sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 11

*dwa dni później*
Powoli otworzyłam oczy. Kurczowo złapałam się koca pod sobą i rozejrzałam po pokoju. Dwa elektryki...piecyk, jakiś akustyk. O. Nawet dwa akustyki. Szafa. Okno. Czarna kupa loków. Lampa. Wait wait...Czarna kupa loków?
-Dzień dobry śpiąca królewno ty moja.-Usłyszałam jego uroczy głos. Otworzyłam usta usiłując coś powiedzieć jednak nie potrafiłam wydukać słowa. - Ciii kochanie..Już dobrze..dostałaś od Rosaliee. I właśnie ona chciałaby Ci coś powiedzieć. -Ogromny ból skroni. Ból którego nie mogłam powstrzymać. Nawet krzyknąć nie mogłam jednak zobaczyłam jak mój Saulie odchodzi i otwiera drzwi. Do pokoju weszła Rosie. Spojrzałam na nią z lekka z ukosa i po chwili poczułam jej dłoń na swojej. A drugą ręką głaskała moje włosy.
-Kochana. Wybacz mi to błagam. Axl..Podał mi coś. Kompletnie nad sobą nie panowałam..Wczoraj odzyskałam świadomość. Kiedy powiedzieli mi co się stało zaraz tu przybiegłam. Wybacz mi proszę.-Zdawała być się taka skruszona. Wiedziałam do czego zdolny jest Axl. Wiedziałam, że każde słowa przeprosin to prawda. Szybko oparłam się łokciami i usiadłam. Przyciągnęłam ją do siebie i mocno przytuliłam. Zaraz po tym do pokoju weszła Kinga i natychmiast dołączyła się do uścisku.
-Jak ja się cieszę, że wszystko już w porządku.-Mruknęłam.
-My też promyczku.-Odpowiedziały równocześnie i w trójke się zaśmiałyśmy. Slash szybko opuścił pokój a my zwolniłyśmy uścisk.
-Chyba urządziłaś mnie aż tak źle?-Skrzywiłam się.
-Nie. Tylko mały siniaczek przy skroni..ale patrz..-złapała z gumkę moich włosów i rozpuściła je.-I na wardze masz niewielkiego strupka, ale to da rade zakryć szminką.-aw tym momencie Kinga wyjęła ze swojej torebki krwisto czerwoną szminkę i musnęła nią pare razy moje usta.
-No i zajebiście.-Uśmiechnęła się.
-Kinguś...Powiedz szefowi, że ja jednak rezygnuje z pracy.
-Jasne. Skoro tak chcesz.
-Oj chce. W ogóle, która godzina?
-Siedemnasta..Jakoś tak..
-To ojebmy mojego siniaka chodźmy o baru ! - wydarłam się szczęśliwa. Zaraz poczulam na sobie ich wrogie spojrzenia.
-No pojebało?! Obudziłaś się 15 minut temu !
-I chuj ! Nic mnie nie boli ! -Procz skroni która nadal napierdalała jak skurwy syn.
-Skoro tak..To czemu nie..-Złapały mnie za dłonie i podniosły. Po chwili jednak dało rade zobaczyć ich skrzywione miny.
-No ale chyba nie pójdziesz tak ubrana!-Rozaliww z miną jebanego żółwia.
-Nie pójdzie!-Tym razem Kinga która szybko złapała moją koszulkę i zciągneła ją ze mnie.-No nawet nie sądziłam, że będziesz mieć już na sobie czerwony stanik. Ale skoro tak. -Pozostawiając mnie bez koszulki zarzuciła mi na ramiona ramoneske i z szafy wyjęła cholernie krótkie czarne shorty które zaraz na siebie wciągnęłam. Na nogi rozwalające się tramki. Dziewczyny tylko pare razy potargały mi włosy i uśmiechnęły się do siebie.
-No i kto by pomyślał, że  naszej Nate taka laska!-odezwała się rozbawiona Rosie a Kinga tylko parę razy poprawiła mi kurtkę.
-Ej. Kurwa. Mam iść w samym staniku?! Bez koszulki?!
-No pewnie! Tak jest najlepiej. W dodatku Slash oszaaaleje jak Cię zobaczy!
-Ty się lepiej swoim Duffem zajmij a nie tu mnie szykujesz!
-On to sam się ubrać potrafi. Chuj że nigdy nic do niczego nie pasuje ! - i znów całą trójką zaniosłyśmy się śmiechem. Ruszyłyśmy do drzwi pokoju, a na korytarzy czekali już wszyscy prócz Axl'a.
-Trochę podsłuchałem. Powiedziałem chłopaką i jesteśmy gotowi!-Mrukną spod loków mój pudelek i zaraz objął mnie ramieniem. Duff zrobił to samo z Kingą i po chwili ujrzałam jak Rosie idzie objęta przez Stevena. Podobało mi się to, że nareszcie między nimi wszystko było okej. Wszyscy opuściliśmy hellhause i ruszyliśmy do Roxy. W sumie nikt się nie odzywał. Tylko Steven czasem szczęśliwy chichotał. Po ok. 15 minutach zasiadliśmy już w barze przy stoliku. Rosie na kolanach Stevena, Kinga obok Duff'a. Izzy gdzieś w kącie a ja obok Slasha. Kelnerki natychmiast doniosły 4 butelki JD i 4 czystej. Złapałam whisky i natychmiast je otworzyłam. Wygodnie usadowiłam się na moim pudelku i upiłam łyka. Ten szybko wyrwał mi butelke i sam sporo siorbnął. Zaczęłam bez powodu rozglądać się po tłumie i nagle szeroko otworzyłam oczy. Szybko pokelpałam Slasha.
-Ty ! Patrz kto tam stoi! -Upił porządnego łyka i zaraz sam zaczął przeszukiwać tłum.
-Nikogo nie widze.-Nadal wodził wzrokiem po ludziach.
-Przy barze kurwa ! Przy barze !-jego wzrok posłusznie przeniósł się na bar. Spod loków było widać jak otwiera buzie ze zdziwienia.
-O kurwa ! Co robimy?!-Spojrzał na mnie odgarniając sobie kuaki z twarzy a ja czule go cmoknęłam.
-Na scenie jest gibson i mikrofon. Chodź ! -pociągnęłam go za rękę na scene i podałam gitarę. Po chwili z jegi gitary zaczął wybrzmiewać dźwięk znanej wszystkim Runnin' whith the devil. A już napewno paną spod baru. Gdy nadszedł odpowiedni moment weszłam z wokalem. Kiedy dziewczyny zobaczyły o co chodzi szybko wbiegły do nas na scene i ślicznie robiły za chórki. Tak jak się spodziewałam. Cudowni panowie David, Edward, Michael i Alex zaraz zwrócili na nas uwagę i podeszli pod scenę. Kiedy piosenka się skończyła ujrzałam jak Eddie wyciąga do mnie rękę, a David, Michael i Alex zaraz podbiegają do Slasha wypytywac o pare rzeczy.
-Jak Ci na imię?-Uśmiechnął się i usadził obok siebie na brzegu sceny.
-Nataliee. Kurwa nie wierze, że siedze obok Edwarda zajebistego Van Halena.-Wzniosłam ręce w góre a on objął mnie ramieniem.
-No patrz nawet da Ci buziaka.-poczułam jak muska ustami mój policzek i lekko się wzdrygnęłam.
-Moja siostra właśnie by oszalała.-Zaśmiałam się.
-Mój brat już tu szaleje z zazdrości, że to ja podrywam tę rudą piękność.-Wskazał na Alexa który właśnie promieniował go wściekłym spojrzeniem. Posłałam perkusiscie oczko i wróciłam do rozmowy z Eddiem.
-Masz wspaniały głos.
-A ty wspaniale grasz.-Wyszczerzyłam się i spojrzałam mu w oczy.
-Wiem. Słysze to od paru lat non stop, że ludzią sie to nie znudziło.
-Pewnie znudziło. Ale chuj ich tam wie.-Posłałam mu najładniejszy uśmiech na jaki było mnie aktualnie stać. Zaczął delikatnie wodzić dłonią po moim ramieniu i czasem zachaczał o kołnież skóry, tak, jakby usiłował go zsunąć. Ignorowałam to. Byłam tak cholernie szczęśliwa, że robi to właśnie on. Odwróciłam delikatnie głowę i pierwsze co wpadło mi w oczy to jak David bajeruje Rosaliee, Alex Kingę, a Michael zafascynowany pobiera lekcje u Slasha.
-On to sie raczej powinien u Ciebie uczyć.-mruknęłam zerkając nie mam pojęcia czemu na jego spodnie.
-Chciał. Ale jak ja mam go uczyć jak ja nawet nut nie znam!-zaśmiał się i splótł swoją lewą dłoń z moją. Nie powiem. Dobry był w tych sprawach. Mam chłopaka, i ten jeszcze stoi dwa metry dalej, a ja tu sobie wymieniam zalotne spojrzenia z panem Edwardem.
-Jak to nie znasz nut?
-No tak. Szarpe sobie za struny jak popadnie i zapamiętuje.-Uśmiechnął się ukazują cudowne białe zęby i zaczął bawić się moimi palcami. Spojrzałam na niego i przygryzłam dolną wargę.
-Towoja zajebistość wzrosła u mnie z 100% na 280%. -parsknęłam śmiechem, a jego dłoń powoli przeniosła się na moje udo. Nie wiem czemu, ale nie miałam ochoty przerywać. Choć w sumie..chyba wiem..no przecież to kurwa Eddie zajebisty Van Halen. Dobra. Nate. Już się tak nie jaraj. Poczułam jak gładzi moje udo coraz szybciej i czasem zachodząc coraz wyżej. W pewnym momencie wstał. Podał mi dłoń za którą odrazu złapałam i wstałam za nim. Bez jakiego kolwiek słowa zaprowadził mnie do niewielkiego pokoju. Zdaje się podobnego do tego co zajmowali kiedyś Smith'ci i zamknął drzwi zakluczając je tak aby inny koleś z baru(Alex) nie miał zamiary(Alex) się wprosić(Alex.). Na stole stała butelka szampana zanurzona w kostkach lodu. Zaraz ją wyciągnął, zgrabnie otworzył(obeszło się bez wybuchu) i nalał do kieliszków. Jeden z uśmiechem podał mi i delikatnie mnie w niego stuknął.
-No to za ten wieczór. Bo zapowiada się świetnie.-Mruknął i zaraz razem upiliśmy po łyku.
  Siorbaliśmy tak szampana aż do wykończenia zapasu rozmawiając praktycznie cały czas o jego umiejętnościach, kiedy on nagle przesiadł się znów obok mnie i ujął palcami delikatnie mój podbrudek. Przysunął swoją twarz do mojej i złożył na moich ustach najsłodszy pocałunek jaki w życiu otrzymałam. Odsunełam się delikatnie i spojrzałam mu w oczy kiedy on odwrócił głowę i upił kolejnego łyka.
-Nie chce Cię przelecieć. Podobasz mi się. -Zaczął a ja tylko osupiała wgapiałam się w jego ciemne włosy.

***
Takie troszkę dramatyczne zakończenie. Znaczy. Zostawiłam je tak, żebyście mogli obstawiać co będzie dalej. Post znów z dedykacją dla Rosie(jak ty mnie męczysz no xD). Ale tak w sumie to chyba cały ten blog jest jedną wielką dedykacją. Kocham Cię i dziękuję.
Nie mogę zapomnieć również o moim King Kongu, którego też kocham nad życie i który nie potrafi skutecznie rozpisać się co do oceny rozdziału (Też Cię kocham ;* ).
No.
To dziękuje tym, którzy czytają.

2 komentarze:

  1. kolejny świetny rozdział, nic dodać, nic ująć
    Co do zakończenia to szczrze, myślałam, że ją przeleci xD

    OdpowiedzUsuń
  2. No męczę Cię i będę męczyć dalej!!! A jednak! Dokopała Nate xD ooostra laska! Ej... dedykacja dla mnie?! Czy Ty, aby nie przesadzasz? Nie szalej, bo ja tu płonę ze wstydu xD No, ja czekam co będzie dalej, bo Eddie i Dave <3 AWWWWWWWWW!!! A Steven tak pozlawa sobie dziewczynę odbijać? Slash zresztą też!

    OdpowiedzUsuń