-Uuu..Pudel znalazł sobie laskę..-Izzy.
-Kolejny..jakby kurwa nie mogła sie zdecydować..-mruczał Steven.
-A mi sie podoba! Pasują do sieboe ! Pudel i Marchewka !-odezwał się wesoło Duff i przytulił mocniej do.siebie Kingę. Po chwili drzwi ponownie otworzyły się. Do mieszkania wpadł Rudy obściskujący się z ...zaraz..czy to..Rosalie..O kurwa. Po chwili ta oderwała się od niego i mruknęła..
-Miłej próby kochanie..-posłała mu buziaka i seksownym krokiem opuściła pomieszczenie. Zaraz po tym Steven rzucił się na Axl'a.
-Ty Ruda pało ! Łapy precz od mojej dziewczyny! Łapy kurwa precz! -Szarpał go a Axl tylko zwinnie sie wyrywał.
-Spierdalaj! Sama chciała! Do tego jest naprawde świetna w łóżku.-Steven juz nadstawiał ręke by go uderzyć gdy obok pojawił sie Duff i odciągnął ich.
-Debile! To później! Teraz jest próba! - cała trójka szybko zajęła swoje miejsca, a ja przeniosłam się na wzmacniacz obok Kingi. Uśmiechnęłam się i zaraz wbiłam wzrok w zespół, bo zaczęli już grać. Kiwałam się czasem z dziewczyną w rytm piosenek. Podobało mi się to co grają. Solówki Slasha, były naprawdę świetne, a głos Axl'a, naprawdę ciekawy. Taki..Skrzekliwy..i ...po prostu inny. Intrygował mnie. Jednak moją uwagę jednak przykuwał mulat szarpiący struny z niezwykłym wyczuciem i czułością. Tak, jakby jego gitara była kobietą, trkatował ją czuło i subtelenie, a sam przeżywał potworny orgazm przez jej obecność. Zaśmiałam się na myśl o tym porównaniu i nagle usłyszałam ingtygujący momet w jednej z piosenke piosenki.
'You know were you are?
You're in the jungle baby
You're gone die..'
Ten momet idealnie wykrzyczany przez Axl'a prawdopodobnie określał to, gdzie się znalazłam. Intrygował mnie, naprawde pasował do tego wszystkiego. Tylko ten momet..'You're gonna die.', dawał mi wiele do przemyślenia..

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdzial 8

No to. Rozdział krótki bo jebany Blogger zlikwidowal poprzednią wersje. Napisałam go w skrócie i wyszedl beznadziejnie ale trudno..wiadomo o co chodzi..W każdym razie..Miał być dla Rose i Kingi i będzie.. Wy mnie inspirujecie, mobilizujecie i dzięki Wam ten blog sie rozwija. Dziękuje, Kocham Was..

-----------------------------------

Obudziłam się rano przygnieciona ręką Stradlina. Zaśmiałam się i delikatnie ją zdjęłam. Powoli wstałam i szybko poczułam jak żełądek mnie uciska z głodu dlatego ruszyłam do kuchni. Gdy otworzyła od niej drzwi, przy blacie zobaczułam wysoką brunetkę, o idealnej figurze. O ile się nie mylę, robiła..kanapki? Nareszcie ktoś mnie wyręcza. Kiedy się odwróciła ujrzała duże piwne(XD) oczy, oraz pełne malinowe usta, które wygieły się w uśmiech.
-Cześć. Ehm..Jestem Kinga..Dziewczyna Duff'a. Zgaduje, że jeszcze o mnie nie słyszałaś.
-Nie mylisz się. Ale wydajesz się miła i w ogóle..Czy to zapach świerzej wędliny.?-Usłyszałam jej cichy śmiech
-Tak..Byłam na zakupach. -Wytrzeszczyłam na nią oczy.
-Dziewczyno błagam zostań z nami! - zaśmiałam się, a ona podała mi kanapkę za której jedzenia zaraz sie wzięłam.-A tak w ogóle..Natalia jestem.
-Słyszałam. Duff mówił, że nie jestem tu jedyną kobietą. Siostra Stevena, prawda.?
-Niestety..Nie ważne. Jesteś z tąd.?
-Tak. Znaczy...nie do końca..ale mieszkam tu praktycznie od dziecka..także uznajmy że tak..Pracuje jako striptizerka w Whisky a Go Go..Tam się poznaliśmy z Żyrafą miesiąc temu.
-Hm..Miło. -Gdy skończyłam jeść kanapkę oblizałam usta.-Pyszna.
-Kanapka jak kanapka.-Wzruszyła ramionami.
-Ale ja pierwszy raz od dawna jem, świeżą, kanapkę.-Po tych słowach Kinga wybuchnęła śmiechem.
Sebastian:
-Coś ty ze sobą zrobiła!?-szarpałem ją gdy oboje byliśmy już w mieszkaniu.
-Nic !
-Suko! Masz zamiar ćpać, bo jakiś jebany skurwiel, który traktuje swoją siostre jak śmieć Cię zostawił.?!-Wrzeszczałem do niej mocniej zaciskając dłoń na jej nadgarstku.
-Moja sprawa!-wyrywała się coraz mocniej.
-Jesteś moją kurwa siostrą! Martwie sie!
-Jaaasne. Jesteś taki jak Steven!-wykrzyczala mi w twarz. Na te słowa puściłem jej nadgarstek. Szybko opuściła mieszkanie trzaskając drzwiami a ja tak właściwie, nie wiedziałem, co powinienem. Czy ona powiedziala bo tak myślała, czy to emocje i alkochol. Nie wiem. A może to była prawda? Prawda w którą tylko ja nie mogę uwierzyć. A pieprzyć to. Podszedłem do szafki i wyjąłem z niej puszkę piwa. Szybko ją otworzyłem i upiłem pożądnego łyka.
Natalia:
Stałam tak w kuchni z Kingą już dość sporo czasu oczekując zejścia reszty. Dogadywałyśmy się bez skazy i jakich kolwiek kłutni. Była tylko rok odemnie starsza. Zaproponowała mi załatwienie pracy, jako kelnerka w Whisky na co szybko przystałam. Nie musiałyśmy czekać bo i tak nie było wiadomo, kiedy reszta się zbudzi. Kinga złapała mnie za rękę i pociągnęła do drzwi. Zalożyłam swoją ramoneske oraz kowbojki i obie ruszyłyśmy w stronę baru gadając o wszystkim i o niczym, smiejąc się tak naprawdę z głupot i trzymając się pod rękę. Po chwili odezwała się już poważnym głosem.
-E...Idziesz dzisiaj ze mną na próbe chłopaków?
-No ja..ja nie wiem..nie wiem czy to dobry..pomysł..
-Ale czemu?
-Bo Axl..i Steven..i w ogóle...boje się...wiesz..
-Ej..mała..nie pozwolę im na to..nigdy, ani ja..ani Duff...i Izzy...i Slash...-Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się..
-no okej..-Nie wiele minęło jak znalazłyśmy się pod barem. Weszłyśmy do środka, a Kinga podbiegła od razu do barmana. Ten szybko do mnie podszedł i obejrzał dokładnie. Zaprosił gestem do stolika i zmierzył mnie spojrzeniem ponownie.
-To jak..ty chcesz na stanowisko barmanki?
-Tak..-odpowiedziałam niepewnie ignorując jego spojrzenia na swoich piersiach.
-W takim razie, nie ma sprawy, ale osobiście sądzę, iż nadajesz się na kogoś inn..-przerwałam mu.
-Chcę być barmanką..
-Jak chcesz..No to dzisiaj piątek...zaczynasz w poniedziałek...i pracujesz w poniedziałki, środy i soboty, jasne?
-Jak słońce!-Uśmiechnęłam sie i szybko pobiegłam do Kingi i przytuliłam ją.-Dzięki !-Usiadłam na krześle i po chwili zobaczyłam przed sobą szklankę soku pomarańczowego. Podziękowałam jej gestem i zaraz upiłam łyka..-Jesteś z Polski, prawda?
-Eeee...no tak..skąd widziałaś?
-Miałam przyjaciółkę w Cleveland, właśnie z twoim imieniem...skojarzyło mi się..-Pokiwała głową i zerknęła na zegarek.
-Słuchaj, ja muszę lecieć, do zobaczenia na próbie.-Cmoknęła mnie w policzek i wybiegła z baru, a ja zaraz za nią. Spacerowałam bez celu przytupując czasem do piosenki którą nuciłam pod nosem. Po chwili zatrzymałam się przy pobliskim parku. Usiadłam beztrosko na trawę opierając się plecami o drzewo. Zaczęłam rozmyślać o wszystkim co tak naprawdę się działo. Mruczałam cichutko coś pod nosem i zamknęłam oczy. Nagle poczułam czyjeś usta na swoim policzku i odwrocilam głowe. Zobaczyłam czerń. Tylko czerń.
-Slash..Co tu robisz..?
-Wracałem do domu..Zobaczyłem Cię..i postanowiłem potowarzyszyć.
-Dom jest w drugą stronę..
-No kurwa..Pogadać chciałem no..
-Dobra..mów..
-No bo..-wstchnął i nabrał powietrza. Ogarnął swoje loki i spojrzał mi w oczy.-...chciałem powiedzoec Ci to w domu..Ale ta tleniona kurwa mi przerwała. Bo..Ja Cię chyba kocham..Znaczy, nie chyba. Na pewno. Od dziecka. Kiedy byłaś małą dziewczynką już widziałem w Tobie cudowną kobietę, a teraz...teraz już tą kobietą jesteś i kiedy wróciłaś, wiedziałam, że jesteś idealna, że musisz być moja. Zawsze chciałem Ci pomóc..Zawsze..Jesteś dla mnie wszystkim. Nie po prostu siostrą, kimś dużo, dużo ważniejszym..-przysunął twarz do mojej i bardzo delikatnie mnie pocałował, tak jakby bał się, że pod tego wpływem zniknę. Nie miałam serca by się odsunąć. Naprawdę podobał mi się. Może to właśnie jego potrzebowałam, może to on jest tym właściwym, idealnym. Odsunął delikatnie usta od moich i styknął nasze czoła, a ja wyszeptałam.
-Kocham Cię Pudelku..
-Ja Ciebie też, Marcheweczko..

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 7 cz. 2

Szybko zeszła mobilizacją blondyna polegającą na tym, iże jeśli nie wypija na raz, zamówi mi prywatną striptizerkę. Ja tylko przewróciłam oczami i odłożyłam pustą butelkę na stół. Byłam kompletnie nawalona nie myślałam trzeźwo, i na pewno też nie gadałam mądrze. Nie wiadomo jak i kiedy znalazłam się na kolanach Sebka. Objął mnie w pasie i zaczął się delikatnie kołysać. Nie długo trwało gdy poczułam jak coś uwiera mnie w tyłek. Dobrze zdawałam sobie sprawę, co to jest, jednak dziwiło mnie, że ten dotyk tak kurewsko mnie podniecał. Zaczęła delikatnie kręcić biodrami, sprawiając przyjemność sobie i jemu, słysząc czasem jak cichutki jęki wychodzą z jego ust. Przyśpieszałam każdy ruch, by usilić przyjemność, jednak szybko zostało to przerwane. Wziął mnie na ręce i szybko wyniósł do męskiej toalety, której drzwi skutecznie zabarykadował stojącym tam mopem. Postawił mnie na ziemi i przycisnął do ściany i spojrzał głęboko w oczy.
-To tylko seks..nic więcej..zero związku, zero zobowiązań..-mówi wgapiając się w moje oczy, a ja nie potrafiłam spojrzenia nie odwzajemnić.
-Tylko seks..zrozumiałam Mr. Bach.-Uniosłam kącik ust ku górze i szybko poczułam jego usta na swoich. Całował mnie zachłannie i namiętnie, tak jakby usiłował zmiażdżyć swoimi wargami moje. Zaraz po tym poczułam jego język we wnętrzu swoich ust, zmuszający mój o uprawiania dzikiego tańca w ich wnętrzu. Jego ręce znalazły się na moich piersiach i po chwili poczułam jęk nie zadowolenia. Wsadził dłonie pod moją koszulkę i szybko pozbawił mnie stanika nie odkrywając moich piersi całkowicie. Złapał je i zaczął bawić się nimi doprowadzając mnie do szaleństwa swoim dotykiem. Jęczała co chwilę głośno zajmując się tylko tym, co on robi. Jednak po chwili otworzyłam oczy i oderwałam swoje usta, zmierzyłam.go wzrokiem i szybko zciągnęłam jego koszulkę nie czekając na pozwolenie. Zaczęłam masować dłońmi jego klatkę piersiową, potem całowałam ją czasem wpijając w nią zęby i przygryzając. Każdy skrawek jego obecnie nagiego ciała był dopadany przez moje usta. Złapał mnie w tali i nagle pozbawił koszulki i mnie. Całował mój dekolt wydając z siebie ciche pomruki. Doszedł no moich piersi które zaczął gryźć i ssać, a ja obecnie byłam bez silna. Liczył się tylko on, ro co robi, to, że jest. Nie ukrywam iż robię to pierwszy raz. Powinnam to zapamiętać i być pewna swoich ruchów. Te myśli przerwały mi jego chłodne dłonie włożone w moje spodnie. Podniósł mnie i położył delikatnie na podłodze łazienki.Rozchylił delikatnie moje nogi i zaczął rozpinać mi spodnie. Które potem szybko ze mnie zsunął. Zaraz po nich i moje majtki walały się gdzieś po łazience. Nachylił się całując mój brzuch. Jego ręka zaraz znalazła się na mojej kobiecości. Byłam na tyle wilgotna, że mógł gładko się w niej poruszać. Pieścił ją wydobywając ze mnie coraz głośniejsze jęczy z czasem przeobrażające się w krzyk podniecenia. Podczas tych pieszczot zaczęłam dobierać i do jego spodni. Szarpałam je usiłując je rozpiąć. Po chwili pomógł mi a ja szybko wywróciłam go na plecy siadając okrakiem na jego brzuchu. Zeszłam i zsunęłam z niego spodnie, a potem zębami bokserki. Nie chciałam bawić się w dziwkę, dlatego wróciłam do jego ust, nie minęło wiele czasu kiedy to ja znów byłam na dole. Rozchylił mi nogi, a moje stopy położył na swoich ramionach i gwałtownie i mocno we mnie wszedł. Wydałam z siebie krzyk cholernego bólu, który za chwile zmienił się w piski podniecenia. Zaczął poruszać się szybko i mocno, a ja piszczałam coraz głośniej.
-Tak kochanie..-Szeptał podniecając mnie jeszcze bardziej. Nie wiele minęło i obydwoje doszliśmy w tym samym momencie. Szybko ze mnie wyszedł i spojrzał na mnie z seksownym uśmiechem. Szybko wciągnął na siebie bokserki, a na mnie majtki. Wstałam i cmoknęłam go w policzek i szepnęłam do ucha.-Najwspanialszy pierwszy raz..-pocałował mnie ostatni raz i pomógł ubrać do końca, podobnie mu się odwdzięczyłam. Oboje podeszliśmy do lustra poprawiając się końcowo i opuściliśmy łazienkę. Sebastian zamiast prowadzić mnie do stolika, zaprowadził do wyjścia.
-Odstawie Cię do Hellhause..-Ja szybko przecząco pokręciłam głową.-Kochanie, tylko tam jesteś bezpieczna przed Axl'em..-I po tych słowach zgodziłam się. Miał rację, zobaczę jak czuje się Izzy, zostanę u niego, pogadamy. Może coś wyciągnę. Nie ważne. Zdaje sobie sprawę, ze zachowałam się właśnie jak suka..ale jestem z tego tak kurewsko dumna. Przeżyłam swój pierwszy raz kurewsko przyjemnie z zajebistym facetem i wszystko jest kurwa dobrze. Za chwile byliśmy pod garażem. Popatrzyłam na Sebastiana i nachyliłam się by pocałować jego policzek, a ten z delikatnym uśmiechem przekręcił głowę, tak, że nasze usta się ztyknęły. Przycisnął mnie do siebie i złapał za tyłek nadal całując.
-Co to kurwa?-Usłyszałam znajomy mi damski głos i szybko odsunęłam się od chłopaka.-Natalia?! Sebastian?! Czy wy sobie kurwa ze mnie żartujecie?! Co to kurwa jest?-Wściekła Rosalie posyłała nam mordercze spojrzenia. Nie wydawała się trzeźwa. Tylko jeszcze nie wiem pod jakim względem. Może ćpała..Może piła..Nie potrafiłam tego określić
-To. Był. Pocaaałunneeekk.-Mówił Sebastian akcentując każde słowo.
-Tyle kurwa widziałam! Ale...A pierdolcie się obydwoje..-Weszła do mieszkania, a po chwili znow wyszła jednak z butelką Jacka Danielsa w ręku. Spojrzałam na blondyna wyczekująco, a on pocałował mnie w policzek i zaraz pobiegł za dziewczyną. Dobrze zrobił. O to mi właśnie chodziło. Po tym ja weszłam do HellHouse i zaraz zobaczyłam Slash'a. Ze smutną miną na twarzy, a tak w sumie..to miał smutno spuszczona głowę..twarzy i tak nie widziałam.

 SLASH:

Czy to co powiedziała mi Rosie to prawda? Czy ona naprawdę jest z Sebastianem. Kochałem tą dziewczynę. Od zawsze. Nawet gdy była tą małą 10-letnią Natalię w różowej sukience w kwiatki, rudych loczkach z misiem. Zawsze troszczyłem się o nią dużo bardziej niż Steven. Tak na prawde ja ją broniłem..a Popcorn..Zachowywał się jak chuj..Nigdy nie zapomnę..Jak...Serce mi w tedy pękło:

-Saaul!-Usłyszałem słodki zapłakany głosik 10-latki.-pomóż mi..pomóż!-wpadła do mojego domu z zapłakaną twarzyczką. Ja tylko złapałem jej rączke i zapytałem:
-Maleńka..co się stało?-pogłaskałem jej głowę poprawiając niesforne rude loczki które wywijały się na wszystkie strony.
-Steven..On..popsuł mi latawiec. Ja go robiła cztery godziny. A on go podarł, zdeptał i powiedział, że mnie nie kocha, że jestem najgorszą siostrą.-Szybko ją przytuliłem i zaczółem głaskać jej plecki. Szpetałem uspokajające słówka do jej uszka i po chwili wziąłem ją na ręce. Wyprowadzilem przes dom i moim oczą zaraz ukazał się różowy uroczy latawiec zawieszony na drzewie. Był w strzępach. Zciągnąłem go i położyłem na ziemii.
-Nate. Zrobimy razem nowy, łaniejszy, dobrze.?-pokiwała smutno główką i szepnęła cichutko.
-Kocham Cię pudelku. 
-Ja Ciebie też, marcheweczko.

Miałem tylko 17 lat, a kochałem tego dzieciaka. Już w tedy wiedziałem, że wyrośnie z niej kobieta idealna. I nie myliłem się.

Natalia:

Spojrzałam na Pudla, kochała mówić tak na niego jako dziewczynka. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Cmoknęłam w policzek.
-Ej. Co się dzieje? -spojrzałam na niego uroczo.
-Nic..Znaczy..Czy ty jesteś..z..z Sebastianem?-zapytał unosząc głowę i odgarniając swoje loki na boki.
-Nie..To tylko buziak...
-Bo wiesz..Ja muszę Ci coś..powiedzieć..Bo ja chyba..
-Natalia ! Szybko ! Izzy ! -przerwał mu głos Duff'a a kiedy to usłyszałam szybko wbiegłam do
innego pomieszczenia.

Slash:

-bo ja..Chyba Cię kocham..-powiedziałem jednak jej już nie było. Zostawiła mnie samego w tym jebanym 'salonie'. Znów zakryłem twarz włosami, a po policzkach spłyneły mi łzy. Położyłem się na kanapie i mimo pory, zasnąłem.

Nataliee:

Była jakaś 22:00. Duff i Ja sterczeliśmy nad Izzym, który bezkresnie gapił się na nas jak na dwoje debili.
-I na chuj tu stoicie.
-Ładne masz oczy popatrzeć chcieliśmy.-Wybąknął Duff, a ja tylko parsknęłam śmiechem.-Idę do baru. Natalia z tobą zostanie i masz więcej chuju nie ćpać. Jutro próba.
-Taaaa.-Po tych słowach Duff opuścił pokój. Izzy ułożył się na podłodze, a ja na łóżku. Rozmawialiśmy chwile i wszystkim i o niczym i zaraz po tym odpłynęliśmy.

wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 7 cz.1

Obudziłam się na łóżku Izz'a, ubrana w ciuchy, które dostałam wczoraj. Przeciągnęłam się i spojrzałam na podłogę. Tam leżał brunet, jedną ręką trzymając gitarę, a drugą butelkę wódki, zaśmiałam się i bardzo cicho wstałam. Podreptałam do kuchni, stanęłam cicho przy drzwiach, jednak moje starania przerwały potężne krzyki dochodzące z przed domu. Podeszłam do drzwi wejściowych i nasłuchiwałam.
-Czy ciebie do reszty pojebało?! To twoja siostra, a ty sobie kurwa , zamiast jej w tak trudnej sytuacji pomóc, to jeszcze kurwa ją uderzyć chciałeś!
-I dobrze, zasłużyła sobie! Ostrzegałem kurwa, przed Axl'em, a teraz ma za swoje, nauczy się, że brata się słucha. Na chuj tu przylatywała, tylko problemy sprawia, wokalista nam spierdolił !
-Co ty kurwa pieprzysz.!? Jakaś głupia kariera i pieniądze są dla Ciebie kurwa ważniejsze niż rodzina? Czy ty kurwa zdajesz sobie sprawę, co do cholery robisz?!
-Tak, kurwa zdaję! Ta mała jest tylko kulą u nogi do mojego jebanego życia ! Na chuj mi ona tu!
-Ty jebany skurwielu! Wypierdalaj stąd ale już !
-To jest kurwa mój dom, i co najwyżej ty wypierdalaj !
-Ja nie wiem, czy to kurwa będzie twój dom, jak chłopaki dowiedzą się co powiedziałeś o własnej siostrze!
-Nie powiesz im, kurwa nawet się nie waż im powiedzieć !
-Kurwa, żebyś się nie zdziwił. Dobrze wiemy komu uwierzą. Na pewno nie wiecznie naćpanemu perkusiście, który i tak zawsze gdy jest na haju, zmienia się w zupełnie innego faceta! Wrednego skurwiela bez kurwa uczuć.
-Zawsze jestem skurwielem bez uczuć.
-Nie kurwa! Praktycznie nigdy, nigdy, gdy jesteś trzeźwy! W tedy czuję się kochana, bezpieczna. A kiedy się najebiesz, zaczynam się ciebie bać rozumiesz.?! Ile razy pamiętam, jak dostałam od Ciebie w pysk, za nic, kurwa za nic.! Ćpałeś i mnie biłeś i Ci to kurwa zawsze wybaczałam, zawsze ! Zapominałam bo Cię kocham, ale spójrzmy prawdzie w oczy, jak się nie ogarniesz, przegrasz życie, które i tak, zaczynasz tracić. Straciłeś już zaufanie siostry, mnie,jak tak dalej pójdzie stracisz i  chłopaków.
-Co ty pieprzysz?!
-To co słyszysz, z nami kurwa koniec! Zadzwoń, jak się kurwa ogarniesz. -Po tych słowach poczułam jak drzwi otwierają się. Ujrzałam Rosie, której oczy wyraźnie się zaszkliły.
-Przykro mi..-powiedziałam cicho.
-Weź przestań. Miałam tego dość...Nareszcie powiedziałam co myślę, wszystko co mówił o tobie, było gówno warte. Śmieć sobie nagrabił, niech teraz spierdala.-Poniekąd to mój brat, ale kurwa...Słyszałam co powiedział. Słyszałam kurwa wszystko i czuje się jakby wjebał mi sztylet w serce. Fajnie, prawda.? Kurwa w chuj. Wczoraj mnie przepraszał, a teraz kurwa...Musze przestać z tą kurwą. Nie wiedziałam, co powinnam o tym myśleć. Nie teraz..Spojrzałam uważnie na Rosalie i zastanowiłam  się, gdzie mogę teraz ucieć. Jedyna rzecz jaka przychodzi mi do głowy to bar. I tak zrobiłam. Minęłam Rosalie, i wyszłam z Hallhause. Szłam tak błagając o nie spotkanie ani brata, ani Axl'a. To byłoby najgorsze co mogłoby mi się stać. Włożyłam dłonie do kieszeni spodni po byłej dziewczynie Izz'a. Poczułam coś w jednej  nich. Wyciągnęłam z niej niewielką karteczkę jakieś... $800. Przeliczyłam pieniądze uważnie i wytrzeszczyłam oczy. Bogata ta dziewczyna. Szybko odwinęłam karteczkę i czytałam:

"Kochany Izzy,
przepraszam, że tak nagle Cię zostawiłam. Piszę ten list, aby Ci to wyjaśnić. Nie byłabym w stanie, powirdzieć Ci tego w prost. Mój były chłopak...on wrócił. Zrozumiałam, że go kocham. Pocieszałam się Tobą, a ty wyraźnie kochałeś mnie. Musiałam odejść. Wynagrodzenie chyba już znalazłeś.
Żegnaj, Suzie."

Parsknęłam śmiechem. Jak normalna dziewczyna daje chłopakowi w wynagrodzeniu pieniądze.? Ja pierdole. W każdym razie, nie należały do mnie, wypadało by oddać. Zwróciłam się na piętach i kręcąc głową z politowaniem znów szłam w stronę domu. Nadal rozglądałam się głucho, patrząc czy wokół przypakiem nie zobaczę nikogo znajomego. Przewracałam karteczkę w dłoniach, po chwili ponownie znalazłam się pod domem. Otworzyłam powoli drzwi, rozejrzałam się i nikogo nie zobaczyłam. Wbiegłam na górę i zapukałam do drzwi pokoju Izz'a . Usłyszałam tylko skromne "proszę" i szarpnęłam za klamkę.
-A, to ty..-usłyszałam cichy głos bruneta. Zobaczyłam go siedzącego na podłodze. Grał na gitarze. Usiadłam obok niego i szybko zaczęłam dośpiewywać tekst wymyślany przez siebie na bierząco. Uśmiechał się do mnie pare razy, ale nie zaprzestał grania, a ja nadal śpiewałam. Po chwili musiałam wymyśleć jakiś prosty, powtarzający się refren..'Said, sugar, make it slow, and we'll come togather fine. All we need is just a little patience' . Po tych słowach Izzy zakończył piosenkę jednym akordem i posłał mi zachwycony uśmiech.
-Jeny. Jesteś świetna.-Pogłaskał mi ramię i szybko przytulił do siebie.
-Weź przestań. Aż tak napewno nie..-Moje policzki przybrały różową barwę. A on tylko parsknął śmiechem. Przewróciłam oczami i chrząknęłam.-Czekaj..nie po to tu przyszłam...-Podałam mu kartkę ze smutnym uśmiechem. On otworzył ją i przeczytał. Zauwarzyłam, że w jego oczach pojawiły się łzy. Spojrzałam na niego przykrym wzrokiem, ten szybko wstał, rzucił pieniędzmi i kartką, podszedł do szafki i wyjął opakowanie tabletek. Szybko wsypał wszystkie do ust i popił je stojącą obok wódką. Wstałam szybko i złapałam go za dłonie. Przyglądałam mu się, a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Izzy,co ty wziąłeś.?
-Tabletki.
-Ale kurwa na co.?
-Na sen.
-Ile ich tam pojebańcu było.?
-Z piętnaście..jakoś tak..-Spojrzałam na niego z niedowierzeniem. I uderzyłam go gwałtownie w policzek. Spojrzał na mnie nie obecnym wzrokiem, a na moich policzkach zaczęły spływać łzy. Jego źrenice automatycznie przyrały wielkość szpilki, a twarz zaczęła czerwienieć. Cholera jasna. Nie wiedziałam co zrobić, powiedzieć czy co kolwiek. Przytuliłam go do siebie. Nadal czułam jakby był zupełnie gdzieindziej myślami, a przy mnie tylko fizycznie. Zaciągnęłam go na łóżko i położyłam go na nim. Usiadłam obok i zaczęłam delikatnie głaskać jego ramię. W myślach prosiłam, by nie zasypiał. Ułożyłam go delikatnie na ziemi i szybko wybiegłam z pokoju. Zapukałam do drzwi obok. Gdy je otworzyłam ujrzałam Duff'a z basem w dłoni.
-Słuchaj pomóż mi...Izzy...On połknął całe opakowanie tabletek nasennych..
-Tylko jedno.?
-No..No tak..-Zastanawiał mnie wyraz 'tylko'. Jestem pewna,  że ja po takiej dawce zeszła bym z tego świata.
-To go zostaw...jakby chciał się zabić wziąłby co innego albo więcej tabletek...serio..-Słysząc to wzruszyłam ramionami i wyszłam z pokoju żyrafy. Zchodziłam na dół kiedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą kupę czarnych loków. Ogarnęłam je dłonią by widzieć jego twarz i głęboko westchnęłam. Wyrwałam szybko ramię z uścisku i wyszłam z mieszkania ponownie. Ruszyłam w stronę Sunset nucąc pod nosem coś z działalności Sebastiana. Po chwili za plecami usłyszałam znajomy głos. Domyśliłam się, że długo włosy blondyn stoi za mną. Odszukałam ręką jego dłoń i szybko przyciągnęłam go do siebie wtulając twarz w jego włosy. Czułam jego dłoń na swoich plecach.
-Co jest maleńka?-Zapytał cicho nie puszczając mnie. Ja delikatnie odkleiłam się i spojrzałam mu w oczy.
- Nic. Problemy z bratem..kumplem...i zakochanym pudlem...czyli wracam do domu.-Spojrzał na mnie zdziwiony i zapytał lekko nie dowierzająco.
-Ale..ale jak do domu.?
-No wylatuje...pierwszym samolotem..- mówiłam chwiącym głosem.
-No i na chuj..-Objął mnie ramieniem i prowadził dalej w stronę barów.-Problemy z czasem miną, a w sumie, nigdy nie miną do końca, Kochanie w L.A nie ma życia bez problemów. Nie wyrwiesz się, taki ciąg życia, a Ty masz talent, musisz tu zostać. Wiesz ile ja się tu narczałem.? Problemy z dilerami, z rozpieszczonymi Rockmenami, z Alfonsami, kurwa, życie tu to całkowity hardcore, a Ty, musisz być cholernie silna.-Mówił mi słodko tak przez całą drogę. Zerkał na mnie z uczuciem w oczach. Ja tylko uśmiechałam się słodko i po zakończeniu wszystkiego przywarłam do niego.
-Kurwa..Sebastian..Dziękuje-Złożyłam pocałunek na jego policzku, a On szybko podsadził mnie w wziął na ręce.
-To jak kotek!? Idziemy do baru?-Zapytał z wyszczerzem mrugając do mnie zalotnie.
-A chuj...Możemy iść..-I nadal nie puszczając mnie, ruszył do Whisky a Go Go.-Ej, ale poważnie tu.? Bede musila patrzeć na striptizerki.?
-Wytrzymasz.-Zaśmiał się, a ja tak naprawde nie miałam innego wyjścia. Kiedy dotarliśmy pod drzwi baru, postawił mnie, szepnął coś ochroniarzowi i weszliśmy. Dosiadliśmy się do stolika, przy którym siedziała i tak już gromada jakiś chłopaków..Kurwa..znaczy sie reszta Skid Row. Szbko zamówili kolejki jakiegoś wina, potem Daniels'y i wszystko zeszło przy rozmowach o wszystkim i o niczym. Nie znałam ich imion, oni mojego a i tak wwszyscy bawili sie idealnie. Po chwili jakieś dwie nagie laski podeszły do stolika i zajęły się zespołem, kiedy Sebastian obejmował mnie ramieniem i szeptał słodkie słówka do ucha. Złapałam tylko pełną butelke Jack'a, otworzyłam ją i zaraz zaczęłam pić.

środa, 8 maja 2013

Rozdział 6

-A...Axl ?!-Wybąknęłam widząc Rudzielca pieprzącego się z jakąś brunetką w wannie. On tylko odwrócił się i spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Zakupy wypadły mi z dłoni. Nie byłam w stanie powiedzieć nic. Kompletnie nic. Zatkało mnie. Axl wyszedł z wanny, owinął się ręcznikiem w biodrach, podszedł do mnie i złapał mnie za dłonie.
-Nate, to nie tak...-zaczął bełkotać, a ja nadal patrzyłam na niego, jak na zupełnie kogoś innego.
-To niby jak?!-wydarłam się.-Proszę wytłumacz! Jeszcze wczoraj, twierdziłeś, że mnie kochasz, a teraz kurwa co?! Zachowujesz się jak męska dziwka.
-Jak ty mnie nazwałaś?!-Zapytał groźnie, patrząc na mnie z nienawiścią w oczach.-Ty mała suko, więcej nie waż się tak do mnie odezwać!-Uniósł rękę i przywalił z pięści prosto w mój policzek. Złapałam się za niego, spojrzałam mu w oczy, a po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Axl tylko powtórzył swoją czynność. Ja upadłam na ziemię.
-Nie bij jej !-Usłyszałam słodki damski głosik dochodzący z wanny.
-A ty kurwa zamknij się bo skończysz jak Ona.-Wybąknął wkurwiony i kopnął mnie porządnie w brzuch. Złapałam się za niego i głośno zapiszczałam z bólu. Kątem oka widziałam szyderski uśmiech na twarzy Axl'a. Po chwili zobaczyłam zgrabne nogi. Wysoka brunetka wydostała się z wanny i przywaliła parę razy pięścią w twarz Rudemu. Ten upadł na ziemię i wydarł się ponownie wyzywając ją od kurwa. Ta szybko złapała mnie za dłoń, pomogła wstać. Tak zrobiłam. Obydwie szybko wyszłyśmy z łazienki.
-Dziękuję...-powiedziałam sapiąc nadal trzymając się za policzek. Spojrzałam na nią. Miała śliczną twarz o idealnie kobiecych rysach. Pełne malinowe usta i ogromne brązowe oczy. Uśmiechnęła się do mnie i kiwnęła głową.
-Nie ma za co...Jestem Erin.-Powiedziała cicho głaszcząc mnie po ramieniu.
-Nataliee...siostra Stevena, którego pewnie znasz.
-Ooo...mała Adler...Axl o tobie wspominał...twierdził, że Steven rządzi się w cały domu, wprowadza tu swoją rodzinkę itd. Nazwał Cię zwykłą dziwką.-Na te słowa odsunęłam się od niej. Co za skurwiel...czyli wszyscy mieli rację. Teraz będę słyszeć tylko ciągłe "a nie mówiłem" itd. Cholera..Delikatnie odsunęłam dłoń od swojego policzka i zobaczyłam krew na jej wewnętrznej części. Posłałam smutny uśmiech Erin i szybko pobiegłam na dół, do kuchni. Wyjęłam z niej prowizoryczna apteczkę, w której znalazłam małe lusterko, przejrzałam się w nim i zobaczyłam duże rozcięcie wzdłuż kości policzkowej. Skrzywiłam się boleśnie i szybko złapałam wacik i wodę utleniona. Przemyłam ranę sycząc przy tym z bólu. Po chwili za moimi plecami zobaczyłam już ubrana Erin.
-Ja będę się już zwijać. Axl'a na razie nie musisz się bać. Śpi. A tak w zasadzie jest w stanie omdlenia. Nie obudzi się szybko. Chłopaki będą za 20 min. Cześć.-Pomacham jej, ona odpowiedziała tym samym i wyszła. Ja przypomniałam sobie co zostawiłam w łazience. Wbiegłam, zabrałam stamtąd zakupy i wróciłam do kuchni. Powkładałam wszystkie artykuły spożywcze na swoje miejsca, a swoja farbę i rozjaśniacz wrzuciłam do torby. Tam też znalazłam luźną bokserkę i szorty. Szybko wciągnęłam to na kostium i zajęłam w kuchni miejsce przy stole. Nie miałam nad czym teraz myśleć, czułam się tak cholernie zraniona. Wiem, znaliśmy się dzień, ale powiedział, że mnie kocha, to jakim prawem mnie zdradził.!? Tyle osób mnie ostrzegało, a głupi ja nie posłuchałam. Zawsze muszę postawić na swoim, nigdy nie wychodzi mi to na dobre. Powinnam zacząć się interesować zdaniem innych, a nie tylko swoim. Skończona ze mnie idiotka. Kurwa w chuj. Zakryłam twarz dłońmi i schyliłam głowę tak,  że włosy zasłaniały mi również ręce. Po chwili usłyszałam trzask drzwiami. Uniosłam głowę z zaciekawieniem. Nagle i drzwi od kuchni otworzyły się. W drzwiach stanął Saul. Przyjrzał się mojej twarzy. Bez słowa podszedł do mnie i się przytulił. Ja zanurzyłam twarz w jego czarnych lokach i zaczęłam cicho łkać. Poczułam jak delikatnie masuje dłonią moje plecy usiłując mnie uspokoić. Jednak na nic, płakałam dalej, a on coraz częściej szeptał mi do ucha, że już wszystko dobrze, że jest przy mnie, i że zabije Axl'a. Odsunęłam się, odgarnęłam mu włosy, tak bym mogła spojrzeć mu w oczy. I wyjąknęłam cicho.
-Przepraszam, że Ci nie uwierzyłam. -Ponownie się w niego wtuliłam nadal łkając. Jego ręka przeniosła się na moją głowę nadal delikatnie głaszcząc, Po chwili poczułam kolejne kroki.
-Co się stało.?-Usłyszałam głos Izzy'ego, na co podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Ten tylko zakrył usta głową.-Czy to..-wiedziałam co ma zamiar powiedzieć i pokiwałam tylko twierdząco głową.-Zabije tego gnoja. Powieszę chuja za jaja i będe kurwa napierdalał w niego gitarą aż nie zdechnie. Pedał jebany..-Takiego Izzy'ego jeszcze nie widziałam. Niedługo po tym do kuchni dołączył również Duff. Zareagował podobnie jak Saul. Podbiegł i mocno mnie przytulił. Szepnął mi słodko do ucha.
-Zabiję skurwiela.-Zdawało się , że usłyszał to i Izzy.
-E-e. Jesteś drugi w kolejce, najpierw zabijam go ja.-powiedział ze smutnym uśmiechem na twarzy. Duff kiwnął głową i złapał mnie za dłoń głaszcząc jej wierzch. Gdzieś z salonu dochodził do nas kobiecy śmiech mi już doskonale znany. Byłam pewna, ze to Rosie ze Stevem. Nie myliłam się, kuchenne drzwi ponownie się otworzyły. Na mój widok Rosalie popłynęły łzy po policzkach, zaś Steve złapał jakikolwiek pierwsze wazon i rzucił nim o ścianę.
-Mówiłem kurwa, mówiłem, że nie powinnaś z bim być, a ty jak zwykle nie posłuchałaś.-Wydarł się wściekły. Podszedł do mnie i uniósł rękę w celu spoliczkowania mnie. Jednak po chwili opuścił ją ze zrezygnowaniem. Wyszedł z kuchni trzaskając  drzwiami i opuścił Hellhause. Po tym patrzyłam nieobecnym wzrokiem na drzwi kuchni. Nie mogłam uwierzyć, że chciał mnie uderzyć. Zmienił się. Zawsze tak bardzo się o mnie troszczył. Kiedy rodzice to olewali on i Saul byli. Saul był dla mnie jak drugi starszy brat, a napewno najlepszy przyjaciel. Opiekowali się mną gdy tego potrzebowałam i pomagali mi. Steven potwornie uległ zmianie w tym głupim mieście, nie koniecznie na dobre. Dlaczego ja mówie o L.A, 'głupie' .? Może dlatego, że jak narazie w tym mieście nie zdarza mi się nic pozytywnego.
-Kochanie..on nie chciał..-usłyszałam głos Rosalie przy swoim uchu.
-Chciał..i o mało tego nie zrobił..-zchowałam twarz w dłoniach i zaczęłam cicho łkać. On naprawde chciał mnie uderzyć. Widział mnie w takim stanie i chciał to pogorszyć! Z resztą i tak pogorszył. Spojrzałam przepraszająco na Czarną i wybąknęłam.
-Najbliższym samolotem wracam do domu.-Powiedziałam cicho, a ta tylko zrobiła zdziwioną minę. Chłopaki również.
-Nie wracaj..-powiedział cicho Saul.
-Slash, muszę. Jak na razie przydarzają mi się tu same złe rzeczy, rozumiesz.? Wszystko jest źle, pogarszam wam humory, psuje atmosferę. Muszę.
-Nie..popsujesz mi humor wyjeżdżając...-Mówił prawie szepcząc. Złapał mnie za obie dłonie i spojrzał mi głęboki w oczy.
-Dlaczego niby.?-Nie odpowiedział. Zachował ciszę nadal wgapiając się w moje oczy. Po chwili jednak jego wzrok zszedł na moje usta. Zbliżył twarz do mojej i musnął swoimi wargami moje. Na to szybko zerwałam się z miejsca. Wybiegłam z kuchnie i ległam na kanapie. Podciągnęłam kolana pod brodę i schowałam w nich twarz. Nie miałam najmniejszej ochoty na to, co teraz zrobił. Nie czułam do niego nic, prócz przyjaźni. Nie chciała też być dla niego kimś więcej. Nęciło mnie to. Po chwili usłyszałam kroki z góry. Zobaczyłam Axl'a. Posłał mi nienawistne spojrzenie i ruszył do kuchni.
SLASH:
Pocałowałem ją. Tak, pocałowałem, a teraz zostałem tu zażenowany z Duff'em, Izzy'm i Rosie. Wgapiałem się nieumyślnie w drzwi kiedy te otworzyły się. W nich zobaczyłem Axl'a. Szybko wstałem, złapałem go za kołnierzyk, przycisnąłem do ściany i mocno przywaliłem pięścią w twarz.
-Jeśli jeszcze raz ją tkniesz, zrobisz jej cokolwiek, to tak ci zryję pysk, że Cię kurwa nikt nie pozna.-Rudy zaczął się wyrywać co udało mu się po porządnym kopnięciu mnie w brzuch, odsunąłem się z krzywą miną sycząc z bólu.
-No i po chuj bronisz tej małej suki.? Widziałam jak miziała się dzisiaj z Bach'em na plaży.-Spojrzałem na niego zażenowany. Po chwili zobaczyłem jak Rosalie wybucha.
-Ty jebana ruda kurwo! Nie miziała, to mój kurwa brat, i zostawiłam ich tam na kurwa chwilę, nic po miedzy nimi nie ma!-Unosiła rękę by go spoliczkować, jednak Duff zatrzymał ją i przycisnął do siebie. Ta wtuliła się i ponownie wybuchnęła płaczem. Axl spojrzał na nas wszystkich z wrednym uśmiechem i bąknął .
-Jak mnie obijesz, stracisz wokalistę pudelku.
-Wokalistów w tym jebanym L.A jest kurwa w chuj. Dam sobie radę, nie będę ubolewać na stracie męskiej dziwki.
-Uważaj co mówisz..
-Bo co mi kurwa zrobisz!?-Wykrzyczałem zbliżając się do niego.
-Nie tobie, tylko Nataliee...pomyśl co mówisz..-Ponownie spojrzał na mnie szyderczo. Nie wytrzymałem, złapałem pierwszy lepszy nóż z blatu kuchennego, przygwoździłem Rudego do ściany i przyłożyłem ostrze do jego szyi. Bełkotał coś pod nosem, że mam tego nie robić, że mam nie być głupi, że przecież jestem jego kumplem. Tak kurwa..kumplem...chyba śni..
-Saul, nie!-Usłyszałem słodki, zapłakany głosik. Odwróciłem się i zobaczyłem Nate, całą w łzach, rozmazanym tuszem, czerwoną ze wstydu. Odciągnąłem rękę od Axl'a i upuściłem nóż na ziemię, odsunąłem się i pozwoliłem mu wyjść. Zobaczyłem nieobecny wzrok Nataliee. Złapałem ją za dłonie i przycisnąłem do siebie.
-Spokojnie malutka, już wszystko dobrze.-Szeptałem jej do ucha głaszcząc delikatnie jej plecy. Sam zdziwiłem się tym, co zrobiłem, przestałem panować nad emocjami i tak po prostu chciałem go zabić. Kurwa...czy ja naprawdę kocham tą małą? Kochałem ją jeszcze w domu...a potem ze Stevem wyjechaliśmy...a teraz gdy wróciła...przywiozła ze sobą wszystkie wspomnienia, te dobra, jak i te złe, ale i tak, zdawało mi się, że nigdy nie odwzajemni moich uczuć. Wydawała się widzieć we mnie tylko dobre kumpla. A może i to lepiej.? Ucałowałem czubek jej głowy i delikatnie odsunąłem ją od siebie. Po tym szybko trafiła w ramiona Duff'a i Rosalie.
-Rosie, mała dzisiaj zostanie u nas. Trzeba jej pilnować, Axl się tu prędko nie pokaże, ale będzie jej szukał u Ciebie, sama byś sobie nie poradziła, Seba też by nic nie zaradził, a tak to, gdy nie będzie jej przy was, po prostu da sobie spokój.-Mówił powoli Duff. Czarna tylko pokiwała parę razy głową na zgodę, a Natalia wtuliła się bardziej w blondyna. Przyglądałem się im z uwagą, czułem się...zazdrosny, że to Duff tak ją podtrzymuje na duchu, a nie ja. Nie ważne.

NATALIEE:

Wtulałam się w Duff'a rozmyślając o wszystkim co się stało. To co zrobił Slash było tak cholernie..dziwne. Mogła bym czuć się przy nim bezpieczna, ale nie czuję. Przez to co zrobił Axl'owi wydaje mi się nie obliczalny. Poczułam czyjąś dłoń na swojej i ujrzałam twarz Izzy'ego.
-Mała, choć ze mną, dam ci coś na przebranie, moja była dziewczyna zostawiła tu sporo swoich rzeczy, i pogadamy. -Kiwnęłam głową zgadzając się na propozycję i popędziłam z nim na górę. Zaprowadził mnie do swojego pokoju, gdzie panował...o dziwo porządek. Jednak od razu po wejściu uderzył mnie zapach Marichuany, Kokainy zmieszany z wonią papierosów i alkoholu. Skrzywiłam się lekko, on posłał mi przepraszające spojrzenie, podszedł do szafy i wyjął z niej czysta bieliznę, skórzane spodnie i jakąś obcisłą koszulkę z logiem Def Leppard.
-Trzymaj.-Podał mi je, ja tylko spojrzałam na niego zażenowana.
-Odwróć się.-Posłusznie odwrócił się do mnie plecami i tak zajął miejsce na łóżku. Szybko przebrałam się w ciuchy od niego i o dziwo były idealne. Zasiadłam obok i położyłam mu dłoń na kolanie. Uśmiechnął się delikatnie.
-Możesz spać tutaj, ja prześpię się na kanapie, na dole.-Pokręciłam przecząco głową.
-Nie ma mowy, to twój pokój. Ja jestem tylko...nie proszonym gościem.
-W cale nie, nie proszonym i nie ma sprawy.
-A nie możemy spać tu razem? Ja rozłożę sobie materac na podłodze, a ty będziesz spał na łóżku.-Mówiłam wzruszając ramionami.
-No kurwa nie. Ja śpię na podłodze, ty na łóżku, jasne.?-Powiedział lekko zirytowany już naszą kłótnią i złapał mnie za dłoń.
-No dobra..-Szepnęłam cicho i smutno uśmiechnęłam się.
-Dlaczego tak odpychasz Saula? -i w tym momencie zaskoczył mnie jak nikt inny. Zastanawiałam się dlaczego o to pyta, po co mu to wiedzieć.
-Ja go nie odpycham..-mówiłam cicho zachrypniętym głosem.-Nie chodzi o to..ja po prostu, widzę w nim tylko przyjaciela. Był dla mnie jak brat, nie potrafię tak po prostu poczuć coś do człowieka, który był dla mnie kiedyś rodziną.-Przy każdym moim słowie kiwał ze zrozumieniem głową, zaczęłam opowiadać mu sytuacje z mojego dzieciństwa, kiedy Saul ratował mnie z opresji niczym super bohater. Śmialiśmy się pod wpływem niektórych wspomnień. Nie zauważyłam nawet, kiedy podczas opowiadanie, on usiadł na podłodze, a ja luźno położyłam się na łóżku. Opowiadałam dalej, kiedy nagle moje oczy zaczęły bezwładnie się zamykać. Niedługo po tym odpłynęłam i pogrążyłam się snem.

wtorek, 7 maja 2013

Rozdział 5

SEBASTIAN :

Słodka dziewczyna. Na 17-18 lat wygląda. Młodziutka, śliczna, a jednak chce sobie przerypać życie z Rose'm.. No kurwa. Szkoda jej. Sebastian wkracza i chuj..

NATALIEE:

Cholera..Jak ja mam z nim pogadać,co ja powiem? "Cześć Axl wszyscy mówią mi, że jesteś psychopatą, to prawda?" . No kurwa nie !
-Proszę Was. Nie gadajmy o tym..nie chce już..mam dość.
-Dobrze.-Powiedział cicho Sebastian i pogłaskał mnie po przedramieniu. Zaraz, zaraz..co to kurwa było ? Nie mam siły o tym myśleć. To zaczyna robić się męczące. Trzeci facet, który poniekąd mnie podrywa. Axl, Slash, teraz On...o co im kurwa chodzi? Nie jestem jakąś prostą dziwką, którą można przelecieć tak po prostu..Tylko, że...zachowałam się tak w sytuacji z Axl'em...cholera..To faktycznie zły pomysł. Przez to mogłam się stać zwykłą kurwą w jego oczach. Cudownie tak zrobić z siebie kogoś, kim nie jestem. Ja pierdole muszę przestać o tym myśleć...
-To jak Nate, idziesz?
-a...ale o co chodzi ?
-Nie słuchałaś! -Wybąknął zirytowany. Ja tylko spojrzałam przepraszająco i posłałam jak najsłodszy uśmiech jaki mogła.-Więc, pytam, czy idziesz z Nami na plaże. Teraz, zaraz, hm? -Tak szczerze to dawno na plaży nie byłam. Szło mi to na rękę. Nawet bardzo.
-Pewnie ! Tylko przebiorę się w bikini...i wezmę ręcznik.
-Spokojnie. Ja i Rosie, też musimy się jeszcze ogarnąć.-Uśmiechnął się i zaraz po tym szybko zniknął za drzwiami pokoju. Ja z Rosie weszłyśmy do naszego, ja usiadłam przy torbie.
-Tak szczerze...to nie wzięłam ze sobą bikini.-Powiedziałam z zażenowaniem i lekkim wstydem w oczach.
-Ale ja mam co najmniej trzy. Wybierzesz sobie. -uśmiechnęła się do mnie i wyciągnęła cztery komplety. Pierwszy krwisto czerwony, drugi gładki czarny, trzeci w czarno białe poprzeczne pasy i ostatni...o kurwa...z wzorem gitary Edwarda Van Halena. Szybko po niego sięgnęłam.
-Biorę ten!-wyszczerzyłam się.
-Wiedziałam! Ja mam własny, patrz.-wyciągnęła kolejny kostium. Zdawał się być również gładki. Uśmiechnęła się do mnie i pobiegła do łazienki. Nie czekałam długo kiedy zgrabnie wyszła z łazienki, ubrana w gładki czarny kostium, po chwili jednak się odwróciła. Z tyłu dolnej partii bikini widniał wielki napis "I love Steven" . Ja tylko wybuchnęłam śmiechem. Śmiałam się głośno, po chwili upadłam na ziemię. Uspokoiłam się.
-Kurwa. Czyj to pomysł.?
-Na pewno nie mój no ! -ponownie się zaśmiałam. Pokiwałam tylko znacząco głową co miało oznaczać ironiczne 'tak, jasne', złapałam swoje i również pobiegłam do łazienki. Kiedy zdjęłam z siebie koszulkę i stanik, drzwi nagle otworzyły się. W progu stał Sebastian z otworzoną buzią z zażenowania, zmierzył mnie wzrokiem, po czym szybko zakrył sobie oczy.
-Kurwa mać, przepraszam ! Następnym razem zapukam..-wybąknął i wyszedł. Zaśmiałam się pod nosem i szybko włożyłam na siebie bikini. Przejrzałam się w lustrze. Związałam sobie włosy w zgrabny kucyk, gumką, która miałam na ręku i wyszłam z łazienki. Przed nią stał Sebastian. Widząc mnie, dało się zauważyć jak rumienią mu się policzki. Parsknęłam śmiechem i pogłaskałam go po ramieniu.
-Ej, nic się nie stało. Ciesz się, że miałeś tę przyjemność, a raczej nie przyjemność widzieć mnie pół nagą, jako pierwsza osoba od 2 lat. -Ten szybko uniósł głowę i przyjrzał mi się z uwagą. Obdarzył mnie pytającym spojrzeniem. Machnęłam tylko ręka.-Nie ważne. Długa historia. Idź, przebierz się , bo już mnie ta plaża nęci !
-Dobra już dobra !-Wszedł do łazienki ze szczerym uśmiechem. Ja szybko wróciłam do Rosie, która zmierzyła mnie z uwagą wzrokiem. Gestem ręki kazała mi się obrócić, posłusznie zrobiłam co każe.
-Ładni Ci. Możesz go sobie zatrzymać jeśli chcesz!-Ja tylko spojrzałam na nią z niedowierzaniem.Szybko podbiegłam i przytuliłam ją. Usiadłam obok na łóżku.
-Mogłabyś być moją siostrą, wiesz? Pewnie dogadywała bym się z tobą lepiej niż Stevem.
-Kłóciliście się ?
-Żebyś to wiedziała ile razy...i to o debilizmy...wkurwiał się jak zabierałam mu pałeczki, a ja gdy odrywał moim lalką głowy. -Na te słowa Rosalie wybuchnęła śmiechem.
-Co za sadysta jebany!-teraz i ja śmiałam się razem z nią. Nie mogłyśmy nabrać tchu i śmiałyśmy się jak opętane . Jednak zabawę przerwał Mr. Bach.
-Z czego się śmiejecie?-Podniosłam głowę i zobaczyłam go w obcisłych slipkach kąpielowych na co wybuchnęłam ponownie.
-Kurwa mać Sebastian, nie masz innych?!-Wydarła się przez śmiech Czarna.
-No kurwa nie...a może...czekaj chwile..-wyszedł z pokoju. Spojrzałyśmy na siebie niepewnie, i obydwie, już w pełni opanowane czekałyśmy na Niego. Po chwili wrócił w luźnych bokserkach z hawajskimi wzorami.-Lepiej?
-Dużo lepiej !
-Ale te nie podkreślają mojego kumpla!-Wybąknął udając zasmuconego i złapał się za krocze.
-Ja myślę, że twój przyjaciel jednak woli pozostać w ukryciu.-Powiedziałam z dość poważną miną, na co ten wybuchnął śmiechem.
-Ale laski na Niego lecą !
-Taaa...mnie to jakoś nie pociągało ! Bardzie seksownie wyglądasz w tym, niż w tamtym.
-Skoro tak mówisz...To jak idziemy? - Ja pokiwałam twierdząco głową. Sięgnęłam do swojej torby, z której wyciągnęłam plażowy ręcznik. Rosi sięgnęła swój z łóżka, a Seba wrócił się po swój do łazienki. Po chwili wszyscy byliśmy gotowi i ruszyliśmy. Śmialiśmy się z totalnie głupich rzeczy. Z tego jak Sebastian o mało się na zabił o krawężnik. Jak jakiś bezdomny podrywał mnie i Rosie, a nawet z niedoszłego Rockmena żulącego drobne od przechodniów na przejściu dla pieszych.
-Nate! A ty jak grasz na czymś? - Zapytał zaciekawiony Sebastian. Pokręciłam przecząco głową i zaśmiałam się pod nosem.
-Grać nie gram, ale śpiewam czasem..-powiedziałam dość cicho, z nadzieją , że jednak nie usłyszał.
-Śpiewasz powiadasz ? -kiedy to usłyszałam zacisnęłam powieki.
-Ta..Tak...
-No to dawaj. Whole Lotta Love prosimy.-Uśmiechnął się uroczo. A ja przewróciłam oczami. Spojrzałam ukradkiem na Rosie, która tez patrzyła na mnie oczekująco. Głęboko westchnęłam i posłusznie zaczęłam śpiewać. Po zakończeniu zwrotki i refrenu przerwałam i usłyszałam ciche brawa i pisk radości Sebastiana. Kurwa, zapiszczał jak dziewczyna, co to kurwa było?!
-Zajebista jesteś !
-Weź przestań...-machnęłam ręką i szłam dalej ze spuszczoną głową.
-Nie no, poważnie mówię, masz talent dziewczyno.- Oplótł mnie ramieniem i przycisnął do siebie.
-Ej, ale nie duś ! -Ze śmiechem wyrwałam mu się z uścisku. Nie wiele minęło , kiedy dotarliśmy na plażę. Szczerze zdziwiłam się, bo sama nie wiem, czy tak trafiliśmy, czy ludzie tutaj nie lubią plaży, ale było pusto. Wzruszyłam ramionami , zarzuciłam ręcznik na piasek. Obok mnie Rosie, a po drugiej stronie Bach. Wszyscy położyliśmy się, zamknęliśmy oczy i daliśmy parzyć swoje ciała promieniom słońca. Leżałam tak rozmyślając tak, o mojej przyszłości z Axl'em, która wkrótce miała się zakończyć. Miałam z nim zerwać, wyjaśnić, jednak przerastało mnie to. Poczułam na swoim rozgrzanym brzuchu coś cholernie zimnego, szybko otworzyłam oczy, a nade mną , zobaczyłam Sebastiana z uśmiechem od ucha do ucha, zerknęłam na swój brzuch i zobaczyłam plamę kremu ochronnego. Pokręciłam ze śmiechem głową i zaczęłam go delikatnie rozsmarowywać po ciele, brzuch, uda, ręce, ramiona i dekolt. Kiedy blondyn to zobaczył, zrobił oczka pokrzywdzonego szczeniaka i spojrzał na mnie z pogardą.
-Ja chciałem to zrobić, no !-Wybuchnęłam śmiechem, a po chwili podałam mu tubkę, odwróciłam się do niego tyłem i przygarnęłam swoją kitkę do przodu. Nie musiałam odzywać się, żeby wiedział, co ma zrobić. Delikatnie wylał trochę kremu na moje plecy i z niesamowitą lekkością rozprowadzał go po nich, schodził niżej, kiedy jedną z jego dłoni, poczułam za swoimi majtkami.
-Kurwa mać Sebastian! Tam się nie opalam.-Ten szybko ją wyjął i speszony wrócił na swoje miejsce.
-Wybacz!-Wykrzyczał, a ja ponownie się zaśmiałam i położyłam z powrotem na ręczniku, pochłaniając się w kolejne myśli i marzenia. Zaraz po tym za swoimi plecami usłyszałam bardzo dobrze znajomy mi głos. Kiedy otworzyłam jedno oko, nie myliłam się, za sobą zobaczyłam Stevena i Rosie trzymających się za dłonie. Steven najwyraźniej ją przepraszał, ta uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek. Gdy zobaczyłam, że brat zmierza w moja stronę, szybko zamknęłam oko. Poczułam na policzku mały pocałunek i nie otwierając ich nadal przyciągnęłam go do siebie i mocno przytuliłam.
-Przepraszam, za to w domu..nie powinienem tak się zachowywać.-Mówił wyraźnie zająkanym od płaczu głosem.
-Kurwa, Steven, nie mów tak, uderzyłeś go, bo się broniłeś. Dobrze zrobiłeś. Nie będę z chłopakiem, który tak po prostu bije mojego brata. Spokojnie, jeszcze dzisiaj z Nim zerwę.
-Nie zmuszam Cię, do zerwania, jeśli wiesz, że go kochasz, zostań z Nim, co innego, jeśli nie..
-Sama nie wiem, ale..jak na razie, to nie jest dobry pomysł.
-Ciesze się, że tak mówisz. Em...Sebastian, zaopiekujesz się Nataliee, ja i Rosie, wiecie,pójdziemy na trochę do niej.-Zaśmiałam się, a Sebastian pokiwał twierdząco głową, Rosi złapała swój ręcznik i szczerząc się do nas, odeszła trzymając za rękę Steva.
-Tylko nam siostrzenicy nie zrób!-Wydarliśmy się za nimi, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Odwróciłam głowę w stronę Sebastiana i popatrzyłam mu w oczy. Ten zaczął się nie kontrolowanie śmiać.
-Kurwa, co ja takiego zrobiłam ?!-Zapytałam zirytowana.
-Nic, właśnie nic !
-To z czego się śmiejesz?!
-Z tych dwóch pojebanych zakochańców , to takie pojebane, że są ze sobą szczęśliwi od tak długiego czasu. Mój najdłuższy związek trwał całe dwa tygodnie.-Ja szybko usiadłam na kocu i zaczęłam ironicznie bić mu brawo. On usiadł obok mnie i parę razy udał, że się kłania.-A właśnie, mam rozumieć, że mała Nate, będzie teraz moja psiapsiółą, co ? -Wyszczerzył się. Ja zaraz zaczęłam świrować, i mówiłam komicznym dziecięcym tonem.
-Tak ! Zrobię Ci makijaż, paznokcie, porobię warkoczyki i dobiorę ci zajebistą sukienkę! Pidżama party łiiiii !-Mówiłam entuzjastycznie tonem małego dziecka. On słysząc to wybuchnął śmiechem.
-To ja wolę negliż party !-Gdy to usłyszałam sypnęłam na niego piskiem, ten zirytowany spojrzał na mnie.-Ej no..byłem posmarowany kremem, a teraz kurwa piasek się przykleił.!
-Ojojoj ! - Wyszczerzyłam się. -Mam na to radę!
-Jaką?!
-ZAPIERDALAJ DO MORZA KURWAAA ! -po tych słowach momentalnie zerwałam się z ręcznika i szybko wbiegłam do morza. W biegu rozpuściłam włosy, a gumkę rzuciłam gdziekolwiek na piasek. Zanurkowałam i popłynęłam trochę dalej. Gdy się wynurzyłam, na brzegu zobaczyłem stojącego Sebastiana. Patrzył się na mnie jak na idiotkę, po chwili jednak pokręcił zażenowany głową i wbiegł za mną. Gdy już był przy mnie ochlapał mnie wodą. Zrobiłam smutna minkę i zanurkowałam, złapałam go pod wodą za nogę i pociągnęłam tak, że ten przewrócił się. Po chwili jednak usłyszałam znajomy mi już damski pisk.
-Kurwa, Nate, nie umiem pływać ! -Darł się i chlapał wodą na wszystkie strony, ja szybko złapałam go za ramiona, wynurzyłam z wody. W tedy on spojrzał mi w oczy i wypluł całą wodę, którą miał w ustach na moją twarz. -Em, żartowałem !-Rzuciłam mu nienawistne spojrzenie i po chwili wyszłam z wody. Owinęłam ręcznikiem włosy i przyglądałam mu się jak pływa. Nie powiem, seksowny z niego chłopak, a tym bardziej gdy jest mokry, jednak nie wyobrażałam go sobie jako kogoś więcej, zapowiada się dobra przyjaźń. Po chwili zdjęłam ręcznik z włosów i dokładnie się wytarłam. Potrzepałam kilka razy włosami, delikatnie dotknęłam ich ręką i o dziwo były już prawie suche. Ach te uroki pogody Miasta Aniołów. Poczułam na sobie wzrok Sebastiana. Szybko pokazałam mu gestem, żeby do mnie przyszedł. Posłusznie to zrobił. Stanął przede mną ociekając wodą, zaśmiałam się cicho i zaraz podałam mu ręcznik, sam również założył go na włosy.
-Hm, po co miałem wychodzić?
-Wiesz, muszę iść do Hellhause, pogadać z Axl'em i zabrać jeszcze jedną swoją torbę, okej? Spotkamy się w domu.-Pokiwał głową i delikatnie pocałował mój policzek. Uśmiechnęłam się, złapałam swoją małą torbę i szybko ruszyłam w stronę lokum braciszka. Zdawałam sobie sprawę, że jestem obserwowana przez napalonych mężczyzn, przecież szłam w samym bikini sunset , tak to mówiło samo za siebie. Jednak nie miałam zamiaru sprawiać wrażenia dziwki. Po chwili znalazłam się pod małym marketem. Zajrzałam do swojej torby i wyjęłam portfel. Szybko zliczyłam jego zawartość, nie było tego wiele, jednak starczyło na pospolite zakupy. Weszłam do środka i tak w moim koszyku zaczęły zbierać się pospolite rzeczy, pieczywo, makarony, bazy do sosów, jakieś serki i inne takie. Po chwili zatrzymałam się przy półce z chemikaliami, złapałam dwa opakowania mydła i szamponu. Potem zobaczyłam półkę z farbami do włosów.  Przemierzyłam parę wzrokiem, i po chwili szybko złapałam rozjaśniacz i blond farbę. Nie byłam pewna tego co robię, jednak zawsze marzyłam o blond włosach. Mam zamiar to spełnić. Podeszła do kasy. Uśmiechnęłam się wesoło do kasjerki, która tylko skarciła mój ubiór i wyszłam. Kierowałam się dalej w stronę poprzedniego domu, nie wiele minęło, a byłam już pod nim. Gdy weszłam do mieszkania, z góry dochodziły głośne jęki i piski podniecenia. Zaśmiałam się pod nosem. Czyli jednak Rosie i Steve przenieśli się tutaj-pomyślałam. Postanowiłam zrobić im żart i przyłapać. Weszłam na górę i jak się okazało, wszystko dochodziło z łazienki. Podeszłam po cichu do drzwi i gwałtownie je otworzyłam. Jednak to co zobaczyłam, okazało się o wiele gorsze.

Rozdział 4

Następnego dnia:

STEVEN:

Rosalie siedziała mi na kolanach rozmawiając o jakiś chorych pierdołach z Duff'em. Gdyby nie ta dziewczyna prawdo podbnie gnił bym teraz pod stertą kokainy. Miłość daje wiele do zrozumienia. Zwłaszcza ta. Rosie była cudowna. Drobna, szczupła, z burzą czarnych włosów. Zawsze tak rozkosznie pogodna. Wszyscy w tym piekielnym domu polubiliśmy ją. Jednak najbardziej martwi mnie to, jak rozwiną się jej relacje z Nataliee. Martwiłem się, że może młoda jej nie zaakceptuje. Jednak różnica wieku między nimi mierzyła 4 lata. A może to Rosalie uzna, że nie chce się zadawać z gówniarą...
-Steve, kochanie, prawda ?-Zapytała, a ja momentalnie otrząsnąłem się z zamyślenia.
-Tak..znaczy..no...jak brzmiało pytanie ?-skrzywiłem się z mieszaną miną.
-Eh..Popcorn..Popcorn..Pytałam, czy ty też uważasz, że KISS to jeden z najlepszych zespołów rockowych.
-Święta racja ! -wydarłem się.
-A chuj kurwa nie prawda. Aerosmith. Aerosmith to bogowie ! -Usłyszałem słodki znajomy mi bardzo dobrze głosik.
-Młoda ma racje!-tym razem odezwał się Duff. Nataliee podeszła do niego i przybiła mu piątkę. Po chwili zmierzyła wzrokiem Rosie. Podeszła i słodko podała jej dłoń.
-Nataliee. Siostra jak widać..twojego chłopaka.-Rosalie uśmiechnęła się podała jej rękę.
-Rosalie, Rosi. Możesz mówić jak chcesz. Tak, jestem z twoim bratem i jak na razie, nie narzekam.-zaśmiała się.
-A gotował Ci już? -zapytała Ruda.
-Nie.
-To pogadamy jak zacznie. Osobiście nie polecam. Grozi zatruciem.
-No kurwa dzięki!-Spojrzałem na nią spodełba.
-Nie ma za co. To może jedyny utalentowany kucharz w tej rodzinie: ja, zrobię jakieś śniadanie, co ?
-Jasne. -przewróciłem oczami.-Panno wysokie mniemanie.
-O KURWA MAĆ STEVEN WIE CO TO ZNACZY MNIEMANIE !-tym razem przywaliłem sobie pięknego facepalma. Musiała mnie upokarzać. Rosie wybuchnęła śmiechem.
-Pomogę Ci Nate. - i obie poszły do kuchni.


***
 
Obydwie dziewczyny nie miały problemu z dogadaniem się. Starały zrobić coś jadalnego z zasobów żywieniowych tego domu. Jednak jedyne przyzwoite danie to tosty z i tak lekko czerstwego chleba, posmarowane jedynie masłem. Zawsze coś.
-To od kiedy jesteś z moim bratem?-Zapytała Nataliee usiłując otworzyć opakowanie masła.
-Jakoś już pół roku. Poczekaj. Pokażę Ci jak to się otwiera. -Brunetka z uśmiechem przejęła od niej opakowanie i rzuciła nim o ścianę. To otworzyło się. Podniosła je i z powrotem podała Rudej.-Trzymaj.-Ta wybuchnęła śmiechem.-Wiesz, sześć miesięcy w tym domu uczy Cię zasad surviwalu. Poważnie.
-Miło. Ja pierdziele, ja tu przecież nie wytrzymam. Tu nawet nie ma gdzie się wykąpać! -wykrzyczała.
-Za domem jest hydrant ! -odpowiedziała z uśmiechem Rosalie. Natalie tylko załamała się bardziej.-Spokojnie. Jak chcesz, możesz zatrzymać się u mnie. Małe mieszkanko. W centrum. Mam jeden pokój, ale jest materac. Damy radę.
-O kurwa ! Poważnie ? -upuściła opakowanie i przytuliła ją mocno.-Dziękuje kurwa !
-Ej, ej mała, ogarnij słownictwo ! I nie ma za co, jesteś fajną laską tylko nam się nie zepsuj w tym chorym L.A . -Obydwie się zaśmiały. Po chwili Natalia spoważniała.
-Ale mogę czasem zajarać? Napić się ?
-A...ile masz właściwie lat ?
-Za dwa dni 18..
-No to na chuj się pytasz ! -śmiech.-A właśnie..-zmierzyła ją wzrokiem.-Czy to nie koszulka Axl'a.?
-No..tak.
-Spałaś z Nim ?!
-Nie ! Nie, nie, nie i jeszcze raz nie !-Nataliee złapała się za głowę.
-To dlaczego..-przerwała jej:
-Leżała na ziemi..podniosłam, założyłam, poszłam spać. To tyle. Ale..na to wychodzi, że ja i Axl..no..jesteśmy razem.
-Cholera, dziewczyno. Znasz go niecały dzień! Ty nie wiesz, do czego on jest zdolny.
-Mówisz mi to, już jako druga.
-Mogę się założyć, że wszyscy to potwierdzą. To jest Axl. On jest nie obliczalny.
-Co masz na myśli mówiąc nieobliczalny ?
-To, że ten facet jest chory psychicznie.-Nataliee osłupiała. Nie wiedziała co teraz myśleć. A jeśli to prawda ? Nigdy nie będą szczęśliwy-Ma psychoze maniakalno depresyjną.
-C..Co to jest ?!
-Szybko sie denerwuje..o głupie rzeczy. Zrobi Ci krzywdę. Tobie i sobie.
-Ale..może..może ja mu pomogę ? Pomogę mu to zwalczyć. Razem..my damy radę.
-Kochanie, mów co chcesz. Ja wiem swoje. Chodź, damy im te kanapki i pójdziemy do mnie. Co ty na to ?
-Jasne. - Ruda uśmiechnęła się słodko. Wzięły talerze do 'salonu' gdzie czekali już na nie wszyscy. Duff kłócący się o coś z Stevem. Slash próbujący przemówić Izzy'emu do rozumu i Axl , który uważnie zmierzył Nate spojrzeniem. Wzrok zostawił na swojej koszulce. Uniósł jeden kącik ust ku górze. Po chwili wstał, podszedł do dziewczyny, złożył pocałunek na jej policzku, przejął od niej kanapki i szepnął do ucha.
-Ślicznie ci w tej koszulce.
-Dziękuję.-Uśmiechnęła się i musnęła jego wargi swoimi. Po chwili poczuła na sobie wzrok wszystkich innych.
-Co to kurwa ?! Nataliee, czy ty jesteś do kurwy z Axl'em ?!-Wykrzyczał wkurwiony Steven.
-No..no tak.
-Pojebało Cię ?! Ten skurwiel Cię wykorzysta ! Przeleci z trzy razy i odrzuci!-Darł się. Wszyscy patrzyli na Niego jak na zupełnie inną osobę. Nie poznawali go. Axl nie wytrzymał. Podszedł do Steva i uderzył go w twarz. Ten szybko oddał i zaraz wyszedł z domu.
-Kurwa.-szepnęła do siebie Rosalie.
NATALIEE:
No cudownie. Właśnie zaprzyjaźniłam się z jego dziewczyną. Dogadujemy się idealnie, a on robi takie kurwa głupie sceny. Zatłukę. No dobra. Nie. Nie ważne. Spojrzałam ukradkiem na Rosie która właśnie talerz na coś co podobno było stołem. Podeszła do mnie i szepnęła.
-Chodź. Weźmiemy twoją torbę, moje auto stoi na zewnątrz.-Kiwnęłam głową z uśmiechem. Pobiegłam do pokoju, gdzie leżała moja walizka. Zciągnęłam z siebie koszulę Axl'a, i włożyłam swoje cichy. Obcisłe skórzane spodnie, koszulkę z logiem Ramones i dżinsową kurtkę. Na swoje nogi naciągnęłam zjechane czerwone trampki. Zarzuciłam torbę na ramię i wyszłam. Przy drzwiach czekała już Czarna. Otworzyła drzwi i znacząco na mnie patrząc wyszła. Pobiegłam za nią. Otworzyła bagażnik auta do którego wrzuciłam swoją walizkę i obie wsiadłyśmy do środka. Pierwsze co usłyszałam w głośnikach to działalność KISS .
-Masz coś innego ?-zaśmiałam się. Ona  szerokim uśmiechem wskazała mi schowek który natychmiast otworzyłam. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to kaseta Van Halen. Szybko wyciągnęłam ją i włożyłam do odtwarzacza.
-Czyli ty też uwielbiasz gitarę Edwarda, co ?-Zaśmiała się.
-Nie sądzisz, że tej gitary nie kochać się nie da ?!
-Też racja. -Wybuchnęłyśmy śmiechem i zaczęłyśmy jednocześnie wspomagać Davida swoimi głosami. Nie minęło 15 min jak w tej atmosferze podjechałyśmy pod niewielki domek. Uśmiechnęłam się i otworzyłam buzię ze zdziwienia.
-Małe mieszkanko, co ? Ten domek jest śliczny!
-Wiem, bo mój.-Rosie wyszczerzyła się do mnie.
-Steve nauczył Cię skromności!-Wyśmiałam ją i powili wysiadłam. Podeszłam do bagażnika i wyciągnęłam swoją torbę. Czarna posłała mi słodki uśmiech i gestem zaprosiła do domu. Gdy weszłam do środka zachwyciłam się. Porządek, ład w całym domu, wszystko ogarnięte. Cała półka winyli i kaset. A na największej ścianie wielkie logo KISS .
-Kurwa, dziewczyno ty naprawdę ich kochasz.-zaśmiałam się wskazując na malowidło na ścianie.
-Mówiłam..-przejęła ode mnie torbę. Gdy wyszłam do przedpokoju zobaczyłam kolejne drzwi.
-Mówiłaś, że masz jeden pokój..
-Jeden do dyspozycji..tu mieszka mój brat.
-Brat? Mogę poznać? I...czy nie wyjebie mnie ?
-No coś ty ! Ma na imię Sebastian..jest od ciebie tylko dwa lata starszy..spokojnie.. .
-Czekaj..czekaj...jak wy macie na nazwisko, hm ?
-No Bierk..-Na te słowa wytrzeszczyłam na nią oczy.
-O kurwa..Twoim bratem jest zajebisty kurwa Sebastian Bach ?!
-Czyli znasz Skid Row?-Zaśmiała się i pokręciła z politowaniem głową. Ja tylko znacząco uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. Zrobiłam z dłoni serduszko na co obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Naprawdę lubiłam ten zespół, a Sebastian miał niesamowity głos. Rosalie szybko zapukała do drzwi owego pokoju.
-Sebastian ! Jesteś?!
-No..-odezwał się doskonale mi znany, gładki, męski głos.
-Mamy gościa! Chodź tu.-Nie musiałyśmy długo czekać jak wysoki blondyn pokazał się w progu. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się. Podał mi zgrabnie rękę.
-Sebastian...Bach..a ty jesteś..
-Nataliee Adler..
-Czyżby siostra naszego Stevenka.?!
-Niestety.-przewróciłam oczami.
-Jakie niestety.?-wtrąciła się Rosie-Kochany z niego chłopak...troskliwy..
-Tak bardzi troskliwy, zwłaszcza gdy się dowiedział, że jestem z Axl'em...
-Jesteś z Axl'em.? -wydarł się Sebek. Ja tylko pokiwałam znacząco głową.-Dziewczyno! Przecież to psychopata!
-No kurwa mać! Ile jeszcze osób mi to powie ?-załamałam się.
-Wszyscy którzy go znają..-odpowiedzieli chórem, a ja przewróciłam oczami. Miałam doś tych ocen Axl'a. Jednak wiedziałam, że mogą mieć rację. Znam Axl'a dzień...jesteśmy już parą..nie wiem o Nim dużo...a powinnam, jednak zdawało mi się, że go kocham..Nie byłam pewna, jednak gdy patrzyłam na oczy Sebastiana..Były piękne..On cały był piękny. Do tego zdawało mi się, że przejął się, tą sprawą z Axl'em..jak każdy..
-Dobrze..pogadam z Nim..zobaczymy..