-Sto lat.-Usłyszałam za sobą smutny znany mi głos. Nigdy w sumie w takim tonie. Odwróciłam się i ujżałam Slash'a. Smutnego. Z półdopitym Danielsam.
-Dzięki-mruknęłam i ruszyłam ulicą przed siebie. Just a little patience..yeah! Oj kurwa chciałabym. Trzeba w ogóle ten tekst zapisać Izzy'emu. A chuj. Nie ważne.
-Cześć mała.-Kolejny znajomy głos.
-David? Siema.-Znów niechętnie i skrzywiłam się.
-A co ty taka..
-Nie pytaj.
-No okej.-Poszedł. Taka tam, lekka zlewka. A chuj. Nawet lepiej. Wyjęłam z kieszeni pare banknotów i przeliczyłam. No to zrobie sobie prezent sama kurwa. Od chuj tu sklepów. Kierowałam się w stronę centrum obserwując ludzi gapiących się na mnie. Pierwszy sklep jaki dopadłam to obuwniczy. Z półki zciągnięte glany rozmiar 38, taki sam kowbojki. Oba idealne. Kierunek kasa. Szał zakupów Nataliee. No ale chuj. Ja czasem też muszę. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam do kolejnych sklepów. Skórzany. Tego było mi trzeba. Zaraz wpadłam pomiędzy wieszaki oglądając najpierw spodnie. Piękne. Czarne. Dopasowane. Idealne. Pobiegłam z nimi do przymierzalni. Kiedy już je włożyłam wiedziałam, że muszą być moje. W życiu nie miałam w niczym tak zajebistego tyłka. Kolejny cel-kurtki. Pierwsza w ręce wpadła mi ramoneska. Typowo motocyklowa. Z frędzlami przy rękawach. Przejrzałam się w lustrze i zaraz na twarzy miałam szeroki uśmiech. Cudowna. Kocham ten sklep. Do koszyka obok trafiła jeszcze katana, i torba. Ze wszystkim podeszłam do kasy. Kiedy miałam już zamiar płacić nagle zobaczyłam męską rękę wyciągniętą zza mnie i usłyszałam znajomy głos.
-Ja zapłace za tą panią.-Męzczyzna podał banknoty. Kasjerka wydała resztę i szybko odwróciłam się.
-Axl?!
-Masz urodziny. Najlepszego.-Pocałował mnie w policzek,a ja złapałam torbę z zakupami i wyciągnęłam go ze sklepu. Axl?! To ten sam Axl?! Na prawde?! No chyba nie ! - Wiesz. Chciałem przeprosić. Jestem skurwielem ale nad 90% rzeczy które robię nie panuję. Nie chciałem zranić Ciebie, ani Rosie..Steva tez nie.-wzruszył ramionami i uśmiechnął się. -Dobrze zrobiłaś obijając mi ryj.
-Wiem. Ale dziękuję, rozumiem i wybaczam. -Uśmiechnelam sie krzywo, a on tylko pokiwał głową w geście podzięlowania.
-Może..Hmm..Zapraszam Cię dzisiaj wieczorem do Rainbow..Opijemy troszkę te urodzinki, co? -Posłał mi skromny uśmiecha. No.i gdzie się podział Axl skurwiel? Nie wiem. Ale chyba wole tego.
-No..No okej. To..do zobaczenia.-Kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę centrum. W pewnym momencie zobaczylam na kamienicy ogłoszenie. 'Do wynajecia. M-3. Informacja pod numerem 12.'. Na twarzy znow pojawil mi się uśmiech. Zostawiłam torby pod drzwiami i zapukałam pod wskazany numer. Otowrzyła mi niewysoka, starsza kobieta. Wyglądała na miłą.
-Dzień dobry. Ja w sprawie mieszkania. Kobieta uśmiechnęła się do mnie i gestem zaprosiła do mieszkania. Zrobiłam jak prosiło.
-Siadaj dziecino.-Wskazała na kanapę a ja zajęłam miejsce.-Nazywam się Marie Jones. A..A ty?
-Jestem Nataliee Adler.-Uśmiechnęłam się serdecznie.
-W takim razie Natalee. Zasady są takie. Żadnych imprez po 22:00. Do tej godziny możesz robić co Ci się żywnie podoba. Jak będziesz wracać w nocy też proszę o zachowanie ciszy. I chyba tyle.-Podała mi jeszcze tylko miesięczną cenę za wynajem. Nie powiem, chyba taniej nie znajdę. Natychmiast się zgodziłam. Pani Jones wyciągnęła umowę. Bez wachania ją podpisałam.
-To..Kiedy moge się wprowadzić?-Zapytałam nieśmiało. W odpowiedzi otrzymałam do ręki klucze.
-Nawet teraz. Mieszkanie numer 7.-Kiwnęłam głową dziękując i opuściłam jej mieszkanie zaraz udając się do swojego. Otworzyłam je i ujrzałam, cudne , skromne, przytulne mieszkanko. Z jasnymi ścianami, dwoma pokoikami. W pełni wyposazone. Meble, telewizor, łóżko. Nawet mikrofalówka w kuchni była. Obejrzałam je jeszcze raz, zostawilam tam torby z zakupami, prócz nowej kurtki ktorą włożyłam na siebie i opuściłam swój nowy domek. Nie miałam co tak właściwie robic. Łaziłam w te i we w te tak bez celu, oglądając ulice, parki, ludzi. Właśnie, ludzi. Czy te kobiety naprawde nie mogą zakładać stanika pod ramoneski? No choćby stanika no. Nie ważne. I tak tego nie słyszą. Paru Rockman'ów. Paru nawet czasem kojarzyłam.
-Cześć.-uśłyszałam znajomy głos za sobą i odwróciłam się.
-Cześć. -Przytuliłam na powitania pana Van Halena. Złoże delikatnego buziaka na moim policzku.
-Czy to nie dzisiaj ten wielki dzień?-pokiwałam głową i tym razem otrzymałam niewielki całus w usta.-wszystkiegi najlepszego. A tu..-wyciągnął z kieszenu dwa kartoniki. - bilet i wejściówka za kulisy na nasz koncert za tydzień. -posłał mi ten swój uroczy uśmiech, a ja ponownie go przytuliłam.
-Dziękuje. Cholernie was lubię..przyjde z chęcią. Masz może ochotę się ze mną przejść? -bez słowa objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę parku.
-I jak, nowy etap życia?-Zapytał zerkając na mnie.
-Conajmniej chujowo.
-A to czemu?
-Bo już zaćpałam się do nieprzytomności. Chyba jestem mistrzynią. Izzy podał mi coś, bo chciałam, znaczy..nie chciałam, ale byłam ciekawa.-mruknęłam pod nosem wtulając głowę w jego ramię.
-Tak to bywa..Ciekawisz się, a potem popadasz w nałóg. Wiesz, ciekawość pierwszym stopniem do piekła.-westchnęłam i dalej bez słowa dawałam mu się prowadzić. Lubiłam go, ale nie tak, że dałabym radę z nim być, był przyjacielem. Miło chadzało się z nim tak bez jakiego kolwiek celu.
-O czym tak myślisz? -przerwał mi rozmyślanie.
-Od tym, że lubie z tobą spędzać czas. -Uśmiechnął się i pogładził mi ramię unosząc głowę w górę.
-Masz jakieś plany na wieczór?
-Wiesz, Axl chce opić ze mną urodziny. Chodź ze mną. -zaczęłam bawić jego ciemnymi lokami z chichotem. Odpowiedział mi przytaknięciem i oboje zasiadliśmy na ławce. Rozmawialiśmy chwile o nim, o Davidzie, o zespole, jakie to głupie propozycje od fanek mają i tak dalej.
-Ej! Patrz ! Wiewiórka! -wskazał na rude stworzonko po drugiej stronie chodnika a ja zaśmiałam się.
-Urocza. Też chce taki ogonek.-wybuchnęliśmy śmiechem a zainteresowane stworzonko przyglądało się nam. Spojrzałam na Eddiego, a on w tym czasie podniósł niwielkiego żołędzia z ziemii. Wyciągnął z nim rękę w stronę wiewiórki. Zareagowała odrazu, podczłapała się i wyrwała mu małymi łapkami orzeszka. Odskoczyła na pobliskie drzewo i zaczęła słodko chrupać przekąskę. Spojrzałam na Edka ze słodkim uśmiechem, a on pokręcił głową.
-Przypominała mi Ciebie..
-Tak? Czemu?
-Bo jest ruda, nie ufna, ciekawska i ruda!- Uśmiechnęłam się, a on zaśmiał się. -nie chcę cię poderwać. Jesteś fajną przyjaciółką mała. - Moje policzki sie zaruminily, a on poslal mi tylko swoj uroczy usmiech. Wspanialy facet. Moze to jemu powinnam poswiecic reszte zycia. Choc tak naprawe byl tylko przyjacielem. Uroczym, kochanym,pomocnum, ale przyjacielem, a tak naorawde potrzebowalam tego wlasnie, w tym momencie. Dziwne co nie? A wlasie to bylo mi upotrzebne. Chora rozkoszna pelna milosci przyjazn ktorej nigdy nie mialam. Kurwa, kochalm Eddiego, hyhyhy szybko sie przywiazuje, prawda? A znajac zycie i tak zaraz o sobie zapomnimy. Jak gdyby nigdy nic, od tak, po prostu. Co ja na to poradze? Na tym polegaja moje znajomosci w L.A. Chwila czasu, a potem nagle jebs. Chcialam to utrzymać jak najdłużej, ale to jest Eddie Van Halen. Nigdy nie wiesz, kiedy pojedzie w trase..Itp itd. A mimo tego, robiłam sobie nadzieję. Chciałam, by nasze relecje przetrwały, i to jak najdłóżej. Poczułam jego sprawne palce na swoim ramieniu, gdy usiłował mnie delikatnie objąć. Moja reakcja była szybkim wyrwaniem się i wtuleniem w jego szyję. Pocałował mnie uroczo w czubek głowy i razem z sobą podniósł. Przeniósł dłoń na moje biodro, i tak razem ruszyliśmy do baru, w umówione miejsce z Axl'em. Szliśmy powoli, bez słowa, czasem nucąc coś bez celu pod nosem. Kiedy staliśmy już na przeciw baru, Halen zaśmiał się cicho, złapał mnie za dłoń i wprowadził. Zaraz po przekroczeniu progu moje uszy dopadł jeden wielki okrzyk 'NIESPODZOANKA!' , a na głowe posypała mi się tona confetti. Rozejrzałam się-Axl, Slash, Duff, Izzy, Kinga, Rosaliee, David, Michael, Alex...Nawet Tyler, Perry i reszta Aerosmith, Sebastian, i jeszcze pare nie znanych mi osób. Otworzyłam buzie z wrażenia i zaraz ludzie wciągali mnie w tłum wylewajac ze swoich ust mnóstwo życzeń.
Just a little love, patience and Rock N' Roll
piątek, 9 sierpnia 2013
Rozdział 13
poniedziałek, 22 lipca 2013
Rozdział 12
Otrząsnęłam głowę usiłując sobie yy przypomnieć cokolwiek. Nadal gapiłam się na ciemno brązowe włosy Eddiego.
-No co się tak patrzysz? Podobasz mi się i tyle. -Wzruszył ramionami. A gdzie ten szarmancki Edward sprzed paru minut? Co prawda łososiowe alladynki słabo pasowały do jego zachowania.
-Ja..Ja poprostu..Nie wierzę, że moge się podobać..-Nie byłam brzydka. Ale bądź co bądź ładna też nie. Nazwałabym się przeciętną, nieczego nieróżniącą się od innych. A może faceci z L.A lubią przeciętne laski, głupie i naiwne świerzaki takie jak ja?! Może to właśnie ich kręci? Dlaczego ulegam? Dlaczego zadaję tyle pytań? Czy jestem normalna? - Ja pierdole te pytania zaraz rozjebą mi łeb!-krzyknęłam nie zwracając na mojego towarzysza najmniejszej uwagi. Za jakieś dwa dni miałam skończyć 18 lat. Dojść do pełni dojrzałości, a jak narazie...Czuje się tak jakby ta 18-stka miała mnie przeprowadzić w poziom dojrzałej suki, bo przecież narazie jestem tylko pisklaczkiem.
Złapałam Edka za rękę i odkluczyłam drzwi. Wyprowadziłam go szybko z pokoju i podadziłam pod barem. Wgramoliłam się na scenę i złapałam mikrofon. Zacisnęłam powieki i stuknęłam w niego parę razy upewniając się, że na pewno działa. Złapałam oddech i słowa zaraz wypłynęły z moich ust.
-Uwaga kurwa. Drodzy skurwiele, suki i normalni ludzie. Pargnę w tym momencie poinformować, że to, co łączyło mnie z KIMKOLWIEK , nie ważne czy to był całus czy wyznałam poważną miłość jest automatycznie skończone. Za dwa dni skończe 18 lat. Stane się dojrzała. Wiem, jestem w L.A mieście Seksu, dragów i Rock n Rolla, ale nie chce skończyć jak ta urocza dziwka zajmująca właśnie miejsce na kolanach Slasha.Chce być normalną dziewczyną, znaczy zależy czy tu uchodzi za norme być dziewczyną-Rockersem. Do póki nie dojrzeje również umysłem, zapomnijmy o wszystkim co było przed tem. Pragnę by mój Pudelek, mimo wszystko nie załamywał się. Dam radę. I jeżeli to co do Ciebie czuję to miłość. Wrócę..-Bąknęłam szeptem patrząc na Saula zrzucającego kobietę z kolan i patrzącego w moją stronę z otwartymi ustami. Czasem je oblizywał. Spojrzałam na mikrofon i rzuciłam.-Dziękuje, kurwa.Zeszłam ze sceny i zaraz ruszyłam w stronę wyjścia. Nie zwracałam uwagi na dziwne spojrzenia ludzi. Czy napalonych Rockersów czy mokrych od samego patrzenia na Slash'a dziwek. Tak tak. Właśnie zerwałam z Saulem zajebistym Hudsonem. Facetem o którym marzą..praktycznie wszystkie. Którego mogłam mieć. Ale co to za miłość, kiedy ja nie jestem pewna swoich uczuć? Kiedy nie czuje się dojrzała na tyle, by prowadzić poważny związek. Jednak sama nie wiem, czy nawet Slash jest na to gotowy. Takie nagłe przejście. Najperw od chuj dziwek, a teraz nagle jedna dziewczyna. Zobowiązanie. A z resztą co mnie to obchodzi. Poczekamy,zobaczymy.
Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i ujrzałam przymulone brązowe oczy gdzie niegdzie zakryte kosmykiem czarnych włosów. Nieprzytomne oczy patrzyły się na mnie i w pewnym momencie zostałam mocno przytulona. Wtuliłam się w ramiona rytmicznego, a mój nos zatopił się w jego włosach wdychając mocny zapach petów którym były przesiąknięte. Momentalnie szepnęłam mu do ucha.
-Masz fajkę?
-Mam coś lepszego. -Odpowiedział podobnym tonem muskając wargami moje ucho. Spojrzałam na niego pytająco. Złapał mnie delikatnie za przedramię i prowadził do domu. Nie miałam pojęcia co mógł mieć na myśli. W sumie, to średnio mnie to zastanawiało.
Kiedy staneliśmy pod domem, Izzy natychmiast wprowadził mnie do swojego pokoju. Zostawił tam i sam wyszedł. Czekałam na niego cierpliwie oglądając kolekcje zużytych strzykawek, igieł i pustych woreczków. Nagle jego słowa zaczęły krążyć mi po głowie. Czy on chciał mi coś dać?
Wszedł do pokoju. W jednym ręku trzymał wypełnioną już strzykawkę a w drugiej cienką linę. Podszedł do mnie i odwrócił moją rękę wnętrzem w górę. Na przed ramieniu ciasno związał mi sznurek i zaczął przyglądać się mojemu ręku. Zasiedliśmy wygodnie na podłodze, a on podniósł strzykawekę i uśmiechną się.
-Chcesz tego?-Zapytał przykładając igłę do mojego nadgarstka.
-Tak. Chcę. -Nie chciałam. Nie wiem, czemu się na to godzę. Ten jednak bez wachania wbił igłę w moją żyłe powodując lekkie uszczypnięcie. Pisknęłam cichutko a potem nagle ból minął. Ogarnęła mnie błogość. Niesamowite uczucie. Patrzyłam teraz na świat oczami osoby wolnej. Tak jakby mogła robić teraz wszystko co chcę. Bez konsekwencji. Bo jestem tu tylko ja. I nikt więcej. Jestem sama wśród własnego wyimaginowanego świata. Cieszyłam się jak idiotka. Uśmiech widniał na mojej twarzy. Słyszałam tylko znajomy śmiech Izzy'ego. Ale go nie widziałam..
***
Obudziłam się na podłodze z odrętwiałą ręką. Spojrzałam na nią. Mój nadgarstek był siny. Spojrzałam na kalendarz. COOOO?!
-Sto lat mała.-Usłyszałam głos rytmicznego który kucał obok mnie zaciągając się fajką.-Chyba podałem Ci trochę za dużo. Przespałaś dwa dni.
-O cholera. Reszta wie?!-Usiadłam i spojrzałam na niego lekko karcącym spojrzeniem.
-Nie. Teraz śpią a myślą, że byłaś gdzie indziej. Spoko. -Kiwnęłam głową i spojrzałam na swój nadgarstek. Izzy znów posłał mi swój śliczny uśmiech i ujął moją dłoń. Złapał bandamę która leżała obok i obwiązał nią siną część.
-Już nie widać. Nie domyślą się. Przyniosłem Ci świerze ubrania. Ostatnio coś wiele przesypiasz.-Śmiejąc się podał mi koszulkę z AC/DC i skórzane spodnie. Zaraz wszystko zmieniłam a on zadowolony pokiwał głową.
-Masz gust czarnulku.-Mruknęłam. Gestem podziękował i zaraz opuściłam pokój, tak, by przemknąć przez mieszkanie by nikogo nie obudzić. Udało się.
___________
Narazie tyle. Dziękuje czytającym. Tak że dziewczynie która komentuje pod podpisem "Patryk Criss" serio. Wasze komentarze bardzo pomagają i mobilizują.
sobota, 20 lipca 2013
Rozdział 11
*dwa dni później*
Powoli otworzyłam oczy. Kurczowo złapałam się koca pod sobą i rozejrzałam po pokoju. Dwa elektryki...piecyk, jakiś akustyk. O. Nawet dwa akustyki. Szafa. Okno. Czarna kupa loków. Lampa. Wait wait...Czarna kupa loków?
-Dzień dobry śpiąca królewno ty moja.-Usłyszałam jego uroczy głos. Otworzyłam usta usiłując coś powiedzieć jednak nie potrafiłam wydukać słowa. - Ciii kochanie..Już dobrze..dostałaś od Rosaliee. I właśnie ona chciałaby Ci coś powiedzieć. -Ogromny ból skroni. Ból którego nie mogłam powstrzymać. Nawet krzyknąć nie mogłam jednak zobaczyłam jak mój Saulie odchodzi i otwiera drzwi. Do pokoju weszła Rosie. Spojrzałam na nią z lekka z ukosa i po chwili poczułam jej dłoń na swojej. A drugą ręką głaskała moje włosy.
-Kochana. Wybacz mi to błagam. Axl..Podał mi coś. Kompletnie nad sobą nie panowałam..Wczoraj odzyskałam świadomość. Kiedy powiedzieli mi co się stało zaraz tu przybiegłam. Wybacz mi proszę.-Zdawała być się taka skruszona. Wiedziałam do czego zdolny jest Axl. Wiedziałam, że każde słowa przeprosin to prawda. Szybko oparłam się łokciami i usiadłam. Przyciągnęłam ją do siebie i mocno przytuliłam. Zaraz po tym do pokoju weszła Kinga i natychmiast dołączyła się do uścisku.
-Jak ja się cieszę, że wszystko już w porządku.-Mruknęłam.
-My też promyczku.-Odpowiedziały równocześnie i w trójke się zaśmiałyśmy. Slash szybko opuścił pokój a my zwolniłyśmy uścisk.
-Chyba urządziłaś mnie aż tak źle?-Skrzywiłam się.
-Nie. Tylko mały siniaczek przy skroni..ale patrz..-złapała z gumkę moich włosów i rozpuściła je.-I na wardze masz niewielkiego strupka, ale to da rade zakryć szminką.-aw tym momencie Kinga wyjęła ze swojej torebki krwisto czerwoną szminkę i musnęła nią pare razy moje usta.
-No i zajebiście.-Uśmiechnęła się.
-Kinguś...Powiedz szefowi, że ja jednak rezygnuje z pracy.
-Jasne. Skoro tak chcesz.
-Oj chce. W ogóle, która godzina?
-Siedemnasta..Jakoś tak..
-To ojebmy mojego siniaka chodźmy o baru ! - wydarłam się szczęśliwa. Zaraz poczulam na sobie ich wrogie spojrzenia.
-No pojebało?! Obudziłaś się 15 minut temu !
-I chuj ! Nic mnie nie boli ! -Procz skroni która nadal napierdalała jak skurwy syn.
-Skoro tak..To czemu nie..-Złapały mnie za dłonie i podniosły. Po chwili jednak dało rade zobaczyć ich skrzywione miny.
-No ale chyba nie pójdziesz tak ubrana!-Rozaliww z miną jebanego żółwia.
-Nie pójdzie!-Tym razem Kinga która szybko złapała moją koszulkę i zciągneła ją ze mnie.-No nawet nie sądziłam, że będziesz mieć już na sobie czerwony stanik. Ale skoro tak. -Pozostawiając mnie bez koszulki zarzuciła mi na ramiona ramoneske i z szafy wyjęła cholernie krótkie czarne shorty które zaraz na siebie wciągnęłam. Na nogi rozwalające się tramki. Dziewczyny tylko pare razy potargały mi włosy i uśmiechnęły się do siebie.
-No i kto by pomyślał, że naszej Nate taka laska!-odezwała się rozbawiona Rosie a Kinga tylko parę razy poprawiła mi kurtkę.
-Ej. Kurwa. Mam iść w samym staniku?! Bez koszulki?!
-No pewnie! Tak jest najlepiej. W dodatku Slash oszaaaleje jak Cię zobaczy!
-Ty się lepiej swoim Duffem zajmij a nie tu mnie szykujesz!
-On to sam się ubrać potrafi. Chuj że nigdy nic do niczego nie pasuje ! - i znów całą trójką zaniosłyśmy się śmiechem. Ruszyłyśmy do drzwi pokoju, a na korytarzy czekali już wszyscy prócz Axl'a.
-Trochę podsłuchałem. Powiedziałem chłopaką i jesteśmy gotowi!-Mrukną spod loków mój pudelek i zaraz objął mnie ramieniem. Duff zrobił to samo z Kingą i po chwili ujrzałam jak Rosie idzie objęta przez Stevena. Podobało mi się to, że nareszcie między nimi wszystko było okej. Wszyscy opuściliśmy hellhause i ruszyliśmy do Roxy. W sumie nikt się nie odzywał. Tylko Steven czasem szczęśliwy chichotał. Po ok. 15 minutach zasiadliśmy już w barze przy stoliku. Rosie na kolanach Stevena, Kinga obok Duff'a. Izzy gdzieś w kącie a ja obok Slasha. Kelnerki natychmiast doniosły 4 butelki JD i 4 czystej. Złapałam whisky i natychmiast je otworzyłam. Wygodnie usadowiłam się na moim pudelku i upiłam łyka. Ten szybko wyrwał mi butelke i sam sporo siorbnął. Zaczęłam bez powodu rozglądać się po tłumie i nagle szeroko otworzyłam oczy. Szybko pokelpałam Slasha.
-Ty ! Patrz kto tam stoi! -Upił porządnego łyka i zaraz sam zaczął przeszukiwać tłum.
-Nikogo nie widze.-Nadal wodził wzrokiem po ludziach.
-Przy barze kurwa ! Przy barze !-jego wzrok posłusznie przeniósł się na bar. Spod loków było widać jak otwiera buzie ze zdziwienia.
-O kurwa ! Co robimy?!-Spojrzał na mnie odgarniając sobie kuaki z twarzy a ja czule go cmoknęłam.
-Na scenie jest gibson i mikrofon. Chodź ! -pociągnęłam go za rękę na scene i podałam gitarę. Po chwili z jegi gitary zaczął wybrzmiewać dźwięk znanej wszystkim Runnin' whith the devil. A już napewno paną spod baru. Gdy nadszedł odpowiedni moment weszłam z wokalem. Kiedy dziewczyny zobaczyły o co chodzi szybko wbiegły do nas na scene i ślicznie robiły za chórki. Tak jak się spodziewałam. Cudowni panowie David, Edward, Michael i Alex zaraz zwrócili na nas uwagę i podeszli pod scenę. Kiedy piosenka się skończyła ujrzałam jak Eddie wyciąga do mnie rękę, a David, Michael i Alex zaraz podbiegają do Slasha wypytywac o pare rzeczy.
-Jak Ci na imię?-Uśmiechnął się i usadził obok siebie na brzegu sceny.
-Nataliee. Kurwa nie wierze, że siedze obok Edwarda zajebistego Van Halena.-Wzniosłam ręce w góre a on objął mnie ramieniem.
-No patrz nawet da Ci buziaka.-poczułam jak muska ustami mój policzek i lekko się wzdrygnęłam.
-Moja siostra właśnie by oszalała.-Zaśmiałam się.
-Mój brat już tu szaleje z zazdrości, że to ja podrywam tę rudą piękność.-Wskazał na Alexa który właśnie promieniował go wściekłym spojrzeniem. Posłałam perkusiscie oczko i wróciłam do rozmowy z Eddiem.
-Masz wspaniały głos.
-A ty wspaniale grasz.-Wyszczerzyłam się i spojrzałam mu w oczy.
-Wiem. Słysze to od paru lat non stop, że ludzią sie to nie znudziło.
-Pewnie znudziło. Ale chuj ich tam wie.-Posłałam mu najładniejszy uśmiech na jaki było mnie aktualnie stać. Zaczął delikatnie wodzić dłonią po moim ramieniu i czasem zachaczał o kołnież skóry, tak, jakby usiłował go zsunąć. Ignorowałam to. Byłam tak cholernie szczęśliwa, że robi to właśnie on. Odwróciłam delikatnie głowę i pierwsze co wpadło mi w oczy to jak David bajeruje Rosaliee, Alex Kingę, a Michael zafascynowany pobiera lekcje u Slasha.
-On to sie raczej powinien u Ciebie uczyć.-mruknęłam zerkając nie mam pojęcia czemu na jego spodnie.
-Chciał. Ale jak ja mam go uczyć jak ja nawet nut nie znam!-zaśmiał się i splótł swoją lewą dłoń z moją. Nie powiem. Dobry był w tych sprawach. Mam chłopaka, i ten jeszcze stoi dwa metry dalej, a ja tu sobie wymieniam zalotne spojrzenia z panem Edwardem.
-Jak to nie znasz nut?
-No tak. Szarpe sobie za struny jak popadnie i zapamiętuje.-Uśmiechnął się ukazują cudowne białe zęby i zaczął bawić się moimi palcami. Spojrzałam na niego i przygryzłam dolną wargę.
-Towoja zajebistość wzrosła u mnie z 100% na 280%. -parsknęłam śmiechem, a jego dłoń powoli przeniosła się na moje udo. Nie wiem czemu, ale nie miałam ochoty przerywać. Choć w sumie..chyba wiem..no przecież to kurwa Eddie zajebisty Van Halen. Dobra. Nate. Już się tak nie jaraj. Poczułam jak gładzi moje udo coraz szybciej i czasem zachodząc coraz wyżej. W pewnym momencie wstał. Podał mi dłoń za którą odrazu złapałam i wstałam za nim. Bez jakiego kolwiek słowa zaprowadził mnie do niewielkiego pokoju. Zdaje się podobnego do tego co zajmowali kiedyś Smith'ci i zamknął drzwi zakluczając je tak aby inny koleś z baru(Alex) nie miał zamiary(Alex) się wprosić(Alex.). Na stole stała butelka szampana zanurzona w kostkach lodu. Zaraz ją wyciągnął, zgrabnie otworzył(obeszło się bez wybuchu) i nalał do kieliszków. Jeden z uśmiechem podał mi i delikatnie mnie w niego stuknął.
-No to za ten wieczór. Bo zapowiada się świetnie.-Mruknął i zaraz razem upiliśmy po łyku.
Siorbaliśmy tak szampana aż do wykończenia zapasu rozmawiając praktycznie cały czas o jego umiejętnościach, kiedy on nagle przesiadł się znów obok mnie i ujął palcami delikatnie mój podbrudek. Przysunął swoją twarz do mojej i złożył na moich ustach najsłodszy pocałunek jaki w życiu otrzymałam. Odsunełam się delikatnie i spojrzałam mu w oczy kiedy on odwrócił głowę i upił kolejnego łyka.
-Nie chce Cię przelecieć. Podobasz mi się. -Zaczął a ja tylko osupiała wgapiałam się w jego ciemne włosy.
***
Takie troszkę dramatyczne zakończenie. Znaczy. Zostawiłam je tak, żebyście mogli obstawiać co będzie dalej. Post znów z dedykacją dla Rosie(jak ty mnie męczysz no xD). Ale tak w sumie to chyba cały ten blog jest jedną wielką dedykacją. Kocham Cię i dziękuję.
Nie mogę zapomnieć również o moim King Kongu, którego też kocham nad życie i który nie potrafi skutecznie rozpisać się co do oceny rozdziału (Też Cię kocham ;* ).
No.
To dziękuje tym, którzy czytają.
środa, 10 lipca 2013
Rozdział 10
-No to jak Duffy. Prawda czy wyzwanie?-wyszczerzyłam się.
-Prawda.
-No dobra..To...Całowałeś się kiedyś z facetem?
-Eeeeeee...No...Ja...Steven..-Steve w tym momencie zaczął się śmiać. Ja wytrzeszczyłam oczy.
-O kurwa!-Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Duff złapał butelkę i zakręcił. Rosaliee i Steven.
-Co chcesz..-mruknął Popcorn.
-Prawda.
-Pieprzyłaś się z Axl'em?!-Ona tylko przygryzła wargę.
-Trzy orgazmy, półtorej godziny. Najlepszy seks w moim życiu.
-Aha. Fajnie.-Jego twarz wyraźnie posmutniała. Ja tylko w głębi miałam nadzieję, że biedny Steve nie zabije Axl'a na miejscu. Jednak ten dobrze się trzymał. Rosaliee pokreciła butelką i wypadło na mnie i Axl'a. Cudownie.
-No to mała, co bierzemy?
-Chuj. Wyzwanie.
-No to łazienka jest na prawo, 7 minut w niebie z Izzy'm. Tylko chcemy słyszeć!-Westchnęłam i po chwili wstałam, Izzy za mną i oboje poszliśmy do łazienki. Tam jak zwykle bród, kiła i mogiła, ale. Spojrzałam zażenowana na Izzy'ego, on równie na mnie. Po chwili coś mnie oświeciło. Przyciągnęłam go do drzwi łazienki i obydwoje usiedliśmy opierając się o nie bokiem. Ja zaczęłam wydawać z siebie udawane jęki. Rytmiczny zaraz załapał o co chodzi i zaczął uderzać rękoma o uda wydając znaczące dźwięki. Po chwili ja zaczęłam delikatnie drzeć sobie koszulkę i rozpięłam rozporek spodenek. Izzy również i zaraz rozpiął sobie koszulę. Gdy na zegarku ukazało się 7 minut obydwoje na zmianę potargaliśmy sobie włosy i zaraz wyszliśmy do reszty.
-O kurwa! Ostro było!-Z zadowoleniem na twarzy wróciłam na swoje miejsce. Zakręciłam butelką i wypadło na Kingę i Slasha.
-Wyzwanie.-mruknął pudel zerkając na mnie.
-No to..Pokaż nam jak kochasz Nataliee. Zaśpiewaj dla niej!-Westchnął i zaraz odwrócił się w moją stronę. Złapał mnie za obie dłonie i zaczął odśpiewywać mnie jakąś znaną tylko jemu ballade. Patrzył mi w oczy nie przerywając, a moje oczy coraz bardziej się szkliły. Po chwili niewielka łezka spłynęła mi po policzku i cmoknęłam go w usta a potem przytuliłam się.
-Jesteś wspaniały..-kolejny pocałunek złożyłam na jego policzku. Poczułam jego dłoń na swoich pośladkach jednak nie przeszkadzało mi to. Patrzyłam mu w oczy i nie mogłam się od nich oderwać. Czułam, że z każdą sekundą uczucie do niego coraz bardziej wypełnia moje serce. Kurwa. Jestem za słodka. Zdecydowanie za słodka. No ale jak tu nie być przy nim słodką? Po chwili szepnęłam mu do ucha.
-Dzisiaj śpisz ze mną!-przytaknął i zabrał mnie szybko do mojego pokoju. Posadził mnie na łóżku i sam usiadł obok.
-Sebastian tu był. Przyniósł Ci rzeczy.-Pokiwałam głową i przytuliłam go. Twarz zatopiłam w jego włosach i oddychałam miarowo wdychając jego zapach. Po chwili odsunęłam się zrezygnowana i spojrzałam mu w oczy.
-Widziałeś Stevena? Biedny..nie cierpię go, no ale..Rosaliee wbiła mu nóż w plecy. Był taki smutny, przygnębiony, nie mogę na niego patrzeć.-Westchnęłam i ciągnęłam ten dialog właściwie bez celowo, spojrzał na mnie i westchnął. Dotknął czule mojego policzka i przyciągnął moją twarz do swojej, tak, że czułam jego oddech na swoich ustach. Jego druga dłoń wędrowała palcami gdzieś po moim karku wzbudzając we mnie delikatne dreszcze pożądania. Nagle usłyszałam.
-Powiem Ci coś, ale musisz obiecać, że nie wybuchniesz.-Nadal był niezwykle spokojny, a ja posyłałam mu spojrzenia przesiąknięte miłością, pokiwałam głową i zatopiłam dłoń w jego loczkach mierzwiąc je delikatnie i zgarniając z jego twarzy.-Axl jej coś podał. Na pewno.-Po tych słowach wstałam i spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Wyprułam z pokoju i szybko złapałam Axla za koszulkę przygniatając go do ściany.
-Ty skurwielu jebany ty, chuje pedale, pojebusie skurwysynie, tak Ci kurwa ryj przetrące, że żadna dziwka już Ci dupy nie da skurwielu pierdolony !-Zaczęłam napieprzać go pięściami po twarzy, potem po brzuchu. Nikogo prócz nas tu nie było, dlatego nie miałam zamiaru się powstrzymywać, kolejne ciosy zadawałam w policzki, skroń i usta. On zachowywał się jak bezsilny, krew ciekła z jego twarzy i po chwili upadł na zmienię. Spojrzałam na niego i tylko wydarłam się.-Zdychaj kurwo!
Furia przeze mnie przemawiała, miałam ochotę wbić mu nóż w serce, tak by więcej już nie wstał, wkurwiał mnie, wkurwiał całym sobą. Najpierw ja byłam ofiarą, potem biedna Erin, i teraz Rosaliee. Jakby dobrał się jeszcze do Kingi, nie ręczyła bym za siebie, chociaż już i tak nieźle oberwał.
-Skurwiel jebany...-zadałam kolejny cios w krocze. -Obyś żadnej nie zapłodnił jebańcu!- Odsunęłam się i nagle poczułam jak ktoś łapie moje nadgarstki zaciąga ręce w tył. Axl leżał nie przytomny w kałuży krwi, a ja tylko śmiałam się niczym spełniona psychopatka którą pewnie tak na pawdę byłam. Gdy odwróciłam głowę ujrzałam twarz Rosaliee, a zaraz po tym poczułam ból i ogarnęła mnie ciemność.
wtorek, 9 lipca 2013
Rozdział 9
-------------------------------
Wtulałam się delikatnie powoli w jego klatkę piersiową. Zaczęłam rozumieć, co to jest miłość. Że to co poniekąd czułam do Axl'a to było głupie zauroczenie. Saul on..On zawsze był moim Pudelkiem. Moim i tylko moim. Kiedy poczułam jego słodkie usta na swojej szyi, zamruczałam z zadowolenia i przytuliłam się mocniej.
-Ej..Kochanie..nie duś!-Powiedział cichutko przez śmiech, a ja rozluźniłam uścisk. Uniosłam swoją głowę i spojrzałam mu w oczy.
-Wybacz. -wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się smętnie. Wplótł palce w moje włosy i zaczął nucić coś pod nosem. Zdawało mi się, że właśnie on był facetem idealnym, z którym chce dalej iść, przez życie w tym Mieście Aniołów. Axl to skurwiel, Sebastian męska dziwka, żaden z nich nie dla mnie. Ale Slash..On jest taki delikatny, czuły, zawsze był. Kochany Saulie, który był w stanie zrobić dla Mnie wszystko, a jeśli można to nawet więcej. Pomagał mi gdy tego potrzebowałam..Bronił. To on był moim bratem. Steven..Steven nigdy taki nie był..nie mówie, że mnie bił, ale najlepszym bratem nie był. Ja..Boże..Po policzku popłynęły mi łezki.:
Patrzyłam na Stevena który bez skrupułów trzymał moją małą Cocerspanielke Suzie za ogon. Szarpał nią na wszystkie strony, aż w końcu wrzucił ją do jeziora. Suz nigdy nie umiała pływać dlatego szybko padłam po tym na ziemię i zaczęłam płakać.
-Nareszcie ten głupi kundel zniknie z naszego domu! -Krzyczał głośno wskazując na rudawego psiaka topiącego się w wodzie.
-Ja..to była moja przyjaciółka!-mówiłam łkając i jąkając się płaczliwie.
-Zamknij się. Masz 11 lat! Znajdź sobie prawdziwą przyjaciółke! Suzie to tylko głupi kundel-Po tych słowch wstałam i szybko pobiegłam do domu Saula. Weszłam tam bez uprzedzenia i w jego pokoju zobaczyłam jak brzdąka coś na gitarze. Szybko poleciałam do niego i wtuliłam się w jego masywną klatkę piersiową. Kiedy zapytał co się dzieje opowiedziałam historię dokładnie, a on znów zaczął mnie pocieszać.
Następnego dnia w prezencie otrzymałam, szczeniaczka o imieniu Saulie, a Steven miał obity ryj. Wspomnienia związane z Pudlem są naprawde wyjątkowe. Łączyła nas jakaś dziwna więź, która nie była tylko więzią rodzeństwa. Nas naprawdę łaczyło coś dużo większego, silniejszego, mocniejszego. Był taki uroczy i pewnie to sprawiało, że to z nim chciałam spędzić resztę życia.
-To jak mała, idziesz ze mną na próbę?-Spojrzał na mnie uroczo i cmoknął w skroń.
-Ale..Ale Steven...i...i Axl..
-Nie bój się. Poradzę sobię z nimi. Nic trudego. Poza tym, Steven to zwykły ćpun, i tak..
-Steven ćpa?!-Spojrzałam na niego jak na pojebanego.
-Zawsze ćpał, nie pamiętasz?-Zaczął głaskać mnie po głowie i kontynuował.-Przecież, wszystkie te sytuacje, w Cleveland, kiedy byłaś mała, to jak krzyczał, robił Ci krzywdę, fizycnie i psychicznie, to wszystko wina, natkotyków. To co się dzije teraz, też.-I w tym momencie moje myśli zaczęły dziki taniec w mojej głowie, wprawiając mnie w migrenę. Poczułam jego rękę na swoim ramieniu i po chwili usłyszałam jego cichy szept.
-Malutka..To jak..Idziemy? Bo się spóźnimy..
-No..No okej..-Wstał pierwszy i podał mi rękę. Ja zaraz za nim i ruszyliśmy trzymając się za dłonie. Praktycznie nie rozmawialiśmy. Slash mnie wesoło prowadził, a ja poddawałam się mu bez wahania. Rozmyślałam o nim..o nas..o przyszłości. Nagle poczułam jak się zatrzymujemy. Zobaczylam sporej wielkości garaż. Szybko z uśmiechem weszłiśmy do środka i zaraz usłyszałam obelgi ze strony wszystkich:
-Uuu..Pudel znalazł sobie laskę..-Izzy.
-Kolejny..jakby kurwa nie mogła sie zdecydować..-mruczał Steven.
-A mi sie podoba! Pasują do sieboe ! Pudel i Marchewka !-odezwał się wesoło Duff i przytulił mocniej do.siebie Kingę. Po chwili drzwi ponownie otworzyły się. Do mieszkania wpadł Rudy obściskujący się z ...zaraz..czy to..Rosalie..O kurwa. Po chwili ta oderwała się od niego i mruknęła..
-Miłej próby kochanie..-posłała mu buziaka i seksownym krokiem opuściła pomieszczenie. Zaraz po tym Steven rzucił się na Axl'a.
-Ty Ruda pało ! Łapy precz od mojej dziewczyny! Łapy kurwa precz! -Szarpał go a Axl tylko zwinnie sie wyrywał.
-Spierdalaj! Sama chciała! Do tego jest naprawde świetna w łóżku.-Steven juz nadstawiał ręke by go uderzyć gdy obok pojawił sie Duff i odciągnął ich.
-Debile! To później! Teraz jest próba! - cała trójka szybko zajęła swoje miejsca, a ja przeniosłam się na wzmacniacz obok Kingi. Uśmiechnęłam się i zaraz wbiłam wzrok w zespół, bo zaczęli już grać. Kiwałam się czasem z dziewczyną w rytm piosenek. Podobało mi się to co grają. Solówki Slasha, były naprawdę świetne, a głos Axl'a, naprawdę ciekawy. Taki..Skrzekliwy..i ...po prostu inny. Intrygował mnie. Jednak moją uwagę jednak przykuwał mulat szarpiący struny z niezwykłym wyczuciem i czułością. Tak, jakby jego gitara była kobietą, trkatował ją czuło i subtelenie, a sam przeżywał potworny orgazm przez jej obecność. Zaśmiałam się na myśl o tym porównaniu i nagle usłyszałam ingtygujący momet w jednej z piosenke piosenki.
'You know were you are?
You're in the jungle baby
You're gone die..'
Ten momet idealnie wykrzyczany przez Axl'a prawdopodobnie określał to, gdzie się znalazłam. Intrygował mnie, naprawde pasował do tego wszystkiego. Tylko ten momet..'You're gonna die.', dawał mi wiele do przemyślenia..
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdzial 8
No to. Rozdział krótki bo jebany Blogger zlikwidowal poprzednią wersje. Napisałam go w skrócie i wyszedl beznadziejnie ale trudno..wiadomo o co chodzi..W każdym razie..Miał być dla Rose i Kingi i będzie.. Wy mnie inspirujecie, mobilizujecie i dzięki Wam ten blog sie rozwija. Dziękuje, Kocham Was..
-----------------------------------
Obudziłam się rano przygnieciona ręką Stradlina. Zaśmiałam się i delikatnie ją zdjęłam. Powoli wstałam i szybko poczułam jak żełądek mnie uciska z głodu dlatego ruszyłam do kuchni. Gdy otworzyła od niej drzwi, przy blacie zobaczułam wysoką brunetkę, o idealnej figurze. O ile się nie mylę, robiła..kanapki? Nareszcie ktoś mnie wyręcza. Kiedy się odwróciła ujrzała duże piwne(XD) oczy, oraz pełne malinowe usta, które wygieły się w uśmiech.
-Cześć. Ehm..Jestem Kinga..Dziewczyna Duff'a. Zgaduje, że jeszcze o mnie nie słyszałaś.
-Nie mylisz się. Ale wydajesz się miła i w ogóle..Czy to zapach świerzej wędliny.?-Usłyszałam jej cichy śmiech
-Tak..Byłam na zakupach. -Wytrzeszczyłam na nią oczy.
-Dziewczyno błagam zostań z nami! - zaśmiałam się, a ona podała mi kanapkę za której jedzenia zaraz sie wzięłam.-A tak w ogóle..Natalia jestem.
-Słyszałam. Duff mówił, że nie jestem tu jedyną kobietą. Siostra Stevena, prawda.?
-Niestety..Nie ważne. Jesteś z tąd.?
-Tak. Znaczy...nie do końca..ale mieszkam tu praktycznie od dziecka..także uznajmy że tak..Pracuje jako striptizerka w Whisky a Go Go..Tam się poznaliśmy z Żyrafą miesiąc temu.
-Hm..Miło. -Gdy skończyłam jeść kanapkę oblizałam usta.-Pyszna.
-Kanapka jak kanapka.-Wzruszyła ramionami.
-Ale ja pierwszy raz od dawna jem, świeżą, kanapkę.-Po tych słowach Kinga wybuchnęła śmiechem.
Sebastian:
-Coś ty ze sobą zrobiła!?-szarpałem ją gdy oboje byliśmy już w mieszkaniu.
-Nic !
-Suko! Masz zamiar ćpać, bo jakiś jebany skurwiel, który traktuje swoją siostre jak śmieć Cię zostawił.?!-Wrzeszczałem do niej mocniej zaciskając dłoń na jej nadgarstku.
-Moja sprawa!-wyrywała się coraz mocniej.
-Jesteś moją kurwa siostrą! Martwie sie!
-Jaaasne. Jesteś taki jak Steven!-wykrzyczala mi w twarz. Na te słowa puściłem jej nadgarstek. Szybko opuściła mieszkanie trzaskając drzwiami a ja tak właściwie, nie wiedziałem, co powinienem. Czy ona powiedziala bo tak myślała, czy to emocje i alkochol. Nie wiem. A może to była prawda? Prawda w którą tylko ja nie mogę uwierzyć. A pieprzyć to. Podszedłem do szafki i wyjąłem z niej puszkę piwa. Szybko ją otworzyłem i upiłem pożądnego łyka.
Natalia:
Stałam tak w kuchni z Kingą już dość sporo czasu oczekując zejścia reszty. Dogadywałyśmy się bez skazy i jakich kolwiek kłutni. Była tylko rok odemnie starsza. Zaproponowała mi załatwienie pracy, jako kelnerka w Whisky na co szybko przystałam. Nie musiałyśmy czekać bo i tak nie było wiadomo, kiedy reszta się zbudzi. Kinga złapała mnie za rękę i pociągnęła do drzwi. Zalożyłam swoją ramoneske oraz kowbojki i obie ruszyłyśmy w stronę baru gadając o wszystkim i o niczym, smiejąc się tak naprawdę z głupot i trzymając się pod rękę. Po chwili odezwała się już poważnym głosem.
-E...Idziesz dzisiaj ze mną na próbe chłopaków?
-No ja..ja nie wiem..nie wiem czy to dobry..pomysł..
-Ale czemu?
-Bo Axl..i Steven..i w ogóle...boje się...wiesz..
-Ej..mała..nie pozwolę im na to..nigdy, ani ja..ani Duff...i Izzy...i Slash...-Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się..
-no okej..-Nie wiele minęło jak znalazłyśmy się pod barem. Weszłyśmy do środka, a Kinga podbiegła od razu do barmana. Ten szybko do mnie podszedł i obejrzał dokładnie. Zaprosił gestem do stolika i zmierzył mnie spojrzeniem ponownie.
-To jak..ty chcesz na stanowisko barmanki?
-Tak..-odpowiedziałam niepewnie ignorując jego spojrzenia na swoich piersiach.
-W takim razie, nie ma sprawy, ale osobiście sądzę, iż nadajesz się na kogoś inn..-przerwałam mu.
-Chcę być barmanką..
-Jak chcesz..No to dzisiaj piątek...zaczynasz w poniedziałek...i pracujesz w poniedziałki, środy i soboty, jasne?
-Jak słońce!-Uśmiechnęłam sie i szybko pobiegłam do Kingi i przytuliłam ją.-Dzięki !-Usiadłam na krześle i po chwili zobaczyłam przed sobą szklankę soku pomarańczowego. Podziękowałam jej gestem i zaraz upiłam łyka..-Jesteś z Polski, prawda?
-Eeee...no tak..skąd widziałaś?
-Miałam przyjaciółkę w Cleveland, właśnie z twoim imieniem...skojarzyło mi się..-Pokiwała głową i zerknęła na zegarek.
-Słuchaj, ja muszę lecieć, do zobaczenia na próbie.-Cmoknęła mnie w policzek i wybiegła z baru, a ja zaraz za nią. Spacerowałam bez celu przytupując czasem do piosenki którą nuciłam pod nosem. Po chwili zatrzymałam się przy pobliskim parku. Usiadłam beztrosko na trawę opierając się plecami o drzewo. Zaczęłam rozmyślać o wszystkim co tak naprawdę się działo. Mruczałam cichutko coś pod nosem i zamknęłam oczy. Nagle poczułam czyjeś usta na swoim policzku i odwrocilam głowe. Zobaczyłam czerń. Tylko czerń.
-Slash..Co tu robisz..?
-Wracałem do domu..Zobaczyłem Cię..i postanowiłem potowarzyszyć.
-Dom jest w drugą stronę..
-No kurwa..Pogadać chciałem no..
-Dobra..mów..
-No bo..-wstchnął i nabrał powietrza. Ogarnął swoje loki i spojrzał mi w oczy.-...chciałem powiedzoec Ci to w domu..Ale ta tleniona kurwa mi przerwała. Bo..Ja Cię chyba kocham..Znaczy, nie chyba. Na pewno. Od dziecka. Kiedy byłaś małą dziewczynką już widziałem w Tobie cudowną kobietę, a teraz...teraz już tą kobietą jesteś i kiedy wróciłaś, wiedziałam, że jesteś idealna, że musisz być moja. Zawsze chciałem Ci pomóc..Zawsze..Jesteś dla mnie wszystkim. Nie po prostu siostrą, kimś dużo, dużo ważniejszym..-przysunął twarz do mojej i bardzo delikatnie mnie pocałował, tak jakby bał się, że pod tego wpływem zniknę. Nie miałam serca by się odsunąć. Naprawdę podobał mi się. Może to właśnie jego potrzebowałam, może to on jest tym właściwym, idealnym. Odsunął delikatnie usta od moich i styknął nasze czoła, a ja wyszeptałam.
-Kocham Cię Pudelku..
-Ja Ciebie też, Marcheweczko..
niedziela, 9 czerwca 2013
Rozdział 7 cz. 2
-To tylko seks..nic więcej..zero związku, zero zobowiązań..-mówi wgapiając się w moje oczy, a ja nie potrafiłam spojrzenia nie odwzajemnić.
-Tylko seks..zrozumiałam Mr. Bach.-Uniosłam kącik ust ku górze i szybko poczułam jego usta na swoich. Całował mnie zachłannie i namiętnie, tak jakby usiłował zmiażdżyć swoimi wargami moje. Zaraz po tym poczułam jego język we wnętrzu swoich ust, zmuszający mój o uprawiania dzikiego tańca w ich wnętrzu. Jego ręce znalazły się na moich piersiach i po chwili poczułam jęk nie zadowolenia. Wsadził dłonie pod moją koszulkę i szybko pozbawił mnie stanika nie odkrywając moich piersi całkowicie. Złapał je i zaczął bawić się nimi doprowadzając mnie do szaleństwa swoim dotykiem. Jęczała co chwilę głośno zajmując się tylko tym, co on robi. Jednak po chwili otworzyłam oczy i oderwałam swoje usta, zmierzyłam.go wzrokiem i szybko zciągnęłam jego koszulkę nie czekając na pozwolenie. Zaczęłam masować dłońmi jego klatkę piersiową, potem całowałam ją czasem wpijając w nią zęby i przygryzając. Każdy skrawek jego obecnie nagiego ciała był dopadany przez moje usta. Złapał mnie w tali i nagle pozbawił koszulki i mnie. Całował mój dekolt wydając z siebie ciche pomruki. Doszedł no moich piersi które zaczął gryźć i ssać, a ja obecnie byłam bez silna. Liczył się tylko on, ro co robi, to, że jest. Nie ukrywam iż robię to pierwszy raz. Powinnam to zapamiętać i być pewna swoich ruchów. Te myśli przerwały mi jego chłodne dłonie włożone w moje spodnie. Podniósł mnie i położył delikatnie na podłodze łazienki.Rozchylił delikatnie moje nogi i zaczął rozpinać mi spodnie. Które potem szybko ze mnie zsunął. Zaraz po nich i moje majtki walały się gdzieś po łazience. Nachylił się całując mój brzuch. Jego ręka zaraz znalazła się na mojej kobiecości. Byłam na tyle wilgotna, że mógł gładko się w niej poruszać. Pieścił ją wydobywając ze mnie coraz głośniejsze jęczy z czasem przeobrażające się w krzyk podniecenia. Podczas tych pieszczot zaczęłam dobierać i do jego spodni. Szarpałam je usiłując je rozpiąć. Po chwili pomógł mi a ja szybko wywróciłam go na plecy siadając okrakiem na jego brzuchu. Zeszłam i zsunęłam z niego spodnie, a potem zębami bokserki. Nie chciałam bawić się w dziwkę, dlatego wróciłam do jego ust, nie minęło wiele czasu kiedy to ja znów byłam na dole. Rozchylił mi nogi, a moje stopy położył na swoich ramionach i gwałtownie i mocno we mnie wszedł. Wydałam z siebie krzyk cholernego bólu, który za chwile zmienił się w piski podniecenia. Zaczął poruszać się szybko i mocno, a ja piszczałam coraz głośniej.
-Tak kochanie..-Szeptał podniecając mnie jeszcze bardziej. Nie wiele minęło i obydwoje doszliśmy w tym samym momencie. Szybko ze mnie wyszedł i spojrzał na mnie z seksownym uśmiechem. Szybko wciągnął na siebie bokserki, a na mnie majtki. Wstałam i cmoknęłam go w policzek i szepnęłam do ucha.-Najwspanialszy pierwszy raz..-pocałował mnie ostatni raz i pomógł ubrać do końca, podobnie mu się odwdzięczyłam. Oboje podeszliśmy do lustra poprawiając się końcowo i opuściliśmy łazienkę. Sebastian zamiast prowadzić mnie do stolika, zaprowadził do wyjścia.
-Odstawie Cię do Hellhause..-Ja szybko przecząco pokręciłam głową.-Kochanie, tylko tam jesteś bezpieczna przed Axl'em..-I po tych słowach zgodziłam się. Miał rację, zobaczę jak czuje się Izzy, zostanę u niego, pogadamy. Może coś wyciągnę. Nie ważne. Zdaje sobie sprawę, ze zachowałam się właśnie jak suka..ale jestem z tego tak kurewsko dumna. Przeżyłam swój pierwszy raz kurewsko przyjemnie z zajebistym facetem i wszystko jest kurwa dobrze. Za chwile byliśmy pod garażem. Popatrzyłam na Sebastiana i nachyliłam się by pocałować jego policzek, a ten z delikatnym uśmiechem przekręcił głowę, tak, że nasze usta się ztyknęły. Przycisnął mnie do siebie i złapał za tyłek nadal całując.
-Co to kurwa?-Usłyszałam znajomy mi damski głos i szybko odsunęłam się od chłopaka.-Natalia?! Sebastian?! Czy wy sobie kurwa ze mnie żartujecie?! Co to kurwa jest?-Wściekła Rosalie posyłała nam mordercze spojrzenia. Nie wydawała się trzeźwa. Tylko jeszcze nie wiem pod jakim względem. Może ćpała..Może piła..Nie potrafiłam tego określić
-To. Był. Pocaaałunneeekk.-Mówił Sebastian akcentując każde słowo.
-Tyle kurwa widziałam! Ale...A pierdolcie się obydwoje..-Weszła do mieszkania, a po chwili znow wyszła jednak z butelką Jacka Danielsa w ręku. Spojrzałam na blondyna wyczekująco, a on pocałował mnie w policzek i zaraz pobiegł za dziewczyną. Dobrze zrobił. O to mi właśnie chodziło. Po tym ja weszłam do HellHouse i zaraz zobaczyłam Slash'a. Ze smutną miną na twarzy, a tak w sumie..to miał smutno spuszczona głowę..twarzy i tak nie widziałam.
SLASH:
Czy to co powiedziała mi Rosie to prawda? Czy ona naprawdę jest z Sebastianem. Kochałem tą dziewczynę. Od zawsze. Nawet gdy była tą małą 10-letnią Natalię w różowej sukience w kwiatki, rudych loczkach z misiem. Zawsze troszczyłem się o nią dużo bardziej niż Steven. Tak na prawde ja ją broniłem..a Popcorn..Zachowywał się jak chuj..Nigdy nie zapomnę..Jak...Serce mi w tedy pękło:
-Maleńka..co się stało?-pogłaskałem jej głowę poprawiając niesforne rude loczki które wywijały się na wszystkie strony.
-Steven..On..popsuł mi latawiec. Ja go robiła cztery godziny. A on go podarł, zdeptał i powiedział, że mnie nie kocha, że jestem najgorszą siostrą.-Szybko ją przytuliłem i zaczółem głaskać jej plecki. Szpetałem uspokajające słówka do jej uszka i po chwili wziąłem ją na ręce. Wyprowadzilem przes dom i moim oczą zaraz ukazał się różowy uroczy latawiec zawieszony na drzewie. Był w strzępach. Zciągnąłem go i położyłem na ziemii.
-Nate. Zrobimy razem nowy, łaniejszy, dobrze.?-pokiwała smutno główką i szepnęła cichutko.
-Kocham Cię pudelku.
-Ja Ciebie też, marcheweczko.
Miałem tylko 17 lat, a kochałem tego dzieciaka. Już w tedy wiedziałem, że wyrośnie z niej kobieta idealna. I nie myliłem się.
Natalia:
Spojrzałam na Pudla, kochała mówić tak na niego jako dziewczynka. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Cmoknęłam w policzek.
-Ej. Co się dzieje? -spojrzałam na niego uroczo.
-Nic..Znaczy..Czy ty jesteś..z..z Sebastianem?-zapytał unosząc głowę i odgarniając swoje loki na boki.
-Nie..To tylko buziak...
-Bo wiesz..Ja muszę Ci coś..powiedzieć..Bo ja chyba..
-Natalia ! Szybko ! Izzy ! -przerwał mu głos Duff'a a kiedy to usłyszałam szybko wbiegłam do
innego pomieszczenia.
Slash:
-bo ja..Chyba Cię kocham..-powiedziałem jednak jej już nie było. Zostawiła mnie samego w tym jebanym 'salonie'. Znów zakryłem twarz włosami, a po policzkach spłyneły mi łzy. Położyłem się na kanapie i mimo pory, zasnąłem.
Nataliee:
Była jakaś 22:00. Duff i Ja sterczeliśmy nad Izzym, który bezkresnie gapił się na nas jak na dwoje debili.
-I na chuj tu stoicie.
-Ładne masz oczy popatrzeć chcieliśmy.-Wybąknął Duff, a ja tylko parsknęłam śmiechem.-Idę do baru. Natalia z tobą zostanie i masz więcej chuju nie ćpać. Jutro próba.
-Taaaa.-Po tych słowach Duff opuścił pokój. Izzy ułożył się na podłodze, a ja na łóżku. Rozmawialiśmy chwile i wszystkim i o niczym i zaraz po tym odpłynęliśmy.