poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 12

Otrząsnęłam głowę usiłując sobie yy przypomnieć cokolwiek. Nadal gapiłam się na ciemno brązowe włosy Eddiego.
-No co się tak patrzysz? Podobasz mi się i tyle. -Wzruszył ramionami. A gdzie ten szarmancki Edward sprzed paru minut? Co prawda łososiowe alladynki słabo pasowały do jego zachowania.
-Ja..Ja poprostu..Nie wierzę, że moge się podobać..-Nie byłam brzydka. Ale bądź co bądź ładna też nie. Nazwałabym się przeciętną, nieczego nieróżniącą się od innych. A może faceci z L.A lubią przeciętne laski, głupie i naiwne świerzaki takie jak ja?! Może to właśnie ich kręci? Dlaczego ulegam? Dlaczego zadaję tyle pytań? Czy jestem normalna? - Ja pierdole te pytania zaraz rozjebą mi łeb!-krzyknęłam nie zwracając na mojego towarzysza najmniejszej uwagi. Za jakieś dwa dni miałam skończyć 18 lat. Dojść do pełni dojrzałości, a jak narazie...Czuje się tak jakby ta 18-stka miała mnie przeprowadzić w poziom dojrzałej suki, bo przecież narazie jestem tylko pisklaczkiem.
   Złapałam Edka za rękę i odkluczyłam drzwi. Wyprowadziłam go szybko z pokoju i podadziłam pod barem. Wgramoliłam się na scenę i złapałam mikrofon. Zacisnęłam powieki i stuknęłam w niego parę razy upewniając się, że na pewno działa. Złapałam oddech i słowa zaraz wypłynęły z moich ust.
-Uwaga kurwa. Drodzy skurwiele, suki i normalni ludzie. Pargnę w tym momencie poinformować, że to, co łączyło mnie z KIMKOLWIEK , nie ważne czy to był całus czy wyznałam poważną miłość jest automatycznie skończone. Za dwa dni skończe 18 lat. Stane się dojrzała. Wiem, jestem w L.A mieście Seksu, dragów i Rock n Rolla, ale nie chce skończyć jak ta urocza dziwka zajmująca właśnie miejsce na kolanach Slasha.Chce być normalną dziewczyną, znaczy zależy czy tu uchodzi za norme być dziewczyną-Rockersem. Do póki nie dojrzeje również umysłem, zapomnijmy o wszystkim co było przed tem. Pragnę by mój Pudelek, mimo wszystko nie załamywał się. Dam radę. I jeżeli to co do Ciebie czuję to miłość. Wrócę..-Bąknęłam szeptem patrząc na Saula zrzucającego kobietę z kolan i patrzącego w moją stronę z otwartymi ustami. Czasem je oblizywał. Spojrzałam na mikrofon i rzuciłam.-Dziękuje, kurwa.Zeszłam ze sceny i zaraz ruszyłam w stronę wyjścia. Nie zwracałam uwagi na dziwne spojrzenia ludzi. Czy napalonych Rockersów czy mokrych od samego patrzenia na Slash'a dziwek. Tak tak. Właśnie zerwałam z Saulem zajebistym Hudsonem. Facetem o którym marzą..praktycznie wszystkie. Którego mogłam mieć. Ale co to za miłość, kiedy ja nie jestem pewna swoich uczuć? Kiedy nie czuje się dojrzała na tyle, by prowadzić poważny związek. Jednak sama nie wiem, czy nawet Slash jest na to gotowy. Takie nagłe przejście. Najperw od chuj dziwek, a teraz nagle jedna dziewczyna. Zobowiązanie. A z resztą co mnie to obchodzi. Poczekamy,zobaczymy.
    Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i ujrzałam przymulone brązowe oczy gdzie niegdzie zakryte kosmykiem czarnych włosów. Nieprzytomne oczy patrzyły się na mnie i w pewnym momencie zostałam mocno przytulona. Wtuliłam się w ramiona rytmicznego, a mój nos zatopił się w jego włosach wdychając mocny zapach petów którym były przesiąknięte. Momentalnie szepnęłam mu do ucha.
-Masz fajkę?
-Mam coś lepszego. -Odpowiedział podobnym tonem muskając wargami moje ucho. Spojrzałam na niego pytająco. Złapał mnie delikatnie za przedramię i prowadził do domu. Nie miałam pojęcia co mógł mieć na myśli. W sumie, to średnio mnie to zastanawiało.
    Kiedy staneliśmy pod domem, Izzy natychmiast wprowadził mnie do swojego pokoju. Zostawił tam i sam wyszedł. Czekałam na niego cierpliwie oglądając kolekcje zużytych strzykawek, igieł i pustych woreczków. Nagle jego słowa zaczęły krążyć mi po głowie. Czy on chciał mi coś dać?
     Wszedł do pokoju. W jednym ręku trzymał wypełnioną już strzykawkę a w drugiej cienką linę. Podszedł do mnie i odwrócił moją rękę wnętrzem w górę. Na przed ramieniu ciasno związał mi sznurek i zaczął przyglądać się mojemu ręku. Zasiedliśmy wygodnie na podłodze, a on podniósł strzykawekę i uśmiechną się.
-Chcesz tego?-Zapytał przykładając igłę do mojego nadgarstka.
-Tak. Chcę. -Nie chciałam. Nie wiem, czemu się na to godzę. Ten jednak bez wachania wbił igłę w moją żyłe powodując lekkie uszczypnięcie. Pisknęłam cichutko a potem nagle ból minął. Ogarnęła mnie błogość. Niesamowite uczucie. Patrzyłam teraz na świat oczami osoby wolnej. Tak jakby mogła robić teraz wszystko co chcę. Bez konsekwencji. Bo jestem tu tylko ja. I nikt więcej. Jestem sama wśród własnego wyimaginowanego świata. Cieszyłam się jak idiotka. Uśmiech widniał na mojej twarzy. Słyszałam tylko znajomy śmiech Izzy'ego. Ale go nie widziałam..

***

Obudziłam się na podłodze z odrętwiałą ręką. Spojrzałam na nią. Mój nadgarstek był siny. Spojrzałam na kalendarz. COOOO?!
-Sto lat mała.-Usłyszałam głos rytmicznego który kucał obok mnie zaciągając się fajką.-Chyba podałem Ci trochę za dużo. Przespałaś dwa dni.
-O cholera. Reszta wie?!-Usiadłam i spojrzałam na niego lekko karcącym spojrzeniem.
-Nie. Teraz śpią a myślą, że byłaś gdzie indziej. Spoko. -Kiwnęłam głową i spojrzałam na swój nadgarstek. Izzy znów posłał mi swój śliczny uśmiech i ujął moją dłoń. Złapał bandamę która leżała obok i obwiązał nią siną część.
-Już nie widać. Nie domyślą się. Przyniosłem Ci świerze ubrania. Ostatnio coś wiele przesypiasz.-Śmiejąc się podał mi koszulkę z AC/DC i skórzane spodnie. Zaraz wszystko zmieniłam a on zadowolony pokiwał głową.
-Masz gust czarnulku.-Mruknęłam. Gestem podziękował i zaraz opuściłam pokój, tak, by przemknąć przez mieszkanie by nikogo nie obudzić. Udało się.

___________
Narazie tyle. Dziękuje czytającym. Tak że dziewczynie która komentuje pod podpisem "Patryk Criss" serio. Wasze komentarze bardzo pomagają i mobilizują.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 11

*dwa dni później*
Powoli otworzyłam oczy. Kurczowo złapałam się koca pod sobą i rozejrzałam po pokoju. Dwa elektryki...piecyk, jakiś akustyk. O. Nawet dwa akustyki. Szafa. Okno. Czarna kupa loków. Lampa. Wait wait...Czarna kupa loków?
-Dzień dobry śpiąca królewno ty moja.-Usłyszałam jego uroczy głos. Otworzyłam usta usiłując coś powiedzieć jednak nie potrafiłam wydukać słowa. - Ciii kochanie..Już dobrze..dostałaś od Rosaliee. I właśnie ona chciałaby Ci coś powiedzieć. -Ogromny ból skroni. Ból którego nie mogłam powstrzymać. Nawet krzyknąć nie mogłam jednak zobaczyłam jak mój Saulie odchodzi i otwiera drzwi. Do pokoju weszła Rosie. Spojrzałam na nią z lekka z ukosa i po chwili poczułam jej dłoń na swojej. A drugą ręką głaskała moje włosy.
-Kochana. Wybacz mi to błagam. Axl..Podał mi coś. Kompletnie nad sobą nie panowałam..Wczoraj odzyskałam świadomość. Kiedy powiedzieli mi co się stało zaraz tu przybiegłam. Wybacz mi proszę.-Zdawała być się taka skruszona. Wiedziałam do czego zdolny jest Axl. Wiedziałam, że każde słowa przeprosin to prawda. Szybko oparłam się łokciami i usiadłam. Przyciągnęłam ją do siebie i mocno przytuliłam. Zaraz po tym do pokoju weszła Kinga i natychmiast dołączyła się do uścisku.
-Jak ja się cieszę, że wszystko już w porządku.-Mruknęłam.
-My też promyczku.-Odpowiedziały równocześnie i w trójke się zaśmiałyśmy. Slash szybko opuścił pokój a my zwolniłyśmy uścisk.
-Chyba urządziłaś mnie aż tak źle?-Skrzywiłam się.
-Nie. Tylko mały siniaczek przy skroni..ale patrz..-złapała z gumkę moich włosów i rozpuściła je.-I na wardze masz niewielkiego strupka, ale to da rade zakryć szminką.-aw tym momencie Kinga wyjęła ze swojej torebki krwisto czerwoną szminkę i musnęła nią pare razy moje usta.
-No i zajebiście.-Uśmiechnęła się.
-Kinguś...Powiedz szefowi, że ja jednak rezygnuje z pracy.
-Jasne. Skoro tak chcesz.
-Oj chce. W ogóle, która godzina?
-Siedemnasta..Jakoś tak..
-To ojebmy mojego siniaka chodźmy o baru ! - wydarłam się szczęśliwa. Zaraz poczulam na sobie ich wrogie spojrzenia.
-No pojebało?! Obudziłaś się 15 minut temu !
-I chuj ! Nic mnie nie boli ! -Procz skroni która nadal napierdalała jak skurwy syn.
-Skoro tak..To czemu nie..-Złapały mnie za dłonie i podniosły. Po chwili jednak dało rade zobaczyć ich skrzywione miny.
-No ale chyba nie pójdziesz tak ubrana!-Rozaliww z miną jebanego żółwia.
-Nie pójdzie!-Tym razem Kinga która szybko złapała moją koszulkę i zciągneła ją ze mnie.-No nawet nie sądziłam, że będziesz mieć już na sobie czerwony stanik. Ale skoro tak. -Pozostawiając mnie bez koszulki zarzuciła mi na ramiona ramoneske i z szafy wyjęła cholernie krótkie czarne shorty które zaraz na siebie wciągnęłam. Na nogi rozwalające się tramki. Dziewczyny tylko pare razy potargały mi włosy i uśmiechnęły się do siebie.
-No i kto by pomyślał, że  naszej Nate taka laska!-odezwała się rozbawiona Rosie a Kinga tylko parę razy poprawiła mi kurtkę.
-Ej. Kurwa. Mam iść w samym staniku?! Bez koszulki?!
-No pewnie! Tak jest najlepiej. W dodatku Slash oszaaaleje jak Cię zobaczy!
-Ty się lepiej swoim Duffem zajmij a nie tu mnie szykujesz!
-On to sam się ubrać potrafi. Chuj że nigdy nic do niczego nie pasuje ! - i znów całą trójką zaniosłyśmy się śmiechem. Ruszyłyśmy do drzwi pokoju, a na korytarzy czekali już wszyscy prócz Axl'a.
-Trochę podsłuchałem. Powiedziałem chłopaką i jesteśmy gotowi!-Mrukną spod loków mój pudelek i zaraz objął mnie ramieniem. Duff zrobił to samo z Kingą i po chwili ujrzałam jak Rosie idzie objęta przez Stevena. Podobało mi się to, że nareszcie między nimi wszystko było okej. Wszyscy opuściliśmy hellhause i ruszyliśmy do Roxy. W sumie nikt się nie odzywał. Tylko Steven czasem szczęśliwy chichotał. Po ok. 15 minutach zasiadliśmy już w barze przy stoliku. Rosie na kolanach Stevena, Kinga obok Duff'a. Izzy gdzieś w kącie a ja obok Slasha. Kelnerki natychmiast doniosły 4 butelki JD i 4 czystej. Złapałam whisky i natychmiast je otworzyłam. Wygodnie usadowiłam się na moim pudelku i upiłam łyka. Ten szybko wyrwał mi butelke i sam sporo siorbnął. Zaczęłam bez powodu rozglądać się po tłumie i nagle szeroko otworzyłam oczy. Szybko pokelpałam Slasha.
-Ty ! Patrz kto tam stoi! -Upił porządnego łyka i zaraz sam zaczął przeszukiwać tłum.
-Nikogo nie widze.-Nadal wodził wzrokiem po ludziach.
-Przy barze kurwa ! Przy barze !-jego wzrok posłusznie przeniósł się na bar. Spod loków było widać jak otwiera buzie ze zdziwienia.
-O kurwa ! Co robimy?!-Spojrzał na mnie odgarniając sobie kuaki z twarzy a ja czule go cmoknęłam.
-Na scenie jest gibson i mikrofon. Chodź ! -pociągnęłam go za rękę na scene i podałam gitarę. Po chwili z jegi gitary zaczął wybrzmiewać dźwięk znanej wszystkim Runnin' whith the devil. A już napewno paną spod baru. Gdy nadszedł odpowiedni moment weszłam z wokalem. Kiedy dziewczyny zobaczyły o co chodzi szybko wbiegły do nas na scene i ślicznie robiły za chórki. Tak jak się spodziewałam. Cudowni panowie David, Edward, Michael i Alex zaraz zwrócili na nas uwagę i podeszli pod scenę. Kiedy piosenka się skończyła ujrzałam jak Eddie wyciąga do mnie rękę, a David, Michael i Alex zaraz podbiegają do Slasha wypytywac o pare rzeczy.
-Jak Ci na imię?-Uśmiechnął się i usadził obok siebie na brzegu sceny.
-Nataliee. Kurwa nie wierze, że siedze obok Edwarda zajebistego Van Halena.-Wzniosłam ręce w góre a on objął mnie ramieniem.
-No patrz nawet da Ci buziaka.-poczułam jak muska ustami mój policzek i lekko się wzdrygnęłam.
-Moja siostra właśnie by oszalała.-Zaśmiałam się.
-Mój brat już tu szaleje z zazdrości, że to ja podrywam tę rudą piękność.-Wskazał na Alexa który właśnie promieniował go wściekłym spojrzeniem. Posłałam perkusiscie oczko i wróciłam do rozmowy z Eddiem.
-Masz wspaniały głos.
-A ty wspaniale grasz.-Wyszczerzyłam się i spojrzałam mu w oczy.
-Wiem. Słysze to od paru lat non stop, że ludzią sie to nie znudziło.
-Pewnie znudziło. Ale chuj ich tam wie.-Posłałam mu najładniejszy uśmiech na jaki było mnie aktualnie stać. Zaczął delikatnie wodzić dłonią po moim ramieniu i czasem zachaczał o kołnież skóry, tak, jakby usiłował go zsunąć. Ignorowałam to. Byłam tak cholernie szczęśliwa, że robi to właśnie on. Odwróciłam delikatnie głowę i pierwsze co wpadło mi w oczy to jak David bajeruje Rosaliee, Alex Kingę, a Michael zafascynowany pobiera lekcje u Slasha.
-On to sie raczej powinien u Ciebie uczyć.-mruknęłam zerkając nie mam pojęcia czemu na jego spodnie.
-Chciał. Ale jak ja mam go uczyć jak ja nawet nut nie znam!-zaśmiał się i splótł swoją lewą dłoń z moją. Nie powiem. Dobry był w tych sprawach. Mam chłopaka, i ten jeszcze stoi dwa metry dalej, a ja tu sobie wymieniam zalotne spojrzenia z panem Edwardem.
-Jak to nie znasz nut?
-No tak. Szarpe sobie za struny jak popadnie i zapamiętuje.-Uśmiechnął się ukazują cudowne białe zęby i zaczął bawić się moimi palcami. Spojrzałam na niego i przygryzłam dolną wargę.
-Towoja zajebistość wzrosła u mnie z 100% na 280%. -parsknęłam śmiechem, a jego dłoń powoli przeniosła się na moje udo. Nie wiem czemu, ale nie miałam ochoty przerywać. Choć w sumie..chyba wiem..no przecież to kurwa Eddie zajebisty Van Halen. Dobra. Nate. Już się tak nie jaraj. Poczułam jak gładzi moje udo coraz szybciej i czasem zachodząc coraz wyżej. W pewnym momencie wstał. Podał mi dłoń za którą odrazu złapałam i wstałam za nim. Bez jakiego kolwiek słowa zaprowadził mnie do niewielkiego pokoju. Zdaje się podobnego do tego co zajmowali kiedyś Smith'ci i zamknął drzwi zakluczając je tak aby inny koleś z baru(Alex) nie miał zamiary(Alex) się wprosić(Alex.). Na stole stała butelka szampana zanurzona w kostkach lodu. Zaraz ją wyciągnął, zgrabnie otworzył(obeszło się bez wybuchu) i nalał do kieliszków. Jeden z uśmiechem podał mi i delikatnie mnie w niego stuknął.
-No to za ten wieczór. Bo zapowiada się świetnie.-Mruknął i zaraz razem upiliśmy po łyku.
  Siorbaliśmy tak szampana aż do wykończenia zapasu rozmawiając praktycznie cały czas o jego umiejętnościach, kiedy on nagle przesiadł się znów obok mnie i ujął palcami delikatnie mój podbrudek. Przysunął swoją twarz do mojej i złożył na moich ustach najsłodszy pocałunek jaki w życiu otrzymałam. Odsunełam się delikatnie i spojrzałam mu w oczy kiedy on odwrócił głowę i upił kolejnego łyka.
-Nie chce Cię przelecieć. Podobasz mi się. -Zaczął a ja tylko osupiała wgapiałam się w jego ciemne włosy.

***
Takie troszkę dramatyczne zakończenie. Znaczy. Zostawiłam je tak, żebyście mogli obstawiać co będzie dalej. Post znów z dedykacją dla Rosie(jak ty mnie męczysz no xD). Ale tak w sumie to chyba cały ten blog jest jedną wielką dedykacją. Kocham Cię i dziękuję.
Nie mogę zapomnieć również o moim King Kongu, którego też kocham nad życie i który nie potrafi skutecznie rozpisać się co do oceny rozdziału (Też Cię kocham ;* ).
No.
To dziękuje tym, którzy czytają.

środa, 10 lipca 2013

Rozdział 10

-Kotek, kochanie, marchewko!-wyrwał mnie z zamyślenia Saul i cmoknął w policzek. Na ten dotyk uśmiechnęłam się i zatrzepotałam rzęsami. Jakoś po naszej prawej, stali Duff z Kingą. Razem wyglądali wręcz idealnie. Nawet podejście so życia mieli chyba podobne-ćpanie, chlanie i ruchanie. Choć, jestem ciekawa, czy ktoś tu w ogóle tego nie wyznaje. Ja na przykład, i chyba na tym kończy się lista. W każdym razie nie ważne. Po próbie wszyscy,  dosłownie wszyscy, nawet zjarana pani Rosaliee. A Steven wesoło jak nigdy sięgnął po pustą butelkę wina. -Gramy w butelkę.?- Wszyscy przytaknęli i po chwili powiedział:-No dobra. Ale od teraz żaden związek się nie liczy jasne? Nie ma zdrad. To tylko gra.-Znów twierdzące kiwania głową. Położył butelkę na środku czy zakręcił. Wypadło na mnie i Duff'a.
-No to jak Duffy. Prawda czy wyzwanie?-wyszczerzyłam się.
-Prawda.
-No dobra..To...Całowałeś się kiedyś z facetem?
-Eeeeeee...No...Ja...Steven..-Steve w tym momencie zaczął się śmiać. Ja wytrzeszczyłam oczy.
-O kurwa!-Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Duff złapał butelkę i zakręcił. Rosaliee i Steven.
-Co chcesz..-mruknął Popcorn.
-Prawda.
-Pieprzyłaś się z Axl'em?!-Ona tylko przygryzła wargę.
-Trzy orgazmy, półtorej godziny. Najlepszy seks w moim życiu.
-Aha. Fajnie.-Jego twarz wyraźnie posmutniała. Ja tylko w głębi miałam nadzieję, że biedny Steve nie zabije Axl'a na miejscu. Jednak ten dobrze się trzymał. Rosaliee pokreciła butelką i wypadło na mnie i Axl'a. Cudownie.
-No to mała, co bierzemy?
-Chuj. Wyzwanie.
-No to łazienka jest na prawo, 7 minut w niebie z Izzy'm. Tylko chcemy słyszeć!-Westchnęłam i po chwili wstałam, Izzy za mną i oboje poszliśmy do łazienki. Tam jak zwykle bród, kiła i mogiła, ale. Spojrzałam zażenowana na Izzy'ego, on równie na mnie. Po chwili coś mnie oświeciło. Przyciągnęłam go do drzwi łazienki i obydwoje usiedliśmy opierając się o nie bokiem. Ja zaczęłam wydawać z siebie udawane jęki. Rytmiczny zaraz załapał o co chodzi i zaczął uderzać rękoma o uda wydając znaczące dźwięki. Po chwili ja zaczęłam delikatnie drzeć sobie koszulkę i rozpięłam rozporek spodenek. Izzy również i zaraz rozpiął sobie koszulę. Gdy na zegarku ukazało się 7 minut obydwoje na zmianę potargaliśmy sobie włosy i zaraz wyszliśmy do reszty.
-O kurwa! Ostro było!-Z zadowoleniem na twarzy wróciłam na swoje miejsce. Zakręciłam butelką i wypadło na Kingę i Slasha.
-Wyzwanie.-mruknął pudel zerkając na mnie.
-No to..Pokaż nam jak kochasz Nataliee. Zaśpiewaj dla niej!-Westchnął i zaraz odwrócił się w moją stronę. Złapał mnie za obie dłonie i zaczął odśpiewywać mnie jakąś znaną tylko jemu ballade. Patrzył mi w oczy nie przerywając, a moje oczy coraz bardziej się szkliły. Po chwili niewielka łezka spłynęła mi po policzku i cmoknęłam go w usta a potem przytuliłam się.
-Jesteś wspaniały..-kolejny pocałunek złożyłam na jego policzku. Poczułam jego dłoń na swoich pośladkach jednak nie przeszkadzało mi to. Patrzyłam mu w oczy i nie mogłam się od nich oderwać. Czułam, że z każdą sekundą uczucie do niego coraz bardziej wypełnia moje serce. Kurwa. Jestem za słodka. Zdecydowanie za słodka. No ale jak tu nie być przy nim słodką? Po chwili szepnęłam mu do ucha.
-Dzisiaj śpisz ze mną!-przytaknął i zabrał mnie szybko do mojego pokoju. Posadził mnie na łóżku i sam usiadł obok.
-Sebastian tu był. Przyniósł Ci rzeczy.-Pokiwałam głową i przytuliłam go. Twarz zatopiłam w jego włosach i oddychałam miarowo wdychając jego zapach. Po chwili odsunęłam się zrezygnowana i spojrzałam mu w oczy.
-Widziałeś Stevena? Biedny..nie cierpię go, no ale..Rosaliee wbiła mu nóż w plecy. Był taki smutny, przygnębiony, nie mogę na niego patrzeć.-Westchnęłam i ciągnęłam ten dialog właściwie bez celowo, spojrzał na mnie i westchnął. Dotknął czule mojego policzka i przyciągnął moją twarz do swojej, tak, że czułam jego oddech na swoich ustach. Jego druga dłoń wędrowała palcami gdzieś po moim karku wzbudzając we mnie delikatne dreszcze pożądania. Nagle usłyszałam.
-Powiem Ci coś, ale musisz obiecać, że nie wybuchniesz.-Nadal był niezwykle spokojny, a ja posyłałam mu spojrzenia przesiąknięte miłością, pokiwałam głową i zatopiłam dłoń w jego loczkach mierzwiąc je delikatnie i zgarniając z jego twarzy.-Axl jej coś podał. Na pewno.-Po tych słowach wstałam i spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Wyprułam z pokoju i szybko złapałam Axla za koszulkę przygniatając go do ściany.
-Ty skurwielu jebany ty, chuje pedale, pojebusie skurwysynie, tak Ci kurwa ryj przetrące, że żadna dziwka już Ci dupy nie da skurwielu pierdolony !-Zaczęłam napieprzać go pięściami po twarzy, potem po brzuchu. Nikogo prócz nas tu nie było, dlatego nie miałam zamiaru się powstrzymywać, kolejne ciosy zadawałam w policzki, skroń i usta. On zachowywał się jak bezsilny, krew ciekła z jego twarzy i po chwili upadł na zmienię. Spojrzałam na niego i tylko wydarłam się.-Zdychaj kurwo!
    Furia przeze mnie przemawiała, miałam ochotę wbić mu nóż w serce, tak by więcej już nie wstał, wkurwiał mnie, wkurwiał całym sobą. Najpierw ja byłam ofiarą, potem biedna Erin, i teraz Rosaliee. Jakby dobrał się jeszcze do Kingi, nie ręczyła bym za siebie, chociaż już i tak nieźle oberwał.
-Skurwiel jebany...-zadałam kolejny cios w krocze. -Obyś żadnej nie zapłodnił jebańcu!- Odsunęłam się i nagle poczułam jak ktoś łapie moje nadgarstki zaciąga ręce w tył. Axl leżał nie przytomny w kałuży krwi, a ja tylko śmiałam się niczym spełniona psychopatka którą pewnie tak na pawdę byłam. Gdy odwróciłam głowę ujrzałam twarz Rosaliee, a zaraz po tym poczułam ból i ogarnęła mnie ciemność.

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 9

Kolejny krótki..ale no..Myślę, że zadowalający..Obiecuje sie poprawić..ale nie wiem czy w 10'tym..
-------------------------------
Wtulałam się delikatnie powoli w jego klatkę piersiową. Zaczęłam rozumieć, co to jest miłość. Że to co poniekąd czułam do Axl'a to było głupie zauroczenie. Saul on..On zawsze był moim Pudelkiem. Moim i tylko moim. Kiedy poczułam jego słodkie usta na swojej szyi, zamruczałam z zadowolenia i przytuliłam się mocniej.
-Ej..Kochanie..nie duś!-Powiedział cichutko przez śmiech, a ja rozluźniłam uścisk. Uniosłam swoją głowę i spojrzałam mu w oczy.
-Wybacz. -wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się smętnie. Wplótł palce w moje włosy i zaczął nucić coś pod nosem. Zdawało mi się, że właśnie on był facetem idealnym, z którym chce dalej iść, przez życie w tym Mieście Aniołów. Axl to skurwiel, Sebastian męska dziwka, żaden z nich nie dla mnie. Ale Slash..On jest taki delikatny, czuły, zawsze był. Kochany Saulie,  który był w stanie zrobić dla Mnie wszystko, a jeśli można to nawet więcej. Pomagał mi gdy tego potrzebowałam..Bronił. To on był moim bratem. Steven..Steven nigdy taki nie był..nie mówie, że mnie bił, ale najlepszym bratem nie był. Ja..Boże..Po policzku popłynęły mi łezki.:
Patrzyłam na Stevena który bez skrupułów trzymał moją małą Cocerspanielke Suzie za ogon. Szarpał nią na wszystkie strony, aż w końcu wrzucił ją do jeziora. Suz nigdy nie umiała pływać dlatego szybko padłam po tym na ziemię i zaczęłam płakać.
-Nareszcie ten głupi kundel zniknie z naszego domu! -Krzyczał głośno wskazując na rudawego psiaka topiącego się w wodzie.
-Ja..to była moja przyjaciółka!-mówiłam łkając i jąkając się płaczliwie.
-Zamknij się. Masz 11 lat! Znajdź sobie prawdziwą przyjaciółke! Suzie to tylko głupi kundel-Po tych słowch wstałam i szybko pobiegłam do domu Saula. Weszłam tam bez uprzedzenia i w jego pokoju zobaczyłam jak brzdąka coś na gitarze. Szybko poleciałam do niego i wtuliłam się w jego masywną klatkę piersiową. Kiedy zapytał co się dzieje opowiedziałam historię dokładnie, a on znów zaczął mnie pocieszać.
Następnego dnia w prezencie otrzymałam, szczeniaczka o imieniu Saulie, a Steven miał obity ryj. Wspomnienia związane z Pudlem są naprawde wyjątkowe. Łączyła nas jakaś dziwna więź, która nie była tylko więzią rodzeństwa. Nas naprawdę łaczyło coś dużo większego, silniejszego, mocniejszego. Był taki uroczy i pewnie to sprawiało, że to z nim chciałam spędzić resztę życia.
-To jak mała, idziesz ze mną na próbę?-Spojrzał na mnie uroczo i cmoknął w skroń.
-Ale..Ale Steven...i...i Axl..
-Nie bój się. Poradzę sobię z nimi. Nic trudego. Poza tym, Steven to zwykły ćpun, i tak..
-Steven ćpa?!-Spojrzałam na niego jak na pojebanego.
-Zawsze ćpał, nie pamiętasz?-Zaczął głaskać mnie po głowie i kontynuował.-Przecież, wszystkie te sytuacje, w Cleveland, kiedy byłaś mała, to jak krzyczał, robił Ci krzywdę, fizycnie i psychicznie, to wszystko wina, natkotyków. To co się dzije teraz, też.-I w tym momencie moje myśli zaczęły dziki taniec w mojej głowie, wprawiając mnie w migrenę. Poczułam jego rękę na swoim ramieniu i po chwili usłyszałam jego cichy szept.
-Malutka..To jak..Idziemy? Bo się spóźnimy..
-No..No okej..-Wstał pierwszy i podał mi rękę. Ja zaraz za nim i ruszyliśmy trzymając się za dłonie. Praktycznie nie rozmawialiśmy. Slash mnie wesoło prowadził, a ja poddawałam się mu bez wahania. Rozmyślałam o nim..o nas..o przyszłości. Nagle poczułam jak się zatrzymujemy. Zobaczylam sporej wielkości garaż. Szybko z uśmiechem weszłiśmy do środka i zaraz usłyszałam obelgi ze strony wszystkich:
-Uuu..Pudel znalazł sobie laskę..-Izzy.
-Kolejny..jakby kurwa nie mogła sie zdecydować..-mruczał Steven.
-A mi sie podoba! Pasują do sieboe ! Pudel i Marchewka !-odezwał się wesoło Duff i przytulił mocniej do.siebie Kingę. Po chwili drzwi ponownie otworzyły się. Do mieszkania wpadł Rudy obściskujący się z ...zaraz..czy to..Rosalie..O kurwa. Po chwili ta oderwała się od niego i mruknęła..
-Miłej próby kochanie..-posłała mu buziaka i seksownym krokiem opuściła pomieszczenie. Zaraz po tym Steven rzucił się na Axl'a.
-Ty Ruda pało ! Łapy precz od mojej dziewczyny! Łapy kurwa precz! -Szarpał go a Axl tylko zwinnie sie wyrywał.
-Spierdalaj! Sama chciała! Do tego jest naprawde świetna w łóżku.-Steven juz nadstawiał ręke by go uderzyć gdy obok pojawił sie Duff i odciągnął ich.
-Debile! To później! Teraz jest próba! - cała trójka szybko zajęła swoje miejsca, a ja przeniosłam się na wzmacniacz obok Kingi. Uśmiechnęłam się i zaraz wbiłam wzrok w zespół, bo zaczęli już grać. Kiwałam się czasem z dziewczyną w rytm piosenek. Podobało mi się to co grają. Solówki Slasha, były naprawdę świetne, a głos Axl'a, naprawdę ciekawy. Taki..Skrzekliwy..i ...po prostu inny. Intrygował mnie. Jednak moją uwagę jednak przykuwał mulat szarpiący struny z niezwykłym wyczuciem i czułością. Tak, jakby jego gitara była kobietą, trkatował ją czuło i subtelenie, a sam przeżywał potworny orgazm przez jej obecność. Zaśmiałam się na myśl o tym porównaniu i nagle usłyszałam ingtygujący momet w jednej z piosenke piosenki.
'You know were you are?
You're in the jungle baby
You're gone die..'
Ten momet idealnie wykrzyczany przez Axl'a prawdopodobnie określał to, gdzie się znalazłam. Intrygował mnie, naprawde pasował do tego wszystkiego. Tylko ten momet..'You're gonna die.', dawał mi wiele do przemyślenia..