piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 13

-Sto lat.-Usłyszałam za sobą smutny znany mi głos. Nigdy w sumie w takim tonie. Odwróciłam się i ujżałam Slash'a. Smutnego. Z półdopitym Danielsam.
-Dzięki-mruknęłam i ruszyłam ulicą przed siebie. Just a little patience..yeah! Oj kurwa chciałabym. Trzeba w ogóle ten tekst zapisać Izzy'emu. A chuj. Nie ważne.
-Cześć mała.-Kolejny znajomy głos.
-David? Siema.-Znów niechętnie i skrzywiłam się.
-A co ty taka..
-Nie pytaj.
-No okej.-Poszedł. Taka tam, lekka zlewka. A chuj. Nawet lepiej. Wyjęłam z kieszeni pare banknotów i przeliczyłam. No to zrobie sobie prezent sama kurwa. Od chuj tu sklepów. Kierowałam się w stronę centrum obserwując ludzi gapiących się na mnie. Pierwszy sklep jaki dopadłam to obuwniczy. Z półki zciągnięte glany rozmiar 38, taki sam kowbojki. Oba idealne. Kierunek kasa. Szał zakupów Nataliee. No ale chuj. Ja czasem też muszę. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam do kolejnych sklepów. Skórzany. Tego było mi trzeba. Zaraz wpadłam pomiędzy wieszaki oglądając najpierw spodnie. Piękne. Czarne. Dopasowane. Idealne. Pobiegłam z nimi do przymierzalni. Kiedy już je włożyłam wiedziałam, że muszą być moje. W życiu nie miałam w niczym tak zajebistego tyłka. Kolejny cel-kurtki. Pierwsza w ręce wpadła mi ramoneska. Typowo motocyklowa. Z frędzlami przy rękawach. Przejrzałam się w lustrze i zaraz na twarzy miałam szeroki uśmiech. Cudowna. Kocham ten sklep. Do koszyka obok trafiła jeszcze katana, i torba. Ze wszystkim podeszłam do kasy. Kiedy miałam już zamiar płacić nagle zobaczyłam męską rękę wyciągniętą zza mnie i usłyszałam znajomy głos.
-Ja zapłace za tą panią.-Męzczyzna podał banknoty. Kasjerka wydała resztę i szybko odwróciłam się.
-Axl?!
-Masz urodziny. Najlepszego.-Pocałował mnie w policzek,a ja złapałam torbę z zakupami i wyciągnęłam go ze sklepu. Axl?! To ten sam Axl?! Na prawde?! No chyba nie ! - Wiesz. Chciałem przeprosić. Jestem skurwielem ale nad 90% rzeczy które robię nie panuję. Nie chciałem zranić Ciebie, ani Rosie..Steva tez nie.-wzruszył ramionami i uśmiechnął się. -Dobrze zrobiłaś obijając mi ryj.
-Wiem. Ale dziękuję, rozumiem i wybaczam. -Uśmiechnelam sie krzywo, a on tylko pokiwał głową w geście podzięlowania.
-Może..Hmm..Zapraszam Cię dzisiaj wieczorem do Rainbow..Opijemy troszkę te urodzinki, co? -Posłał mi skromny uśmiecha. No.i gdzie się podział Axl skurwiel? Nie wiem. Ale chyba wole tego.
-No..No okej. To..do zobaczenia.-Kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę centrum. W pewnym momencie zobaczylam na kamienicy ogłoszenie. 'Do wynajecia. M-3. Informacja pod numerem 12.'. Na twarzy znow pojawil mi się uśmiech. Zostawiłam torby pod drzwiami i zapukałam pod wskazany numer. Otowrzyła mi niewysoka, starsza kobieta. Wyglądała na miłą.
-Dzień dobry. Ja w sprawie mieszkania. Kobieta uśmiechnęła się do mnie i gestem zaprosiła do mieszkania. Zrobiłam jak prosiło.
-Siadaj dziecino.-Wskazała na kanapę a ja zajęłam miejsce.-Nazywam się Marie Jones. A..A ty?
-Jestem Nataliee Adler.-Uśmiechnęłam się serdecznie.
-W takim razie Natalee. Zasady są takie. Żadnych imprez po 22:00. Do tej godziny możesz robić co Ci się żywnie podoba. Jak będziesz wracać w nocy też proszę o zachowanie ciszy. I chyba tyle.-Podała mi jeszcze tylko miesięczną cenę za wynajem. Nie powiem, chyba taniej nie znajdę. Natychmiast się zgodziłam. Pani Jones wyciągnęła umowę. Bez wachania ją podpisałam.
-To..Kiedy moge się wprowadzić?-Zapytałam nieśmiało. W odpowiedzi otrzymałam do ręki klucze.
-Nawet teraz. Mieszkanie numer 7.-Kiwnęłam głową dziękując i opuściłam jej mieszkanie zaraz udając się do swojego. Otworzyłam je i ujrzałam, cudne , skromne, przytulne mieszkanko. Z jasnymi ścianami, dwoma pokoikami. W pełni wyposazone. Meble, telewizor, łóżko. Nawet mikrofalówka w kuchni była. Obejrzałam je jeszcze raz, zostawilam tam torby z zakupami, prócz nowej kurtki ktorą włożyłam na siebie i opuściłam swój nowy domek. Nie miałam co tak właściwie robic. Łaziłam w te i we w te tak bez celu, oglądając ulice, parki, ludzi. Właśnie, ludzi. Czy te kobiety naprawde nie mogą zakładać stanika pod ramoneski? No choćby stanika no. Nie ważne. I tak tego nie słyszą. Paru Rockman'ów. Paru nawet czasem kojarzyłam.
-Cześć.-uśłyszałam znajomy głos za sobą i odwróciłam się.
-Cześć. -Przytuliłam na powitania pana Van Halena. Złoże delikatnego buziaka na moim policzku.
-Czy to nie dzisiaj ten wielki dzień?-pokiwałam głową i tym razem otrzymałam niewielki całus w usta.-wszystkiegi najlepszego. A tu..-wyciągnął z kieszenu dwa kartoniki. - bilet i wejściówka za kulisy na nasz koncert za tydzień. -posłał mi ten swój uroczy uśmiech, a ja ponownie go przytuliłam.
-Dziękuje. Cholernie was lubię..przyjde z chęcią. Masz może ochotę się ze mną przejść? -bez słowa objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę parku.
-I jak, nowy etap życia?-Zapytał zerkając na mnie.
-Conajmniej chujowo.
-A to czemu?
-Bo już zaćpałam się do nieprzytomności. Chyba jestem mistrzynią. Izzy podał mi coś, bo chciałam, znaczy..nie chciałam, ale byłam ciekawa.-mruknęłam pod nosem wtulając głowę w jego ramię.
-Tak to bywa..Ciekawisz się, a potem popadasz w nałóg. Wiesz, ciekawość pierwszym stopniem do piekła.-westchnęłam i dalej bez słowa dawałam mu się prowadzić. Lubiłam go, ale nie tak, że dałabym radę z nim być, był przyjacielem. Miło chadzało się z nim tak bez jakiego kolwiek celu.
-O czym tak myślisz? -przerwał mi rozmyślanie.
-Od tym, że lubie z tobą spędzać czas. -Uśmiechnął się i pogładził mi ramię unosząc głowę w górę.
-Masz jakieś plany na wieczór?
-Wiesz, Axl chce opić ze mną urodziny. Chodź ze mną. -zaczęłam bawić jego ciemnymi lokami z chichotem. Odpowiedział mi przytaknięciem i oboje zasiadliśmy na ławce. Rozmawialiśmy chwile o nim, o Davidzie, o zespole, jakie to głupie propozycje od fanek mają i tak dalej.
-Ej! Patrz ! Wiewiórka! -wskazał na rude stworzonko po drugiej stronie chodnika a ja zaśmiałam się.
-Urocza. Też chce taki ogonek.-wybuchnęliśmy śmiechem a zainteresowane stworzonko przyglądało się nam. Spojrzałam na Eddiego, a on w tym czasie podniósł niwielkiego żołędzia z ziemii. Wyciągnął z nim rękę w stronę wiewiórki. Zareagowała odrazu, podczłapała się i wyrwała mu małymi łapkami orzeszka. Odskoczyła na pobliskie drzewo i zaczęła słodko chrupać przekąskę. Spojrzałam na Edka ze słodkim uśmiechem, a on pokręcił głową.
-Przypominała mi Ciebie..
-Tak? Czemu?
-Bo jest ruda, nie ufna, ciekawska i ruda!- Uśmiechnęłam się, a on zaśmiał się. -nie chcę cię poderwać. Jesteś fajną przyjaciółką mała. - Moje policzki sie zaruminily, a on poslal mi tylko swoj uroczy usmiech. Wspanialy facet. Moze to jemu powinnam poswiecic reszte zycia. Choc tak naprawe byl tylko przyjacielem. Uroczym, kochanym,pomocnum, ale przyjacielem, a tak naorawde potrzebowalam tego wlasnie, w tym momencie. Dziwne co nie? A wlasie to bylo mi upotrzebne. Chora rozkoszna pelna milosci przyjazn  ktorej nigdy nie mialam. Kurwa, kochalm Eddiego, hyhyhy szybko sie przywiazuje, prawda? A znajac zycie i tak zaraz o sobie zapomnimy. Jak gdyby nigdy nic, od tak, po prostu. Co ja na to poradze?  Na tym polegaja moje znajomosci w L.A. Chwila czasu, a potem nagle jebs. Chcialam to utrzymać jak najdłużej, ale to jest Eddie Van Halen. Nigdy nie wiesz, kiedy pojedzie w trase..Itp itd. A mimo tego, robiłam sobie nadzieję. Chciałam, by nasze relecje przetrwały, i to jak najdłóżej. Poczułam jego sprawne palce na swoim ramieniu, gdy usiłował mnie delikatnie objąć. Moja reakcja była szybkim wyrwaniem się i wtuleniem w jego szyję. Pocałował mnie uroczo w czubek głowy i razem z sobą podniósł. Przeniósł dłoń na moje biodro, i tak razem ruszyliśmy do baru, w umówione miejsce z Axl'em. Szliśmy powoli, bez słowa, czasem nucąc coś bez celu pod nosem. Kiedy staliśmy już na przeciw baru, Halen zaśmiał się cicho, złapał mnie za dłoń i wprowadził. Zaraz po przekroczeniu progu moje uszy dopadł jeden wielki okrzyk 'NIESPODZOANKA!' , a na głowe posypała mi się tona confetti. Rozejrzałam się-Axl, Slash, Duff, Izzy, Kinga, Rosaliee, David, Michael, Alex...Nawet Tyler, Perry i reszta Aerosmith,  Sebastian, i jeszcze pare nie znanych mi osób. Otworzyłam buzie z wrażenia i zaraz ludzie wciągali mnie w tłum wylewajac ze swoich ust mnóstwo życzeń.

1 komentarz: